- Musimy mieć świadomość, że nie uda nam się jako społeczeństwu przejść przez to, co się dzieje w Ukrainie, suchą stopą. Wszyscy zapłacimy więcej za benzynę, żywność, być może inne produkty - uważa Piotr Nowak, minister rozwoju i technologii.
Jaki jest wkład pana resortu w tarczę antyputinowską?
Przygotowujemy analizę skutków, jakie spowoduje wprowadzenie tych rozwiązań w życie. Rozmawiamy z przedstawicielami przedsiębiorców, których te zmiany dotkną. Musimy pamiętać, że przed wojną skumulowany udział Ukrainy, Rosji i Białorusi w eksporcie Polski wyniósł w 2021 r. 5,6 proc., a w imporcie 7,9 proc. Na tym etapie trudno precyzyjnie oszacować, jakiego wsparcia będą potrzebować firmy, które tam dotychczas sprzedawały. Część z nich znajdzie inne rynki zbytu. Tak stało się po zajęciu Krymu przez Rosję, gdy w ramach retorsji za nasze obostrzenia pojawiły się rosyjskie sankcje, np. na jabłka i ich producenci znaleźli innych chętnych. Co najmniej od 2014 roku ktoś, kto prowadził interesy w tych krajach, zapewne musiał uwzględnić ryzyko biznesowe. Zakładam, że marże i rentowność były tam dużo wyższe, niż np. w Niemczech. To była premia za ryzyko. Natomiast co do szczegółów ewentualnego wsparcia konieczne będą polityczne decyzje premiera.
Co obecna sytuacja na Wschód od naszych granic oznacza dla gospodarczych perspektyw Polski, dla postrzegania nas na zewnątrz?
Są dwa efekty. Pierwszy to szok i niepewność. Przez pierwszych kilkanaście dni widzieliśmy odpływ kapitału z naszej giełdy papierów wartościowych i rynku walutowego. To procesy ze sobą powiązane, bo sprzedający nasze akcje czy obligacje, dostawali za nie złotego, a następnie wymieniali go na euro czy dolary, by wytransferować je do swojego kraju. To był szok krótkoterminowy. Podczas rozmowy z inwestorami z Szanghaju padło np. pytanie, czy jak na Kijów spadają bomby, to w Warszawie będzie słychać wybuchy? Dla ludzi z Dalekiego Wschodu nasz region jest często jakąś abstrakcją. Ale to nie dotyczy tylko Europy środkowowschodniej. Pamiętam z własnego doświadczenia, że gdy cokolwiek działo się w Argentynie, Kolumbii, Peru, czy Ekwadorze, to natychmiast traciły aktywa w całym regionie. To naturalny odruch. Na szczęście, po pierwszym szoku, sytuacja się stabilizuje i teraz widzimy uspokojenie nastrojów.
Choć dodatkowym zagrożeniem jest zerwanie łańcuchów sprzedaży dla eksporterów i importerów. Na pewno znajdą się firmy, które popadną w kłopoty.
Co można zrobić?
Większość firm znajdzie nowe rynki zbytu. Pomaga w tym Polska Agencja Inwestycji i Handlu, która jest wyczulona na to, by wspierać te firmy i pomóc im znaleźć nowych kontrahentów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.