TRZY PYTANIA DO... DOMINIKI STANIEWICZ, eksperta ds. rynku pracy i socjologa Collegium Civitas - Kiedy pracodawca bankrutuje z dnia na dzień, trudno przewidzieć zwolnienie, są jednak sytuacje, gdy w firmie od dawna dzieje się źle, przychody spadają, następują cięcia, krążą listy zwolnień, a my czujemy się zagrożeni utratą pracy. Czy warto jest w tej sytuacji czekać do ostatniej chwili, co zaproponuje nam pracodawca?
- W polskiej kulturze nie jest przyjęte, aby samemu proponować odejście, chyba że ma się już innego pracodawcę. Propozycje rozstania składają w takich sytuacjach zwykle pracodawcy. Czasami mamy jednak przeczucie, że jesteśmy następni do zwolnienia. Jeśli mamy dobrą intuicję i świadomość, że taka sytuacja nastąpi, to jest to dobry moment, aby zaproponować pracodawcy rozstanie na swoich warunkach. Zyskujemy wtedy małą, ale zawsze przewagę negocjacyjną. Ułatwiając to mało przyjemne zadanie, jakim jest zwolnienie, naszemu przełożonemu, możemy liczyć na jego wdzięczność, która w tej sytuacji może zadziałać na naszą korzyść.
● A jeśli rozmowy o odejściu toczą się nie po naszej myśli, jak nie stracić zimnej krwi?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.