Przyszła druga fala pandemii i Polacy znowu robią zapasy. Szykujemy się na kwarantannę

handel sklep
handel sklepShutterStock
18 listopada 2020

Tym razem powodem gromadzenia żywności jest nie tylko obawa przed restrykcjami, ale chęć przygotowania się do własnej kwarantanny.

W ostatnich tygodniach kupujemy zdecydowanie więcej produktów spożywczych. Dane Listonic, aplikacji mobilnej do tworzenia list zakupów, pozwalają oszacować, że w tej kategorii przeciętne zestawienie produktów wydłużyło się o 45 proc. Wskazuje to, że Polacy znów robią zakupy na zapas – podobnie jak u progu pierwszej fali pandemii.

O tym, że uzupełniamy domowe zapasy, świadczą też dane Centrum Monitorowania Rynku. – Trend obserwujemy od połowy października – potwierdza Elżbieta Szarejko z CMR. Według niej wskazują na to obroty sklepów. Liczba transakcji jest o 19 proc. mniejsza niż w roku ubiegłym. Ale wartość sprzedaży w małych placówkach jest już tylko o ok. 2 proc. mniejsza niż przed rokiem. W dużych natomiast wzrosła o 0,6 proc. rok do roku. Największe w tym roku spadki dochodziły do nawet 6 proc. i były widoczne przede wszystkim w supermarketach.

Według badania M/platform obejmującego 10 tys. małych sklepów detalicznych przełom nastąpił po wprowadzeniu w całym kraju żółtej strefy. Wtedy w ciągu jednego tygodnia odwiedziny w punktach detalicznych spadły o ponad 8 proc. Według autorów badania częstotliwość zakupów wciąż spada, a równocześnie rośnie średnia wartość koszyka zakupowego.

– W przypadku małych sklepów w tygodniu od 26 października do 1 listopada była ona o 20,6 proc. wyższa niż przed pierwszą falą pandemii. Jest na poziomie podobnym do tego z końca marca. Wówczas doszło do skokowego przyrostu w dwa tygodnie, a obecnie jest to skutek łagodniejszego wzrostu trwającego od sześciu tygodni – tłumaczy Tomasz Jasinkiewicz, wiceprezes Comp Platforma Usług, operatora M/platform.

Większy popyt jest zauważalny też w sklepach internetowych. One na dobre przejęły część klientów tradycyjnych placówek, co również tłumaczy mniejszą liczbę odwiedzin w tych ostatnich. O gwałtownym wzroście zamówień mówi Jacek Palec, prezes Frisco.pl.

Skąd wzrost zakupów? – W marcu, czyli na początku pandemii, Polacy w obawie przed zamknięciem sklepów spożywczych masowo wykupywali asortyment. Po ponad pół roku doświadczamy drugiej fali zachorowań. Być może wzrost liczby kupowanych produktów i znacznie większa objętość zakupów wynika z tego, że Polacy ponownie obawiają się restrykcji lub z obawy o bezpieczeństwo postanowili ograniczyć liczbę wizyt w sklepach do minimum – tłumaczy Emil Krzemiński, menedżer zespołu sprzedaży i marketingu w Listonic.

Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, dodaje inny powód: chęć zabezpieczenia się na wypadek konieczności przejścia na kwarantannę. Skłonność do kupowania z tego powodu mają przede wszystkim osoby samotne albo mieszkające z dala od bliskich.

O tym, że kupujemy na zapas, świadczą też rodzaje produktów, które najczęściej znikają ze sklepowych półek. Sytuacja jest podobna jak wiosną. – W koszykach znowu częściej umieszczane są wysokokaloryczne i wysokoprzetworzone produkty. Ze wzmożoną częstotliwością na listy zakupowe trafiają również artykuły z kategorii „instant”, choć nie zapominamy również o nabywaniu warzyw i owoców – podkreśla Emil Krzemiński.

Wzmożony popyt dotyczy makaronów, kasz, konserw, ale i chleba tostowego, kabanosów, suchej kiełbasy, jajek, masła, oleju czy mleka. Sprzedaż w tych kategoriach jest od kilku do nawet 90 proc. większa niż przed rokiem. Choć, jak zaznaczają eksperci, jest równocześnie mniejsza niż w czasie pierwszej fali.

– Spadł za to popyt na produkty impulsowe, jak batoniki, rogale, gumy do żucia czy cukierki odświeżające. Mniej sprzedaje się napojów, zwłaszcza tych w małych opakowaniach. To efekt zdalnej pracy i nauki – zaznacza Elżbieta Szarejko.

Przez to, że jedne kategorie rosną, a inne notują spadki, nie można jeszcze mówić o sezonie żniw dla sklepów. Ten nastąpi dopiero przed świętami. Wtedy wrośnie popyt na mięso i produkty świeże, ale i alkohol.

Andrzej Gantner zapewnia, że nie ma obaw o przerwy w dostawie żywności na polski rynek. Jak podkreśla, fabryki pracują pełną parą i choć dochodzi do ujawniania pojedynczych ognisk koronawirusa, to nie ma konieczności wprowadzania przestoju w zakładach.

Producenci nie ukrywają, że zagrożeniem może być jednak narodowa kwarantanna. Dlatego walczą, by w razie jej ogłoszenia priorytet miał transport żywności. Chodzi zarówno o ułatwione przemieszczanie się samochodów z żywnością i surowcami, w tym wprowadzenie pierwszeństwa w ich odprawach granicznych, jak i o transport pracowników zakładów.

– Mamy nadzieję, że nasze postulaty w tym zakresie znajdą odzwierciedlenie w nowej tarczy, nad którą obecnie pracuje rząd – mówi Andrzej Gantner. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.