Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ekonomiści są trochę jak stonki i biedronki. Gdy stworzenia te są młode, w postaci larwalnej, trudno poznać, które stanie się którym owadem, choć jedne są pożyteczne, a drugie niekoniecznie. Ostatecznie lud może zadeptać biedronki, choć są one pożyteczne. A stonki? Cóż, gorzej, jeśli w ogóle nie próbujemy im przeciwdziałać.
W 2020 r. jesteśmy świadkami największego w historii transferu środków na linii państwo‒przedsiębiorstwa. Jeszcze przez lata będzie trwał spór, jak nazwać to zjawisko, a to przecież największy bailout w historii finansów. Mało kto stawia pytanie, czy środki oferowane w ramach tarcz zostały racjonalnie wydane. Tymczasem trwa inny spór, czy mamy prawo pompować dług publiczny, czy jednak nie powinniśmy przekraczać konstytucyjnego limitu na poziomie 60 proc. PKB. Najlepiej byłoby zapytać o to tych, którzy będą te długi spłacać – następne pokolenia. Niestety, siedzą one w szkołach, żłobkach albo jeszcze się nie urodziły. Nie zaprotestują ani nie przyjadą palić opon pod budynkami rządowymi. Zresztą dopiero za kilka lat okaże się, czy z części z nich wyrosną biedronki, czy stonki.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.