Zanim koncern motoryzacyjny wypuści na rynek nowy model, przeprowadza zakrojone na szeroką skalę badania, które mają pomóc mu znaleźć odpowiedź na pytanie: czego naprawdę kierowcy oczekują od naszych aut? Innymi słowy, producenci zapewniają, że wsłuchują się w głos ludu. Że ich produkty są projektowane dokładnie tak, jak życzą sobie ich późniejsi użytkownicy. Że starają się uwzględnić wszystkie nasze wskazówki, potrzeby i spostrzeżenia.
Przykro mi, ale to bzdura. W rzeczywistości wpływ na to, jak prezentują się nowe modele aut, mają tylko dwie grupy ludzi: najpierw ci, którzy pracują przy ich projektowaniu, a później ci, którzy stoją przy taśmach produkcyjnych. Największy problem polega zaś na tym, że w niektórych przypadkach jedni oddaleni są od drugich o kilka stref czasowych: to, co Peter i Gordon narysowali i wymyślili w biurze w Londynie, składane jest do kupy gdzieś na meksykańskiej prowincji przez Rodriga i Alejandra, którzy jeszcze wczoraj patroszyli kurczaki na fermie drobiu, a dziś grzebią w silnikach. Jedni i drudzy diametralnie się różnią: co innego jedzą, inaczej się ubierają, wierzą w różnych bogów, z kim innym sypiają, a także mają kontrastujące ze sobą poczucie estetyki, humoru i jakości. To dlatego efekty ich współpracy bywają – mówiąc dyplomatycznie – zaskakujące.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.