Czy wystarczy znać numer PESEL lekarza, aby sprawdzić jego zarobki? Po przyjęciu przez rząd projektu dotyczącego gromadzenia danych o wynagrodzeniach medyków takie pytania pojawiają się coraz częściej. Projekt nie tworzy publicznego rejestru wynagrodzeń, ale daje Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji nowe narzędzie do analizowania dochodów lekarzy pracujących w kilku placówkach jednocześnie.
Dyskusję przyspieszyła głośna afera w Szpitalu Południowym w Warszawie. To właśnie po niej rząd zapowiedział większą przejrzystość systemu, a samorząd lekarski zwrócił się do premiera o bezpośrednie rozmowy.
Rejestr zarobków lekarzy 2026. Czy każdy będzie mógł sprawdzić wynagrodzenie po numerze PESEL?
Najkrótsza odpowiedź brzmi: nie. Projekt przyjęty przez Radę Ministrów nie zakłada stworzenia ogólnodostępnej wyszukiwarki, w której po wpisaniu numeru PESEL lub numeru prawa wykonywania zawodu będzie można sprawdzić zarobki konkretnego lekarza. Nie powstanie również publiczna lista wynagrodzeń medyków finansowanych przez NFZ.
Nowe przepisy mają umożliwić Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji pozyskiwanie danych o umowach i wynagrodzeniach pracowników podmiotów leczniczych. Informacje będą powiązane z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu wyłącznie po to, aby państwo mogło zidentyfikować tę samą osobę zatrudnioną w kilku miejscach jednocześnie.
To ważna różnica. Pacjent, sąsiad czy pracodawca nie otrzyma narzędzia do sprawdzania zarobków konkretnego lekarza. Dane mają służyć analizom prowadzonym przez AOTMiT i pomóc odpowiedzieć na pytanie, jak wynagrodzenia wpływają na koszty funkcjonowania całego systemu ochrony zdrowia. Premier Donald Tusk uzasadniał potrzebę zmian koniecznością ograniczenia narastających wątpliwości dotyczących finansowania ochrony zdrowia.
„Musimy naprawdę zadbać o to – i to jest w interesie też samych lekarzy – żeby nie było tej narastającej fali podejrzliwości i niepewności, jak wyglądają zarobki, za co są wypłacane, czy są uzasadnione.”
Po co rządowi numer PESEL lekarza? Rejestr ma pokazać zarobki z kilku miejsc pracy
Obecnie państwo widzi jedynie fragment wynagrodzeń lekarzy. Jeżeli specjalista pracuje jednocześnie w szpitalu wojewódzkim, szpitalu powiatowym i prywatnej przychodni realizującej świadczenia finansowane przez NFZ, każda z tych placówek pokazuje tylko własną umowę. Dla analityków oznacza to niepełny obraz kosztów pracy.
Wyobraźmy sobie anestezjologa, który od poniedziałku do piątku pracuje na etacie, dwa razy w tygodniu bierze dyżury w innym szpitalu, a w weekend świadczy usługi na kontrakcie. Każda placówka rozlicza go oddzielnie, dlatego państwo nie potrafi dziś łatwo ustalić jego łącznych dochodów. Właśnie dlatego projekt przewiduje możliwość powiązania danych z numerem PESEL lub numerem prawa wykonywania zawodu.
W naszym poprzednim artykule opisywaliśmy, że według szacunków AOTMiT ponad 100 tys. zł miesięcznie może osiągać nawet 2,8–5,6 tys. lekarzy, podczas gdy obecnie oficjalne dane pokazują jedynie około 560 osób osiągających takie wynagrodzenie w jednym miejscu pracy. Nowe przepisy mają pozwolić zweryfikować, jaka jest rzeczywista skala tego zjawiska.
Afera w Szpitalu Południowym. Rekordowe zarobki Dawida Kacprzyka przyspieszyły zmiany
Projekt nie pojawił się przypadkiem. Bezpośrednim impulsem była sprawa lekarza ze Szpitala Południowego w Warszawie, który według medialnych doniesień miał w 2025 r. zarobić około 1,6 mln zł, mimo że pozostawał w trakcie specjalizacji. Wokół sprawy lekarza Dawida Kacprzyka rozpoczęły się kontrole, audyty i dyskusja dotycząca organizacji dyżurów oraz wieloetatowości.
Debata bardzo szybko przestała dotyczyć jednego szpitala. Pojawiły się pytania o to, ilu lekarzy osiąga podobne dochody, czy państwo potrafi je policzyć i czy wysokie wynagrodzenia wynikają z braków kadrowych, czy z nieefektywnego nadzoru nad systemem. Rząd odpowiedział projektem, który ma umożliwić znacznie dokładniejsze analizy wynagrodzeń finansowanych ze środków publicznych.
Naczelna Izba Lekarska o rejestrze zarobków lekarzy. NIL chce rozmów z premierem
Samorząd lekarski nie odrzuca rozmowy o transparentności wynagrodzeń. Wręcz przeciwnie – prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski zwrócił się do premiera Donalda Tuska z oficjalnym wnioskiem o spotkanie. W piśmie przypomina, że premier zapowiedział reformę ochrony zdrowia we współpracy z samorządem lekarskim i prosi o wyznaczenie terminu rozmów. W liście czytamy:
Jestem przekonany, że bezpośrednie spotkanie stworzyłoby możliwość merytorycznej wymiany poglądów oraz omówienia kluczowych kwestii związanych z planowanymi działaniami w obszarze ochrony zdrowia.
Ton pisma jest wyważony. Nie ma w nim sprzeciwu wobec zmian ani żądania wycofania projektu. Samorząd deklaruje gotowość do rozmowy i wspólnego wypracowania rozwiązań dotyczących zarówno wynagrodzeń, jak i wyceny świadczeń medycznych.
Rejestr zarobków lekarzy. Dlaczego NIL ostrzega przed skutkami nowych przepisów?
Najczęściej mówi się o ochronie danych osobowych, jednak obawy środowiska lekarskiego są znacznie szersze. Lekarze zwracają uwagę, że publiczna debata może zostać zdominowana przez pojedyncze rekordowe wynagrodzenia, podczas gdy znaczna część środowiska zarabia wielokrotnie mniej. W ich ocenie dyskusja o milionowych kontraktach nie może przesłonić problemów związanych z wyceną procedur medycznych, finansowaniem szpitali i brakami kadrowymi.
Istotny jest również aspekt funkcjonowania szpitali powiatowych. To właśnie one często przyciągają specjalistów wyższymi stawkami za dyżury. Gdyby możliwości finansowania takich kontraktów zostały ograniczone, mniejsze placówki mogłyby mieć jeszcze większe trudności z pozyskaniem lekarzy. Dlatego NIL chce, aby rozmowa o wynagrodzeniach stała się elementem szerszej reformy ochrony zdrowia, a nie jedynie reakcją na pojedyncze medialne przypadki.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu