Sukces krakowskiego referendum natchnął między innymi polityków PiS do działań. Prób odwołania prezydentów miast może być w najbliższym czasie więcej. Na pierwszy ogień mogą pójść Wrocław, Częstochowa, Radom i Rzeszów.
W niedzielnym referendum mieszkańcy Krakowa odwołali Aleksandra Miszalskiego (KO) z funkcji prezydenta miasta. W głosowaniu uczestniczyło ponad 176 tys. osób. Do uznania referendum za ważne wymagana była frekwencja wynosząca blisko 160 tys. głosujących. Do czasu wyboru nowego prezydenta, które powinno się odbyć w ciągu 90 dni, miastem będzie zarządzał Stanisław Kracik — komisarz powołany przez premiera Donalda Tuska.
Sukces referendum w Krakowie zainspirował polityków PiS
Choć inicjatorzy krakowskiego referendum formalnie nie byli związani z partiami politycznymi, ich sukces zachęcił polityków obecnej opozycji do podjęcia starań, by odwołać prezydentów także innych miast. W większości dużych miast rządzą prezydenci kojarzeni z Koalicją Obywatelską, więc za takimi miastami, w których można powtórzyć scenariusz krakowski, rozglądają się politycy PiS.
Najchętniej doprowadziliby do odwołania prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, ale na to, jak sami przyznają, są niewielkie szanse. - Musimy jednak pamiętać o matematyce wyborczej. W przypadku takich referendów jest wymagana frekwencja. O ile Rafał Trzaskowski jest fatalnym gospodarzem miasta, zwęża ulice wbrew woli mieszkańców, marnotrawi pieniądze, po prostu go nie ma, to należy wziąć pod uwagę, że wybory wygrał ostatnio dosyć znacząco — powiedział PAP warszawski poseł PiS i b. radny Sebastian Kaleta.
Dodał, że są jednak miasta, gdzie prezydenci mają problemy, a wymagana do ich odwołania frekwencja byłaby wiele niższa. Takim miastem, według Kalety, jest Wrocław. - Sygnał wysłany przez mieszkańców Krakowa jest dla całej Polski taki, że przy odpowiedniej mobilizacji można złych gospodarzy pogonić — ocenił poseł PiS.
By odwołać w referendum prezydenta, burmistrza lub wójta w referendum musi wziąć udział co najmniej 3/5 liczby tych, którzy wzięli udział w ostatnich wyborach, w których został on wybrany, a także większość głosujących musi być za jego odwołaniem. Do złożenia wniosku o referendum — jeśli nie przegłosuje go rada — potrzebne jest zebranie pod nim podpisów 10 proc. mieszkańców.
We Wrocławiu w ubiegłym roku były dwie próby organizacji referendów ws. odwołania prezydenta Jacka Sutryka. Nie udało się zebrać wymaganej liczby ponad 46 tys. podpisów. Podczas ostatniej próby, w listopadzie ubiegłego roku, inicjator referendum, stowarzyszenie SOS Wrocław poinformowało, że zebrano około 33 tys. głosów. Prezesem tego stowarzyszenia jest radny Piotr Uhle (opozycyjny Klub Radnych Naprawmy Przyszłość). Uhle powiedział PAP, że po udanym referendum w Krakowie „wiele osób i środowisk odezwało się do stowarzyszenia”. – Wsłuchujemy się w te głosy i zachęcamy do działania – zadeklarował.
Radny nie odpowiedział na pytanie PAP czy SOS Wrocław podejmie kolejną inicjatywę referendalną. - Powody, dla których dążyliśmy do referendum, nie ustały – skwitował. Stowarzyszenie uważa, że Sutryk nie spełnia obietnic wyborczych; podnosi też, że ciążą na nim prokuratorskie zarzuty w sprawie Collegium Humanum.
Gdzie mogą odbyć się referenda?
Szanse na udane referendum mogą być również w takich miastach jak Częstochowa czy Radom.
200-tysięczna Częstochowa jest największym miastem w Polsce z prezydentem z Lewicy. Krzysztof Matyjaszczyk rządzi nią od 2010 r. Pierwsza próba zorganizowania referendum ws. jego odwołania odbyła się jesienią ub. roku, nie zebrano wtedy wymaganej liczby podpisów. Inicjatorem referendum był Dariusz Goliszek, prawicowy aktywista, który uprzedził Piotra Pałgana ze stowarzyszenia Grupa Elanex. W lutym br. prezydent usłyszał korupcyjne zarzuty. Ma też prokuratorski zakaz pełnienia funkcji oraz wchodzenia do Urzędu Miasta, jego obowiązki przejął pierwszy zastępca.
Teraz o odwołaniu Matyjaszczyka mówią radni PiS. Najpierw apelowali, by prezydent sam podał się do dymisji „dla dobra miasta”. Następnie zgłosili projekt uchwały rady miasta o przeprowadzenie referendum – taka ścieżka postępowania nie wymaga zbierania podpisów. PiS, który ma mniejszość w radzie, apelował o poparcie do koalicjanta Lewicy, Koalicji Obywatelskiej. Ci wstrzymali się od głosu i uchwała przepadła.
Teraz PiS liczy na uchwałę absolutoryjną. Przewodniczący klubu radnych PiS Paweł Ruksza powiedział PAP, że nieudzielenie prezydentowi absolutorium i jednoczesna inicjatywa referendalna wymagać będzie już tylko bezwzględnej większości, czyli 13 głosów. Podczas wcześniejszej uchwały potrzeba było 3/5 głosów. Jak dodał, gdyby i to się nie udało, PiS poprze wniosek mieszkańców o przeprowadzenie referendum, o ile taki się pojawi. Inicjatywy referendalnej nie wykluczają też osoby z innych środowisk, związanych np. z Konfederacją czy Grupą Elanex.
W Radomiu już w środę rozpoczęła się zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum ws. odwołania prezydenta miasta Radosława Witkowskiego. Komitet referendalny zawiązały lokalne stowarzyszenia m.in. Lepszy Radom. Znaleźli się w nim także przedstawiciele Stowarzyszenia Osób Represjonowanych w Stanie Wojennym oraz Radomskiego Czerwca’76, Klubu Inteligencji Katolickiej oraz Ogólnopolskiej Federacji Bezpartyjni Samorządowcy. Inicjatorzy zarzucają Witkowskiemu, że miasto jest zadłużone, słabo się rozwija, sukcesywnie się wyludnia i mimo obietnic nie spływają do Radomia środki z funduszy rządowych. Podkreślają, że do referendum przygotowywali się już od dłuższego czasu i że nie miał na to wpływu wynik referendum w Krakowie.
Przeciwny referendum radomski poseł KO Konrad Frysztak ocenił w rozmowie z PAP, że założycielami komitetu referendalnego są "PiS-owcy, kryptopisowcy i ruskie onuce spod znaku Brauna". - PiS-owcy i Konfederaci dogadali się i założyli maski samorządowców, aby dać posady swoim — mówił Frysztak. - Pamiętamy rządy Andrzeja Kosztowniaka, a tak naprawdę rządy Suskiego w Radomiu. Jest pytanie, czy chcemy pisowskiej szarańczy w urzędach i spółkach, po której trzeba było wszystko naprawiać. Ja nie godzę się na to, by Radom z europejskiego miasta wolności stał się schronieniem dla tego typu ludzi — oświadczył Frysztak.
Pytania o możliwość referendum ws. odwołania prezydentki Agaty Wojdy (KO) pojawiają się coraz częściej w Kielcach. Formalnie procedura mogłaby zostać uruchomiona m.in. po ewentualnym drugim z rzędu nieudzieleniu jej wotum zaufania przez radę miasta. Najbliższa sesja absolutoryjna zaplanowana jest na 25 czerwca.
Sytuacja polityczna w kieleckim samorządzie pozostaje napięta od rozpadu porozumienia KO z klubem Perspektywy Macieja Burszteina w maju 2025 r. Kolejne głosowania pokazały, że Wojda nie dysponuje stabilną większością w 25-osobowej radzie. W czerwcu ub.r. rada nie udzieliła jej wotum zaufania, a w kolejnych miesiącach większość radnych konsekwentnie odrzucała plan zaciągnięcia blisko 400 mln zł kredytu konsolidacyjnego. Władze miasta miały również problem z budżetem na 2026 rok. Zgoda na jego przyjęcie nastąpiła przy drugim głosowaniu. W styczniu br. odwołano również przewodniczącego rady Karola Wilczyńskiego z KO.
Nowym przewodniczącym został radny niezrzeszony Maciej Jakubczyk, wybrany głosami radnych PiS i części radnych niezależnych. Wybór nowego przewodniczącego wymagał aż pięciu głosowań, co obrazuje głęboki podział i pat decyzyjny w kieleckim samorządzie. KO ma 10 mandatów, PiS – 9, a sześcioro radnych pozostaje poza klubami. W praktyce oznacza to konieczność budowania doraźnych większości przy niemal każdym głosowaniu.
Aby referendum w sprawie odwołania prezydentki Kielc było ważne, musiałoby wziąć w nim udział co najmniej 40 880 osób, czyli 3/5 liczby wyborców uczestniczących w II turze wyborów samorządowych w 2024 r. Próg ważności to 28,34 proc. uprawnionych do głosowania. W przypadku referendum dotyczącego rady miasta próg wynosi 45 981 głosujących (31,96 proc. uprawnionych do głosowania).
W Rzeszowie złożono dwa odrębne wnioski o przeprowadzenie referendum w sprawie odwołania prezydenta Konrada Fijołka. Jeden przygotował klub radnych Razem dla Rzeszowa, którego szefem jest Jacek Strojny, drugi – Prawo i Sprawiedliwość.
Wniosek środowiska Jacka Strojnego podpisało dziewięciu radnych. Zarzucają oni prezydentowi przede wszystkim nieprzejrzyste zarządzanie finansami. Wskazują także na kontrowersje wokół planowanej zamiany działek, rosnące koszty budowy aquaparku oraz – ich zdaniem – pogarszającą się sytuację finansową miasta i problemy przy realizacji kluczowych inwestycji.
Niezależny wniosek złożył również klub PiS, pod którym podpisała się cała dziewięcioosobowa reprezentacja. Jak podkreśliła przewodnicząca klubu Krystyna Wróblewska, decyzję przyspieszyły rosnące koszty miejskich inwestycji i pogarszająca się sytuacja finansowa Rzeszowa. PiS wskazuje także na brak współpracy prezydenta z radą, niskie płace pracowników samorządowych oraz problemy z realizacją części inwestycji.
Obydwoma wnioskami zajmie się teraz Komisja Rewizyjna. Aby referendum zostało rozpisane, opozycja potrzebuje co najmniej 15 głosów w 25‑osobowej radzie.
Poseł PiS i były kandydat na prezydenta Rzeszowa Marcin Warchoł powiedział PAP, że jego ugrupowanie ma do Fijołka wiele zastrzeżeń. - To jest zadłużanie miasta 1,5 miliarda zł, wydatki idące na zagraniczne wycieczki pana prezydenta - 64 wycieczki w 59 miesięcy, brak inwestycji, tej zimy widzieliśmy kompletną zapaść komunikacyjną, z takich osiedli jak Budziwój trzeba było jechać dwie godziny, a to jest około 10 km — wymienił Warchoł. Dodał, że zarząd miasta sztucznie podwyższył liczbę mieszkańców Rzeszowa, by móc powołać czwartego wiceprezydenta. - Testem dla prezydenta będzie głosowanie nad absolutorium, które odbędzie się za miesiąc — zaznaczył.
Prezydent Konrad Fijołek odrzucił zarzuty w komentarzu opublikowanym w mediach społecznościowych. Podkreślił, że Rzeszów „dynamicznie się rozwija”, rośnie liczba mieszkańców i firm, a miasto realizuje największy w historii program inwestycyjny, obejmujący m.in. nowe drogi, szkoły i obiekty sportowe. Jego zdaniem, działania opozycji mają charakter polityczny i nie znajdują uzasadnienia w rzeczywistej sytuacji miasta.
Niepewna sytuacja innych miast
Niepewna jest także sytuacja w kilku śląskich miastach. Delegatura Krajowego Biura Wyborczego w Katowicach analizuje wnioski o przeprowadzenie referendów ws. odwołania prezydenta Będzina Łukasza Komoniewskiego oraz prezydenta Chorzowa Szymona Michałka. Komoniewski rządzi Będzinem od 2010 r. Jest przedstawicielem Nowej Lewicy. Natomiast Michałek do samorządu wszedł w 2024 r., m.in. dzięki wsparciu kibiców Ruchu Chorzów. Wygrał wówczas z wieloletnim prezydentem Andrzejem Kotalą z Koalicji Obywatelskiej.
Komisarz wyborczy na początku maja odrzucił wniosek o przeprowadzenie referendum ws. odwołania prezydenta Mariusza Wołosza i Rady Miejskiej w Bytomiu. Inicjatorzy referendum nie zebrali wystarczającej liczby ważnych podpisów poparcia. Zakwestionowanych zostało 4,6 tys. z 12 tys. podpisów – 38,4 proc. Na listach znalazło się 179 numerów PESEL osób zmarłych.
Nie wiadomo jak będzie w Gliwicach, gdzie rządzi Katarzyna Kuczyńska-Budka, żona europosła KO Borysa Budki. W poniedziałek Regionalna Izba Obrachunkowa w Katowicach pozytywnie zaopiniowała wniosek Komisji Rewizyjnej Rady Miasta Gliwice o nieudzielenie absolutorium prezydent Gliwic.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu