Strona polska stworzyła bardzo dziwną sytuację, próbując przedstawiać swoje życzenia jako rzeczywistość i na dodatek stawiając sprawy wewnętrzne wyżej niż konkretne działania i interesy zwykłych ludzi - oświadczył rzecznik MSZ w Mińsku Anatol Hłaz w komunikacie przekazanym PAP.

Nie wskazał w nim, czy polski konwój z pomocą dla migrantów po białoruskiej stronie granicy w pobliżu Usnarza Górnego zostanie wpuszczony na Białoruś.

Na granicy polsko-białoruskiej na wysokości miejscowości Usnarz Górny, po białoruskiej stronie, od kilkunastu dni koczują cudzoziemcy, którzy chcieli dostać się do Polski. Z białoruskiej strony przed ewentualnym odwrotem zagradzają im drogę białoruskie służby. Przejścia na polską stronę pilnują żołnierze i funkcjonariusze SG.

Premier Mateusz Morawiecki oświadczył we wtorek w Kuźnicy, że na granicy polsko-białoruskiej mamy do czynienia z atakiem hybrydowym; nasz sąsiad ze wschodu próbuje zdestabilizować sytuację polityczną; to Białoruś według prawa międzynarodowego ponosi odpowiedzialność za migrantów - powiedział Morawiecki.

Premier podkreślił, że "oni znajdują się na terenie Białorusi, i to Białoruś ponosi za nich pewną odpowiedzialność według prawa międzynarodowego".

W niedzielę polskie MSZ skierowało do strony białoruskiej notę dyplomatyczną, oferując pomoc humanitarną dla znajdujących się po białoruskiej stronie granicy migrantów. We wtorek prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych Michał Kuczmierowski powiedział PAP, że transport z pomocą humanitarną - na którą składają się m.in. namioty, koce, agregaty prądotwórcze - znajduje się na przejściu granicznym w Bobrownikach.

"Jesteśmy gotowi do błyskawicznej odprawy. Czekamy na potwierdzenie strony białoruskiej na temat odebrania tej pomocy" – podkreślił. Wyjaśnił, że kryzys migracyjny jest po stronie białoruskiej, "w związku z tym musimy to przeprowadzić w oparciu o wszystkie zasady protokołu międzynarodowego".

Rzecznik MSZ Białorusi nie wskazał, czy polski konwój z pomocą humanitarną zostanie wpuszczony na Białoruś. Według niego, gdyby polska strona „rzeczywiście martwiła się o uchodźców, mogłaby spokojnie przekazać im wszystkie niezbędne rzeczy”.

"MSZ Polski skierowało do nas formalną notę i nie czekając na odpowiedź, już na granicę wyjechał jakiś konwój, tak jakby Białoruś nie była suwerennym państwem i nie trzeba było poczekać na odpowiedź" – wskazał Hłaz.

W ostatnich miesiącach na granicach Białorusi z UE gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu i innych krajów. Początkowo najwięcej osób trafiało na Litwę, która zarzuciła Białorusi zorganizowanie przerzutu imigrantów na jej terytorium w ramach wojny hybrydowej. Później wzrosła liczba nielegalnych migrantów na granicach Łotwy i Polski.

Polska i kraje bałtyckie uznały, że „bieżący kryzys na granicach z Białorusią został zaplanowany i systematycznie zorganizowany przez reżim Alaksandra Łukaszenki”.

Hłaz powiedział także, że „uchodźcy twierdzą, że byli zatrzymani w Polsce i samochodami dowiezieni na granicę”. Jest to wersja, którą rozpowszechniają białoruskie media państwowe, powołując się na migrantów.

Jak zapewnił, strona białoruska traktuje „wszystkich tych ludzi maksymalnie humanitarnie”, co potwierdzają przypadki bezpłatnego okazywania im pomocy medycznej.

Zdaniem Hłaza uchodźcy znajdują się na „linii granicy” i zgodnie ze swoimi prawami domagają się międzynarodowej ochrony w Polsce, którą nazywa „krajem mającym bezpośredni udział w prowokowaniu migracji z Afganistanu jako członek koalicji z USA”. Według przedstawiciela białoruskiego MSZ, Polska działa niezgodnie z rozporządzeniami UE, zapisami polskiej konstytucji i dokumentów międzynarodowych.

Hłaz powiedział, że Białoruś nie tworzy i nie będzie tworzyć „problemów granicznych”, a także że prowadzona była udana współpraca transgraniczna z krajami sąsiedzkimi, w tym z Polską, lecz została „jednostronnie wstrzymana z inicjatywy UE”.

Dodał, że granica powinna być „linią współpracy i wszelkie kwestie z nią związane mogą być skutecznie rozwiązane tylko przez dialog”.

Rzecznik Komisji Europejskiej Christian Wigand pytany we wtorek o ocenę sytuacji na granicy polsko-białoruskiej odpowiedział, że UE "nie może zaakceptować jakichkolwiek prób podżegania lub przyzwalania na nielegalną migrację do Unii Europejskiej przez państwa trzecie".

Jak dodał, "potrzebne jest zarówno uporządkowane, solidne zarządzanie granicami, jak i pełne poszanowanie podstawowych praw migrantów". "To jedyny skuteczny i humanitarny sposób zarządzania migracją" - zaznaczył.

Rzecznik powiedział, że Komisja ściśle współpracuje z władzami Polski, "aby wspierać je w skutecznym zarządzaniu granicami na granicy zewnętrznej, zgodnie z prawem UE, z pełnym poszanowaniem podstawowych praw człowieka i zapewnieniem skutecznego dostępu do procedury azylowej". Poinformował, że w tej sprawie KE współpracuje też z Łotwą.