W czasach kryzysu miasta poszukują sposobów na zwiększenie dochodów. Dlatego stawiają przy ulicach kolejne parkometry.
Miasta przerażone spadającymi dochodami szukają pieniędzy, gdzie się da. Dobrym, bo pewnym, sposobem na podreperowanie nadszarpniętych budżetów są regularne wpływy z płatnych stref parkowania. Warszawa właśnie powiększyła granice obszaru, w którym kierowcy muszą płacić za pozostawiony samochód. Już w lutym tak samo postąpiła Łódź. Z niektórych ulic, gdzie auta pozostawiało mało kierowców, parkomaty zniknęły. Ustawiono je za to na innych, bardziej obleganych. Podobnych planów nie ukrywa Kraków, chcący zarabiać na autach zostawianych wzdłuż ulic okalających Dworzec Główny. W Sopocie kierowcy muszą płacić nawet w soboty, choć w innych miastach parkowanie w weekend jest za darmo. Z kolei Bydgoszcz, która na funkcjonowaniu ponad 1,3 tys. miejsc parkingowych zarabia 2 mln zł rocznie, o wpływy musi walczyć ze złodziejami. Na kilkudziesięciu regularnie okradanych bydgoskich parkomatach założono metalowe obręcze.
Poznań, który jako jeden z pierwszych wprowadził strefę, rocznie zarabia na niej 15 mln zł. Strefę dodatkowo otaczają obszary buforowe, gdzie znajdują się płatne parkingi strzeżone. Cena za godzinę postoju na nich jest porównywalna z ceną postoju w strefie.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.