Polskę obiegła informacja o zatrzymaniu Józefa Piniora akurat wtedy, kiedy prowadziłem poranną audycję radiową. Komentować czy nie komentować? W każdym kraju może się zdarzyć, że tamtejsze CBA zatrzyma polityka. I w każdym zdarza się, że z dużej chmury nie spada nawet mały deszcz.
Przypuszczenie, że akurat Józef Pinior rozmienia swój niekłamany autorytet na pomaganie szemranym biznesmenom, zupełnie nie przekonuje. Nie sposób też uwierzyć, że tak doświadczony człowiek miałby zezwalać współpracownikom na „biznesowe” rozmowy korupcyjne przez telefon komórkowy! Ale może, myślę sobie, państwotwórczo, niech komentatorzy nie rozstrzygają tej sprawy zamiast prokuratury i (ewentualnie) sądu. Otrzeźwienie przyszło, kiedy rzuciłem okiem na doniesienia internetowej strony TVP Info. Autor łżenotki o zatrzymaniu byłego senatora PO opatrzył ją śmichami-chichami, że P. uczestniczył w marszach KOD „dając sobie prawo do ocen moralnych”. A teraz, proszę, siedzi...
To brudny chwyt, niegodny telewizji narodowej. Brudny i na dodatek przeciwskuteczny – nieźle będą się musiały napracować organy władzy, by wytłumaczyć nam, że „sprawa Piniora” nie jest w istocie sprawą prześladowanego przeciwnika PiS. TVP Info o państwotwórczym myśleniu wie jeszcze mniej niż ja – wychodzi z założenia, że skoro ktoś jest zły (bo w opozycji), to fakt ten usprawiedliwia każdy rodzaj ataku zespolonych sił administracji rządowej i publicznych mediów.