W poniedziałek wieczorem na lotnisku w Petersburgu został zatrzymany Andriej Piwowarow, b. dyrektor związanej z Michaiłem Chodorkowskim organizacji Otwarta Rosja; wyprowadzono go z samolotu LOT, który miał odlecieć do Warszawy, ale został zawrócony na stanowisko postojowe. Maszyna odleciała z półtoragodzinnym opóźnieniem. Służby graniczne Federalnej Służby Bezpieczeństwa początkowo zaprzeczały, iż zatrzymano Piwowarowa. Media twierdzą, że aktywista ma zostać przewieziony do Krasnodaru, bo sprawa karna wobec niego została wszczęta właśnie w tym mieście.

O sprawę zatrzymania Piwowarowa rzecznik rządu był pytany w Programie Pierwszym Polskiego Radia. "Oczywiście sytuacja, która jest nieakceptowalna" - zaznaczył.

"Mam nadzieję, że kraje Europy Zachodniej, czy również Stany Zjednoczone, obserwują to, co się dzieje, bo przypominam, że to część z tych krajów próbuje dawać jakieś pozytywne sygnały wobec Rosji. Jak widać te sygnały kompletnie nie są w Rosji pozytywnie przekładane na poprawę losu obywateli" - zauważył Müller.

Reklama

Jak przekazało PAP biuro prasowe PLL LOT, "w trakcie kołowania samolotu z Petersburga do Warszawy w poniedziałek kontrola ruchu lotniczego nakazała załodze zawrócenie na stanowisko postojowe. Dowódca samolotu musiał zastosować się do tego polecenia, bowiem znajdował się w rosyjskiej jurysdykcji".

Przedstawiciele Otwartej Rosji, która 27 maja br. ogłosiła swoje samorozwiązanie w Rosji, by chronić w ten sposób współpracowników przed prześladowaniami, przekazali, że Piwowarow został przewieziony do Komitetu Śledczego w Petersburgu.