Kontrowersje wokół śmierci ks. Popiełuszki. Nowa wersja wydarzeń

pomnik ks. Jerzego Popiełuszki
Pomnik błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki w Suchowoli. Duchowny został zamordowany przez funkcjonariuszy komunistycznej SB w 1984 rokuPAP Archiwalny / Michał Zieliński
wczoraj, 17:44

Według prokuratora Andrzeja Witkowskiego, prowadzącego śledztwo w sprawie zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki, duchowny nie miał zginąć 19 października 1984 r., lecz został zamordowany 25 października 1984 r. W jego ocenie przed śmiercią był przetrzymywany w bunkrze w Kazuniu.

Prokurator Andrzej Witkowski prowadził śledztwo w sprawie zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki dwukrotnie. Najpierw, w latach 1990-1991, w Departamencie Prokuratury Ministerstwa Sprawiedliwości, a następnie, w latach 2002-2004, w strukturach Instytutu Pamięci Narodowej. Według niego, w obu postępowaniach dokonano ustaleń negujących przebieg wydarzeń przyjęty przez Sąd Wojewódzki w Toruniu na podstawie wyjaśnień oskarżonych funkcjonariuszy Wydziału I Departamentu IV MSW - kpt. Grzegorza Piotrowskiego, por. Leszka Pękali i por. Waldemara Chmielewskiego.

Nowa wersja śmierci ks. Jerzego Popiełuszki według prokuratora

W rozmowie z PAP Witkowski przypomniał, że Piotrowski, Pękala i Chmielewski uprowadzili ks. Popiełuszkę 19 października 1984 r. w Górsku. Według wersji oficjalnej, dotkliwie go pobili i tego samego dnia wrzucili do Wisły na tamie we Włocławku. W ocenie prokuratora są dowody jednoznacznie przeczące temu, by księdza zamordowano 19 października.

– W 2004 r. przesłuchałem przewodnika psa tropiącego, funkcjonariusza Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Toruniu. Zeznał on, że w nocy 19 października pies tropiący, po nawęszeniu przedniego fotela pasażera, na którym podróżował ksiądz Popiełuszko, tropił kilkakrotnie do zupełnie innego miejsca, oddalonego o ponad 200 m od samochodu, w którym podróżował ksiądz, gdzie w jednym punkcie drogi tracił ślad – mówił Witkowski.

Dodał, że ten i inne dowody doprowadziły go do ustalenia, że ks. Jerzy został umieszczony w innym samochodzie, który znajdował się wówczas w tej okolicy, a który najprawdopodobniej należał do funkcjonariuszy służb wojskowych.

Prokurator przypomniał, że kluczowym świadkiem w procesie toruńskim był kierowca ks. Popiełuszki Waldemar Chrostowski. Twierdził on, że został uprowadzony razem z księdzem, lecz w pewnym momencie udało mu się wyskoczyć z pędzącego auta.

– Chrostowski zeznawał, że kiedy wyskakiwał z pędzącego 100 km na godzinę samochodu, porywacze złapali go za marynarkę, w wyniku czego ta się rozerwała. Jednak opinia biegłego z zakresu materiałoznawstwa prof. Andrzeja Włochowicza, wydana w 1991 r., wskazała jednoznacznie, że ubytek materiału nie został wyrwany z marynarki Chrostowskiego, tylko wycięty narzędziem ostrokończystym. Na podstawie m.in. tego dowodu ustalono, że Waldemar Chrostowski musiał współdziałać ze sprawcami uprowadzenia – stwierdził.

Zaznaczył, że zeznania Chrostowskiego w tej części zarejestrowane zostały na taśmie magnetofonowej, a ich stenogram zachował się w aktach procesu toruńskiego.

– Dzięki analizie tych materiałów ustalono, że wypowiedzi tego świadka zostały zmanipulowane. Chrostowski w trakcie śledztwa podał trzy różne wersje wydarzeń z 19 października, jednak nikt nigdy ich nie zweryfikował. Sąd toruński przyjął dowolnie jedną z nich, jakby pod dyktando, nagiął fakty do wymogów ustaleń oficjalnej wersji – ocenił Witkowski.

Według prokuratora proces toruński stanowił ostatnią odsłonę wieloetapowej operacji służb, której celem nie było zamordowanie ks. Popiełuszki, lecz pozyskanie go do współpracy agenturalnej.

– Gdyby ksiądz Jerzy uległ oprawcom, do tego procesu w ogóle by nie doszło – stwierdził.

Zaznaczył, że tego rodzaju naciski i próby zwerbowania ks. Popiełuszki rozpoczęły się w 1983 r., jednak kapłan za każdym razem kategorycznie odmawiał rozmów. Ostatecznie prześladowcy ks. Jerzego uprowadzili go i uwięzili, by w tych warunkach siłowo wymusić na nim zgodę na współpracę.

Jak twierdzi Witkowski, po uprowadzeniu ks. Popiełuszko został uwięziony w bunkrze w Kazuniu. Zaznaczył, że na tę lokalizację wskazują m.in. ustalenia śledztwa z 1984 r., których dotąd celowo nie publikowano.

– W aktach procesowych są wyjaśnienia podejrzanych Chmielewskiego, Pękali i Piotrowskiego, którzy podali, że 10 października 1984 r. wybrali i przygotowali jeden z bunkrów amunicyjnych na terenie wojskowym w Kazuniu, by tam przetrzymywać ks. Popiełuszkę. Było to ustronne miejsce, strategicznie dobrze usytuowane, blisko szosy na trasie Warszawa – Gdańsk – wyjaśnił.

Spór o ustalenia śledztwa i oficjalną wersję sprawy

Według Witkowskiego, o tym, że między 20 a 25 października 1984 r. ks. Popiełuszko żył, świadczą m.in. fakty komunikowania się funkcjonariuszy SB z lekarzami, którzy wcześniej leczyli duchownego. Funkcjonariusze próbowali uzyskać od medyków informacje na temat stanu zdrowia księdza i przyjmowanych przez niego na stałe leków. W opinii prokuratora powodem tych działań była chęć utrzymania go przy życiu do momentu, w którym ostatecznie uznali werbunek za niemożliwy.

– Na podstawie materiału dowodowego, który znam, mogę stwierdzić z najwyższym stopniem prawdopodobieństwa, graniczącym z pewnością, że między 20 a 25 października ks. Popiełuszko żył, był więziony w bunkrze w Kazuniu i został zamordowany 25 października – podkreślił Witkowski.

Wskazał, że przyczynę śmierci ks. Popiełuszki podano w ostatecznej opinii biegłych z Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku z 30 listopada 1984 r., podpisanej przez prof. Marię Byrdy i dra Tadeusza Jóźwika. Biegli ci stwierdzili, że przyczyną zgonu było uduszenie. Wykluczyli, aby zgon księdza nastąpił w wyniku utonięcia.

Prok. Witkowski zaznaczył, że w śledztwie IPN, wszczętym 5 lutego 2002 r., dotarł do zeznań świadków, którzy celowo nie zostali przesłuchani w procesie toruńskim, a którzy zeznali, że widzieli na tamie we Włocławku, jak zwłoki księdza Popiełuszki były wrzucane do Wisły 25 października 1984 r., a nie sześć dni wcześniej. Wyjaśnił, że świadkami tymi byli pracownicy Spółdzielni Rybackiej Certa, która w okolicy tamy we Włocławku miała budkę do składowania sprzętu. Rybacy ci znajdowali się tego dnia w miejscu przeznaczonym do łowienia ryb, przy samym brzegu Wisły.

– Pierwszy rybak widział sprzed tej budki, o której mówiłem, jak podjechał samochód, wysiedli z niego mężczyźni, którzy następnie wyciągnęli z bagażnika jakiś przedmiot – jak ocenił z tej odległości, był to duży pakunek – wrzucili go do Wisły i odjechali. Drugi rybak, który znajdował się pod samą tamą na łodzi, mówił, że widział zwłoki, które zostały wrzucone do rzeki dosłownie obok jego łódki. Trzeciego rybaka nie było tego dnia na miejscu zdarzenia, jednak następnego dnia koledzy opowiedzieli mu o zdarzeniu – powiedział prokurator.

Według Witkowskiego, zwłoki kapłana zostały wyłowione z Wisły 26 października i przewiezione do prosektorium Szpitala Wojewódzkiego we Włocławku, gdzie zostały poddane określonym zabiegom przez medyka, który przyjechał specjalnie z MSW, oraz pracownika zatrudnionego w tym prosektorium.

– Celem tych zabiegów było przygotowanie zwłok księdza do późniejszej sekcji. Chodziło o uprawdopodobnienie wersji, według której zwłoki ks. Popiełuszki miały zostać wrzucone do rzeki 19 października. Wiadomo przecież, że skoro miały przeleżeć w rzece w środowisku wodnym przez 11 dni, powinny wyglądać inaczej niż zwłoki wyłowione z wody po pięciu dniach – wyjaśnił.

Zdaniem prokuratora o tym, że zwłoki księdza Jerzego przeleżały w wodzie 5 dni, a nie 11 dni, świadczy m.in. zachowane ustępujące stężenie pośmiertne. Dodał, że po tak długim czasie od zgonu stężenie pośmiertne ustąpiłoby całkowicie.

Witkowski zaznaczył, że najprawdopodobniej jeszcze 26 października zwłoki kapłana zostały złożone w Wiśle pod czwartym przęsłem tamy, skąd ostatecznie wyłowiono je 30 października.

Według Witkowskiego, ustalenia śledztwa, które prowadził, dowodzą, że zabójstwa ks. Popiełuszki nie dokonali trzej oficerowie MSW, którzy zostali za nie skazani: kpt. Grzegorz Piotrowski, por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski. Dopuścili się oni pomocnictwa w tej zbrodni. Jednocześnie przyznał, że sprawcy bezpośredni wciąż nie zostali zidentyfikowani i ukarani.

– Postawiłem wersje osobowe odnoszące się do WSW i Zarządu II Sztabu Generalnego LWP. Nie pozwolono mi kontynuować pracy nad nimi. Tylko tyle mogę powiedzieć – zastrzegł.

Ks. Jerzy (Alfons) Popiełuszko urodził się 14 września 1947 r. we wsi Okopy. Od maja 1980 r. był wikariuszem w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Po powstaniu Solidarności stał się jej duchowym przywódcą. Od kwietnia 1982 r. odprawiał w ostatnie niedziele miesiąca msze św. w intencji ojczyzny, gromadząc rosnącą liczbę wiernych. Liturgie stały się manifestacją wolności.

19 października 1984 r. ks. Popiełuszko wracał z Bydgoszczy, gdzie odprawił mszę św. w kościele Świętych Polskich Braci Męczenników. W pobliżu wioski Górsk został uprowadzony.

Pogrzeb bł. ks. Jerzego odbył się 3 listopada 1984 r. i zgromadził około miliona osób. Papież Benedykt XVI 6 czerwca 2010 r. zaliczył duchownego do grona błogosławionych. (PAP)

Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381148mega.png
Źródło: PAP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.