Twoje dane, twój (a nie państwa) problem [KOMENTARZ]

Sławomir Wikariak
<p>Sławomir Wikariak</p>DGP / Wojtek Gorski
6 lipca 2022

Od lat słyszę, jak groźne konsekwencje może mieć wyciek czy wykradzenie danych osobowych, od lat też nasze państwo nie robi nic, by pomóc ludziom, którzy padli ich ofiarą. Jedyne, co ma do zaproponowania, to odesłanie do komercyjnych usług, które za mniejszą lub większą kwotę pozwalają monitorować, czy ktoś nie próbuje wziąć pożyczki.

Dlaczego nie powstanie państwowa baza, w której każdy mógłby za darmo zastrzec swe dane? Nie wiadomo. Administracja publiczna umywa ręce i, co prawda, ostrzega, jak groźny w skutkach może być wyciek, ale jednocześnie wysyła jednoznaczny sygnał: „obywatelu, zatroszcz się o siebie sam”. Oczywiście jeśli masz pieniądze.

Piszę o tym problemie ze względu na dyskusję, która rozgorzała po niedawnym wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, uznającym, że nie każdy wyciek numeru PESEL oznacza duże ryzyko dla naszego bezpieczeństwa. Urząd Ochrony Danych Osobowych wniósł skargę kasacyjną od tego orzeczenia i przekonuje w niej, że nawet wyciek pojedynczego PESEL-u stanowi duże zagrożenie dla jego właściciela. Wylicza potencjalne skutki: wzięcie pożyczki, zawarcie umowy chociażby na telefon komórkowy, oddanie głosu w ramach budżetu obywatelskiego, wyłudzenie świadczenia medycznego czy założenie fikcyjnych kont na platformach internetowych. Zdaniem UODO, tylko wiedząc o wycieku, poszkodowany ma szanse uchronić się przed jego negatywnymi skutkami. Ja zaś się zastanawiam, co rzeczywiście da mi informacja o przejęciu moich danych, na ile skutecznie mogę zapobiegać niepożądanym konsekwencjom i dlaczego mam płacić za to nawet kilkaset złotych rocznie, bo tyle kosztują komercyjne usługi monitoringu zaciągania zobowiązań.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.