Kluczowe jest nie to, co zawierała skrzynka ministra, ale z kim kontaktował się za jej pośrednictwem.
W serwisie Telegram ktoś publikuje informacje, rzekomo z prywatnej poczty ministra Dworczyka. On sam w oświadczeniu mówi o cyberataku i o tym, że zdarzenie może mieć związek z jego działaniami na rzecz przemian demokratycznych w byłym ZSRR. Co w sprawie jest jasne, a co w sferze domysłów?
Jasne jest to, że znów mamy do czynienia z przejęciem kont polityka. W ostatnich miesiącach doświadczyli tego posłowie Joanna Borowiak, Marcin Duszek. Albo kwestia kontrowersyjnego wpisu minister Maląg, po którym resort rodziny wydał oświadczenie, że to atak hakerski. Ale, gwoli ścisłości, nie jest to kłopot wyłącznie krajowy. Przypomnijmy wyciek e-maili z fragmentami przemówień kandydatki demokratów Hillary Clinton. Wówczas jej sztabowcy też tłumaczyli, że stoją za tym Rosjanie. Kilka lat temu hackerzy zaatakowali też posłów Bundestagu. Rozesłali e-maile z linkiem, po kliknięciu którego na komputerze instalowało się oprogramowanie. Tu ślad także prowadził do rosyjskich służb.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.