Jeśli w najbliższych dniach Stanom Zjednoczonym uda się przywrócić ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz, podwyższone ceny surowców odejdą w przeszłość, bez istotnych konsekwencji gospodarczych. W ten relatywnie optymistyczny scenariusze wierzą inwestorzy, choć ekonomiczni eksperci i specjaliści od rynku paliw pozostają ostrożniejsi.
Po dwóch dniach gwałtownych wzrostów ceny surowców energetycznych ustabilizowały się. W czwartek w trakcie europejskiej część sesji baryłka ropy naftowej gatunku Brent kosztowała około 83 dol. i była o 14 proc. wyższa niż na zakończenie poprzedniego tygodnia, przed rozpoczęciem izraelsko-amerykańskich nalotów na Iran.
Gaz ziemny na holenderskim rynku TTF notowany był po ok. 50 euro za MWh. W porównaniu do piątku cena poszła w górę o 58 proc. I ropa i gaz ziemny najdroższe były we wtorek, gdy za baryłkę gatunku Brent trzeba było zapłacić 85 dol., a gaz ziemny notowany był po 65 euro za MWh.
Obietnice Donalda Trumpa zatrzymały wzrost cen
Do przejściowej przynajmniej stabilizacji notowań przyczyniły się propozycja amerykańskie prezydenta, który zadeklarował, że amerykańskie okręty gotowe są eskortować statki przepływające przez Cieśninę Ormuz. Od poniedziałku szlak, przez który transportowane jest 20 proc. zużywanej na świecie ropy, jest praktycznie niedostępny dla cywilnej żeglugi. W porównaniu do poprzedniego tygodnia ruch spadł w ostatnich dniach o 90 proc. We środę Marynarka Wojenne USA wysłała do uziemionych po obydwu stronach cieśniny statków sygnał, żeby te zgłaszały się po pomoc, jeśli są zainteresowane przepłynięciem przez Ormuz.
Donald Trump zadeklarował również, że podległa rządowi Amerykańska Korporacja Finansowania Rozwoju Międzynarodowego, jest gotowa ubezpieczyć statki pokonujące cieśninę. Komercyjne instytucje wycofały się z ubezpieczania szkód spowodowanych przez działania wojenne lub drastycznie podniosły stawki.
Deklaracje prezydenta nie oznaczają jednak, że transport z asystą floty USA ruszy z dnia na dzień. Dopytywana przez dziennikarzy rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt nie podała dokładnej daty, od której wola prezydenta przełoży się na konkretne działania. Chris Wright, amerykański sekretarz energii powiedział w wywiadzie dla telewizji Fox News, że marynarka pomoże statkom przepłynąć Ormuz „tak szybko, jak będzie mogła’, ale na razie siły USA skoncentrowane są na działaniach militarnych wobec Iranu.
Krucha równowaga na rynku surowców
W staraniach u udrożnienie Cieśniny Ormuz coraz większą wagę odgrywa czas. Blokada transportu sprawia, że producentom surowca w regionie Zatoki Perskiej kończy się miejsce magazynach ropy. W najtrudniejszej sytuacji jest Irak. Kraj, który w normlanych warunkach produkuje ok. 4,5 mln baryłek dziennie, ograniczył wydobycie o połowę. Piąty producent ropy na świecie nie ma już gdzie składować niesprzedanego surowca. Jeśli blokada Ormuz będzie się przedłużać w podobnej sytuacji znajdą się inni producenci. A straty w podaży spowodowane wstrzymaniem wydobycia nie dadzą się odrobić w przyszłości. W szczególności, że już przed wybuchem konfliktu zrzeszająca 21 państwa organizacja OPEC+ miała problemy z utrzymaniem produkcji na zadeklarowanych poziomach.
To jeden z powodów, dla których eksperci zaczynają podnosić prognozowane na 2026 r. ceny ropy. Według analityków Bank Standard Chartered gatunek Brent będzie kosztował średnio 70 dol. za baryłkę, wobec wcześniej oczekiwanych 63,5 dol. Z kolei ekonomiści banku UBS podnieśli swoje szacunki z 62 do 72 dol. za baryłkę. Różnica jest znacząca, ale na razie nie są to wartości, które groziłyby poważnymi gospodarczymi konsekwencjami.
Termin rozpoczęcia amerykańskiej operacji odblokowywania Ormuz w największym stopniu zależy od ograniczenia zdolności Iranu do atakowania statków przepływających cieśniną. Zatrzymanie wzrostu cen surowców sugeruje, że inwestorzy stawiają na scenariusz, zgodnie z którym dojdzie do tego relatywnie szybko. Ten optymizm ma pewne podstawy. Znacznie osłabienie możliwości prowadzenia operacji wojskowych przez Iran sugeruje stopniowe otwierania przestrzeni powietrznej na Bliskim Wschodzie. Cywilne operacje lotnicze, na razie w bardzo ograniczonym zakresie, wznowił Izrael. Samoloty, również na minimalną skalę, zaczęło obsługiwać także lotnisko w Dubaju. Według amerykańskiej armii, w porównaniu do pierwszej doby konfliktu, liczba wystrzeliwanych przez Iran dronów i rakiet spadła o 70-85 proc.
Notowania akcji odbiły. Najgorsze już minęło?
Po silnej wyprzedaży na rynkach akcji na początku tygodnia, będącej odbiciem obaw inwestorów o negatywny wpływ podwyższonych cen surowców energetycznych na wzrost gospodarczy na świecie, kursy akcji odrobiły część strat. Indeks KOSPI, obrazujący koniunkturę na giełdzie w Seulu, zakończył czwartkową sesję wzrostem o 9,6 proc. Wcześniej jednak indeks stracił ponad 20 proc. w odniesieniu do zakończenia poprzedniego tygodnia, notując we środę największy jednodniowy spadek w historii (-12,1 proc.). Korea Płd. zalicza się do grupy azjatyckich państw najsilniej uzależnionych od cen surowców energetycznych transportowanych drogą morską.
Skala dwudniowych spadków, które w poniedziałek i wtorek przetoczyły się przez europejskie rynki akcji, była największa od kwietnia zeszłego roku. We środę udało się odrobić niecałe 30 proc. straconego dystansu, w czwartek notowania pozostały stabilne w pierwszej części sesji. Europa znalazła się w niekorzystnym położeniu ze względu na wzrost cen gazu, który przekłada się na zwyżkę cen energii. Po relatywnie srogiej zimie zapełnienie magazynów gazu spadło poniżej 30 proc., wobec 5-letniej średniej na poziomie 41 proc. To oznacza, że latem, w okresie zapełniania magazynów trzeba będzie kupić więcej surowca niż zwykle.
Z wyliczeń firmy Kpler wynika, że do zapełnienia magazynów Europa (UE + Wielka Brytania) będzie w tym roku potrzebowała 67 mld metrów sześciennych gazu, zamiast 50 mld jak w rok wcześniej. Przy cenach sprzed wybuchu konfliktu rachunek za 390 mld rocznego zużycia gazu opiewał na ok. 150 mld euro. I według ekspertów miał szansę spaść, ze względu na oczekiwany wzrost podaży LNG na globalnych rynkach. Jednak po wstrzymaniu produkcji LNG przez QatarEnergy, firmę odpowiadającą za 20 proc. światowych dostaw gazu w postaci skroplonej, ten scenariusz jest już nieaktualny. Przy obecnych cenach surowca odbiorcy gazu na Starym Kontynencie narażeni są na ok. 60 mld euro dodatkowych kosztów w tym roku. Tym samym oczekiwane w tym roku przyspieszenie europejskiej gospodarki, po relatywnie udanym 2025 r. – w szczególności uwzględniając podwyżkę amerykański ceł i narastającą konkurencję ze strony Chin - może mieć mniejszą od oczekiwań skalę.
Wall Steet wciąż blisko rekordów
Wybuch konfliktu na Bliskim Wschodzie z dużym spokojem przyjęli posiadacze akcji notowanych na rynkach amerykańskich. Stany Zjednoczone są największym na świecie producentem ropy naftowej i gazu ziemnego. Na tle Europy i Azji USA są praktycznie niezależne energetycznie. Choć w trakcie notowań zdarzały się znaczące wahania kursów, także w dół, to jednak indeks S&P 500 utrzymuje się w odległości niecałych 3 proc. od historycznych rekordów.
Część ekspertów uważa, że inwestorzy przykładają zbyt małą wagę do potencjalnych problemów, jakie może wywołać wzrost inflacji, którego nie da się uniknąć, jeśli ceny surowców utrzymają się na podwyższonym poziomie przez dłuższy czas. Eksperci Goldman Sachs oceniają, że rynek może znaleźć się w fazie korekty trwającej od października 2022 roku hossy. Oznacza to, że indeks oddalą się przynamniej o 10 proc. od najwyższych w historii poziomów. Według analityków, jeśli taki scenariusz rzeczywiście się zmaterializuje, to będzie to dobra okazja do kupna akcji.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu