Skoro matury nie zdaje co czwarty uczeń, trudno wymagać, aby z powodzeniem studiował on mechatronikę lub fizykę techniczną, czyli kierunki ważne dla gospodarki.
Program dotowania ze środków UE studentów, którzy rozpoczną naukę na kierunkach najbardziej potrzebnych dla gospodarki (tzw. zamawianych), skończył się porażką. Studia licencjackie ukończyła zaledwie co piąta osoba, która je podjęła. Nie pomogły ani stypendium w wysokości tysiąca złotych, ani zachęty ze strony uczelni czy nawet zajęcia wyrównawcze z matematyki i fizyki.
Można zarzucać ministerstwu, że lekką ręką wydało ponad 50 mln zł na kształcenie, które przyniosło marne rezultaty. Nie przewidziało, że w dobie niżu demograficznego i walki o studenta uczelnie będą przyjmować z łapanki osoby na trudne studia, za które dodatkowo dostaną pieniądze. Interes był zresztą obopólny: pieniądze za podjęcie kształcenia dostawali bowiem i studenci (najlepsi), i szkoły. Jak widać, z wydatkowaniem unijnych pieniędzy rzeczywiście nie mamy problemu. Polak potrafi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.