Krzyki, przerywanie w pół słowa, insynuowanie politycznych motywacji uczestników postępowania – tak wyglądała czwartkowa rozprawa przed Trybunałem Konstytucyjnym. To był żenujący spektakl, ale też i dowód na to, jak prawdziwa jest stara łacińska paremia: nemo iudex in causa sua.
Bo trzeba sobie powiedzieć wprost: trybunał w sprawie z wniosku premiera nie jest żadnym bezstronnym arbitrem. Jest stroną, i to mocno zainteresowaną finałem sporu. Bo tak naprawdę nie chodzi o to, czy nasza konstytucja ma pierwszeństwo przed prawem unijnym, ale o to, kto ma rację: Trybunał Konstytucyjny w Warszawie czy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. W czwartek było to widać jak na dłoni.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
!["Ludzie uciekali jak fala tsunami". Dramatyczna relacja świadka strzelaniny w Krakowie [ROZMOWA]](https://infor-web-static.incdn.pl/dgpstatic/upload/b3dza2ltLXJ5bmt1LTM5MzExMTM0LmpwZyIsInciOjE0MDB9-c15a75d7.webp)