- Na skutek pandemii koronawirusa sprzedaż zagranicznych wycieczek wróciła do poziomu sprzed 30 lat - mówi Piotr Henicz, prezes Itaki.
Reklama
Jak pan myśli, kiedy znów będzie można wyjeżdżać za granicę?
Liczę na to, podobnie jak ludzie z branży na całym świecie, że część programu Lato 2020 uda się zrealizować. Na pewno sezon będzie okrojony, zarówno pod względem czasu trwania, jak i geografii wyjazdów. Zbyt wiele jest w tej chwili niewiadomych, aby pokusić się o precyzyjne prognozy, kiedy nastąpi odmrożenie turystyki. W wielu miejscach na świecie hotele zaczynają się powoli otwierać na ruch krajowy lub regionalny. Ale stąd jeszcze daleka droga do wznowienia międzynarodowego ruchu turystycznego i zorganizowanych wyjazdów.
Ciekawe jest, czy otwarcie granic załatwi sprawę? Czy Polacy wciąż będą zainteresowani spędzaniem urlopu poza krajem?
Na pewno nie będzie tak, że następnego dnia po otwarciu granic i wznowieniu ruchu lotniczego odnotujemy masowy wzrost rezerwacji, salony sprzedaży wypełnią się klientami i wrócimy do tego, co było rok temu. Najpierw ruszą podróże biznesowe, wyjazdy w sprawach losowych, może poleci trochę osób w celach turystycznych, na własną odpowiedzialność. Podstawową sprawą są tu zasady kwarantanny, obowiązującej w krajach docelowych i przy powrocie do Polski. Bez jej zniesienia zorganizowane podróże nie mają racji bytu. Kiedy przestanie obowiązywać, ważne będą decyzje krajów docelowych, kiedy otworzą się na zorganizowane przyjazdy turystyczne. Z rozmów prowadzonych z klientami wynika, że są zainteresowani wyjazdami zagranicznymi, ale chcą podróżować bezpiecznie, a my mamy im to zapewnić.
A w ogóle macie państwo jakieś rezerwacje?
Wielu klientów odkłada na później zarezerwowane wcześniej terminy. Nowe rezerwacje z oferty letniej dotyczą głównie września i października, a także lata 2021 r., które w tym roku wyjątkowo wcześnie wprowadziliśmy do sprzedaży. Preferencje się nie zmieniły. Najpopularniejsze kierunki to Grecja, Turcja, Hiszpania czy Egipt. Nie ma natomiast w tej chwili mowy o normalnej, regularnej sprzedaży. Rok temu w kwietniu codziennie sprzedawaliśmy około 5000 miejsc. W tej chwili sprzedajemy 10–15 dziennie, zdecydowanie mniej nawet niż 30 lat temu. Tak wygląda różnica.
A co z klientami, których wycieczki nie mogły się odbyć z powodu zamknięcia przestrzeni powietrznej?
Część klientów z wakacji rezygnuje, część je przekłada – na jesień albo przyszły rok. Sporo osób decyduje się na voucher, dzięki któremu w ciągu 12 miesięcy mogą wybrać dowolną ofertę w dowolnym terminie.
Co jeśli sprzedaż nie ruszy przed wakacjami? Co to oznacza dla biura, ale i całej branży?
Przede wszystkim będziemy skupiać się na sezonie zimowym i przyszłym lecie. „Zima” startuje w listopadzie, to duży program bazujący w dużej mierze na dalekich kierunkach, egzotycznych wyspach najmniej dotkniętych koronawirusem. Nawet jeżeli uda się „uratować” jakąś część tego lata, to zarówno ITAKA, jak i cała branża musi liczyć się z koniecznością restrukturyzacji firm, wprowadzenia zarządzania kryzysowego, ograniczenia zatrudnienia i dużych oszczędności we wszystkich sferach działalności. Na pewno nie będzie to czas na nowe inwestycje, projekty i eksperymenty. Nie chcę w tej chwili prognozować wyniku finansowego, jaki osiągniemy na koniec 2020 r. Na pewno przewidywania sprzed dwóch miesięcy wymagają weryfikacji, na tę chwilę musimy liczyć się z redukcją sprzedaży lata nie mniejszą niż 70 proc. Dawno się pogodziliśmy, że w tym roku nie będzie zysku. Teraz pozostaje tylko i wyłącznie odpowiedź na pytanie, jak duża będzie strata.
Itaka zamierza skorzystać z pomocy rządowej? Jakie rozwiązania okazały się najbardziej przydatne, a jakich zabrakło?
Sytuacja dla każdego touroperatora jest bardzo trudna, pomoc zewnętrzna jest zatem konieczna. Tu przykładem może być TUI Group – największy na świecie, międzynarodowy koncern turystyczny, który już kilka tygodni po ogłoszeniu pandemii zwrócił się o pomoc do niemieckiego rządu i ją otrzymał. Branża turystyczna najbardziej i najszybciej ucierpiała w wyniku pandemii. W lutym czy na początku marca, kiedy w Polsce gospodarka funkcjonowała jeszcze normalnie, my już przeżywaliśmy spore problemy. Musieliśmy anulować wyloty do Chin, Tajlandii, wyjazdy narciarskie do Włoch. My, jako turystyka zagraniczna, pierwsi w kryzys weszliśmy i jako ostatni z niego wyjdziemy. To, co rząd zaproponował na początku, czyli wprowadzenie turystycznych voucherów i wydłużenie do 180 dni czasu na zwrot pieniędzy klientom, jest istotne i ma duży wpływ na utrzymanie płynności finansowej. Ale nie załatwia sprawy. Nadal czekamy na realną możliwość skorzystania z pomocy państwa w ramach tarczy finansowej. Na razie pomoc została wdrożona dla mikro i małych przedsiębiorstw, a my czekamy w kolejce.
Wrzesień to czas wykupu gwarancji ubezpieczeniowych na przyszły rok przez biura. Czy są sygnały, że będzie trudniej je pozyskać, przez co niektóre podmioty znikną z rynku?
Negocjacje warunków przyznania ubezpieczenia to rozmowy indywidualne. Na pewno jesteśmy zadowoleni ze zmiany warunków uzyskania gwarancji przez biura podróży. Dotąd starając się o gwarancję, nie można było podać mniejszego przychodu z imprez turystycznych od uzyskanego w roku poprzednim, co miało zapobiegać zaniżaniu gwarancji. Tymczasem 2019 był rokiem rekordowym w turystyce wyjazdowej, a 2020 będzie najgorszym w historii. Dzięki zmianie przepisów wystarczy deklaracja na kolejny rok 30 proc. przychodu z 2019 r. W ostatnich latach rynek touroperatorów bardzo się ustabilizował. Jest kilku graczy, którzy decydują o tym, jak wygląda branża. Nie spodziewam się spektakularnych upadków. To efekt m.in. tego, że biura podróży wchodziły w sezon 2020, który miał być przecież rekordowy, ze świetnymi wynikami z 2019 r.
Jakie będzie podróżowanie po koronawirusie?
Na pewno nastąpi weryfikacja samego podejścia do wyjazdów, które stały się stylem życia, stałym punktem w kalendarzu, powszechnym dobrem dostępnym dla coraz większej liczby Polaków. Rynek zagranicznych wyjazdów rośnie z roku na rok, każdego roku wyjeżdżaliśmy częściej i dalej. Myślę, że po przerwie z jeszcze większym entuzjazmem powrócimy do podróży, oczywiście po okresie przejściowym, kiedy decyzje o wyjeździe mogą być trudniejsze przez np. zmianę organizacji funkcjonowania hoteli czy troskę o własne bezpieczeństwo lub ograniczenia finansowe, które z pewnością dotkną wielu naszych klientów. Chociaż przewrotnie powiem, że czynnika finansowego obawiałbym się najmniej. To może zbyt daleko idące porównanie, ale 30 lat temu, kiedy skończyła się izolacja Polski i można było podróżować, zaczęliśmy błyskawicznie „nadrabiać zaległości”, chociaż stosunek zarobków do cen wyjazdów był zdecydowanie inny niż obecnie. Jestem przekonany, że chęć powrotu do podróży będzie dużo większa w Polsce niż w innych krajach.
Klienci wrócą do kupowania wyjazdów na ostatnią chwilę?
Do tej pory z roku na rok klienci rezerwowali wyjazdy coraz wcześniej, w ostatnich latach nawet z prawie rocznym wyprzedzeniem. Polacy zaczęli planować wakacje, bazując na swoim doświadczeniu, że najlepsze oferty, ich ulubione miejsca, hotele czy sieci hotelowe są często dostępne tylko w przedsprzedaży. Z pewnością ten zwyczaj powróci, natomiast teraz musimy się liczyć z faktem, że przez pewien czas decyzje o podróży będą podejmowane później. Jest to z wielu powodów zrozumiałe. Na powrót do normalności wszyscy potrzebujemy czasu i świadomości, że możemy bezpiecznie podróżować.
Jak pan ocenia pomysły związane z podróżowaniem samolotem? Czy plastikowe przedziałki, wolne miejsca są akceptowalne przez przewoźników, biura, ale i klientów?
W tej chwili nie wiemy, jak będą odbywać się loty, które rozwiązania zostaną wdrożone. To temat rozmów branży lotniczej, niezwykle dla nas istotny. Musimy jednak pamiętać, że na pewne rozwiązania, jak wyłączanie miejsc do sprzedaży, będą mogły sobie pozwolić linie rozkładowe. One mogą konkurować ze sobą, inwestując w różne środki bezpieczeństwa. Jednak w przypadku linii czarterowych, gdzie cena „fotela w samolocie” jest na granicy rentowności, będzie to bardzo skomplikowane. Wyłączenie miejsc może generować wzrost ceny wyjazdu dla klienta nawet o kilkaset złotych lub więcej w przypadku dalekich kierunków. To nie jest to, czego klienci oczekują. W ostatnich wypowiedziach IATA podkreśla, że o ile zastosowanie np. masek ochronnych dla pasażerów i załogi jest zasadne, to wyłączanie miejsc nie ma wpływu na bezpieczeństwo pasażerów, a ryzyko zarażenia się na pokładach samolotów jest niskie. Potrzebne są wspólne kampanie linii, portów lotniczych i touroperatorów pokazujące, że podróże samolotami są bezpieczne, mając na uwadze zastosowanie filtrów HEPA, które usuwają z powietrza 99 proc. zanieczyszczeń, w tym wirusów i bakterii. To zaprzecza obiegowej opinii, że samoloty i klimatyzacja mogą być przyczyną rozprzestrzeniania się koronawirusa.
Słyszałam opinię, że jeśli nie wróci sprzedaż w czerwcu, a dopiero w ścisłe wakacje, biura mogą zacząć obniżać ceny, by tylko ruszyła sprzedaż. Jak zatem mogą kształtować się ceny?
Obniżanie cen i sprzedaż oferty poniżej kosztów może doprowadzić tylko do jednego. A nie ma co liczyć na to, że koszty zmaleją, bo zarówno hotelarze, jak i przewoźnicy poniosą dodatkowe wydatki w związku z dodatkowymi środkami bezpieczeństwa czy procedurami, które będą musieli wdrożyć. Najważniejsze będzie optymalne dopasowanie liczby miejsc do popytu, to zadecyduje o wynikach touroperatorów i pozwoli ustalić ceny na racjonalnym poziomie.