Elity i demokracja zarazem uzupełniają się, jak i są swoimi przeciwieństwami. W teorii demokracja mogłaby płynąć od dołu w górę, zalewać „salon”, rzucać nim o skały i – pogruchotawszy – wessać resztki. W praktyce szlachetni (na ogół) i nawiedzeni (to często) przedstawiciele wyższych oraz lepiej wydedukowanych, mających szersze horyzonty i pełniejsze ideały sfer, wymyślali sobie, że lud ma takie same polityczne prawa jak oni.
Ideał ludowładztwa jest poruszający. Jego słabość stanowi fakt, że nikt jeszcze nie wymyślił sposobu, by masy z zasady wybierały do parlamentu osoby lepiej wyedukowane i znające świat. Na ogół, dodajmy, w demokracjach wygrywają przedstawiciele elit – co dobrze świadczy o zdrowym rozsądku ludu. Niemniej od czasu do czasu demos idzie w inną stronę – żadne tam profesory, doktory, czas na naturszczyków. Bywa, że to dobry krok, bywa – że nie (jednak polityk establishmentu też nie stanowi gwarancji jakości). Ale niemal zawsze ten krok wygląda w oczach elit jak zdrada i upadek demokracji.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.