Samochody, którymi jeżdżę w ciągu roku, podzielić można z grubsza na trzy grupy. Do pierwszej zaliczają się modele, które są – co tu dużo mówić – beznadziejne. Często do tego stopnia, że w odmętach internetu zaczynam szukać nazwisk ludzi odpowiedzialnych za ich wypuszczenie na rynek. Ale nie po to, by ich znieważyć czy ośmieszyć. Przeciwnie. Chciałbym nawiązać z nimi kontakt po to, by postawić im whisky. Bo dzięki nim mam o czym pisać.
Bo to właśnie beznadziejne auta opisuje się najprzyjemniej – można z nich drwić, używając mało wyrafinowanych metafor, przesadnych paraboli i nieprzyzwoitych porównań. Można w nieskończoność śmiać się z nich, szydzić, obrażać je i przeklinać. A to wszystko, jak każdemu Polakowi z krwi i kości, przychodzi mi z ogromną łatwością. I właśnie dlatego uwielbiam pisać o autach, które nigdy nie powinny być produkowane, modląc się jednocześnie w duszy, by nikomu nie przyszło do głowy przestać je produkować.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.