Jeżeli ataki terrorystyczne grożą Polsce, to nie w trakcie, lecz po szczycie NATO. Nasza opinia publiczna tego równania nie dostrzega. Kilka dni temu wszystkie stacje telewizyjne zaczęły upowszechniać informację, że obrażony polityką rządu PiS prezydent Obama nie przyjedzie na szczyt NATO do Warszawy. Otóż gdyby nie przyjechał, to prawdopodobieństwo ataków terrorystycznych w Polsce automatycznie by zmalało.
Reklama
Dziennik Gazeta Prawna
Gdyby szczyt NATO nie miał charakteru propagandowego, lecz techniczny, to jego symboliczny wymiar miałby o wiele mniejsze znaczenie dla islamskich terrorystów. Jednak prezydent Obama przyjedzie – co za ulga – prezydent Hollande także i przez kilka dni islamscy terroryści będą bombardowani informacjami, że dar al-harb – terytorium wojny – znajduje się w stolicy Polski, Warszawie. Większość z nich dopiero w lipcu dowie się o istnieniu naszego kraju i większość z nich – od lipca bieżącego roku – zacznie kojarzyć Polskę z Szatanem, czyli NATO.
Utożsamiając Polskę z NATO, wystawiamy nasz kraj na groźbę ataków terrorystycznych. Być może jest to nieuniknione, być może wzrastające z każdym dniem zagrożenie ze strony Rosji zmusza nas do organizowania propagandowego show w stolicy Polski, ale opinia publiczna w naszym kraju ma prawo znać cenę wydarzenia, jakim jest szczyt NATO w Warszawie.
Mam wrażenie, że z tego niebezpieczeństwa przynajmniej jeden człowiek w rządzie PiS zdaje sobie sprawę. Mam na myśli ministra Mariusza Kamińskiego, który jest inicjatorem uchwalenia ustawy antyterrorystycznej. Jednak ani minister Kamiński, ani tym bardziej polska opinia publiczna nie zdają sobie sprawy, że od 13 listopada 2015 r., kiedy dokonano serii ataków terrorystycznych w Paryżu, mamy do czynienia z całkowicie nową formą terroryzmu islamskiego – nową pod każdym względem: ideologicznym, organizacyjnym, mentalnym i co najważniejsze, technologicznym. Specjaliści, np. Gilles Kepel w wydanej w Paryżu w 2016 r. książce pt. „Geneza francuskiego dżihadu”, piszą o trzeciej generacji terroryzmu, o terroryzmie 3D.
Na czym ten nowy terroryzm polega i dlaczego francuskie służby specjalne poniosły w konfrontacji z nim spektakularną klęskę? Francuskie literatura i film przepowiedziały i wręcz z chirurgiczną precyzją opowiedziały na długo przed 13 listopada 2015 r . ataki terrorystyczne, ukazały ich genezę i dokładnie opisały terrorystów: skąd przychodzą, kim są i dlaczego to robią. 7 stycznia 201 5 r . nastąpił zamach terrorystyczny na redakcję satyrycznego tygodnika „Charlie Hebdo”, który opublikował karykatury Mahometa. Tego samego dnia w księgarniach ukazała się powieść Michela Houellebecqa „Uległość”; jest ona opisem Francji z 2022 r . – rządzi nią muzułmański prezydent, który znowu zamyka kobiety w domu i dopuszcza poligamię. W 200 9 r . w filmie pt. „Prorok” ukazany jest proces zmiany francuskich więzień w obozy szkoleniowe terrorystów, młodzi analfabeci z przedmieść odbywający karę za drobne przestępstwa są indoktrynowani przez ideologów radykalnego islamu, na ekranie oglądamy zawiązywanie się terrorystycznych sieciowych organizacji pod okiem „klawiszy”.
Jakie są przyczyny tej radykalnej ślepoty francuskich służb specjalnych? Dlaczego klasyczne metody wywiadowcze i kontrwywiadowcze kompletnie zawiodły w latach 2012–2015? Źródłem każdej wielkiej klęski są poprzedzające je zwycięstwa.
W latach 1991–1996 Francja walczyła z terroryzmem islamskim wywodzącym się z Algierii, gdzie w 1991 r. pierwszą turę wyborów do parlamentu wygrywa Islamski Front Ocalenia, skrajnie fundamentalistyczne ugrupowanie polityczne finansowane przez sunnitów z Arabii Saudyjskiej. Armia – popierana przez laickich polityków, ale także Francję – dokonuje przewrotu wojskowego, unieważnia wybory i delegalizuje Islamski Front Ocalenia, który schodzi do podziemia, jego zbrojne ramię Islamska Armia Ocalenia rozpoczyna wojnę domową charakteryzującą się – z obu stron – wyjątkowym okrucieństwem. Zamachy terrorystyczne na bezbronnej ludności stają się codziennością. Terroryści z Algierii atakują Paryż, podkładają bomby w metrze. Stolica Francji zamiera ze strachu. Przez miesiąc chodziłem i wracałem z pracy pieszo. Metro kursowało, ale puste. Paryż z lotu ptaka wyglądał rano i wieczorem jak ogromne mrowisko. Ulice zmieniały się w wartki ludzki potok. W tym czasie francuskie służby specjalne zdały egzamin na piątkę; wyposażone w unikalną wiedzę o Algierii zlokalizowały względnie szybko strukturę organizacyjną terrorystów islamskich i ją definitywnie zlikwidowały w 1996 r. Klasyczne metody wywiadu i kontrwywiadu działają jak w zegarku; infiltracja radykalnych środowisk islamskich, podsłuchy, permanentna obserwacja mahometańskich domów opieki społecznej, prowokacje i szantaż święcą tryumfy. Francja jest bezpieczna dzięki zawodowemu perfekcjonizmowi i bezwzględności – sławnej na całym świecie – swoich służb specjalnych.
Przez 1 6 l at – od 1996 do 201 2 r . – na terytorium Francji nie zanotowano ani jednego ataku terrorystycznego. W 200 5 r . w konfrontacji islamu ze światem Zachodu następuje jednak nowa – niezauważona przez służby specjalne – era.
W listopadzie 2005 r. wybuchają rozruchy w dzielnicach muzułmańskich francuskich miast. Trwają trzy tygodnie. Młodzi muzułmanie nie mają żadnej organizacji, żadnych społecznych żądań, nikt ich nie reprezentuje, palą i burzą budynki i samochody dla samej radości niszczenia. Jest to typowa anarchistyczna rewolta. Bakunin, twórca anarchizmu, rosyjski działacz i filozof z XIX w., swój programowy artykuł z 1840 r. zakończył słynnym zdaniem, które opisuje precyzyjnie bunt młodych muzułmanów we Francji: „Radość niszczenia jest zarazem radością tworzenia”. Muzułmańska młodzież manifestuje swoją nienawiść do Francji: 10 tys. spalonych samochodów, 300 zniszczonych budynków, setki szkół są na wpół zburzone, 130 policjantów i demonstrantów rannych. Francuskie miasta płoną, ale obywatele V Republiki nie zwracają na to żadnej uwagi. Największe rozruchy społeczne w historii Francji – 8 listopada wprowadzono stan wyjątkowy w 25 departamentach Francji, po raz pierwszy od czasów wojny narodowo-wyzwoleńczej w Algierii – pozostają niezauważone przez jej obywateli.
Ta skrajna obojętność francuskiego społeczeństwa obrazuje przepaść, jaka dzieli młodych muzułmanów z przedmieść wielkich miast od reszty społeczeństwa. To nie są Francuzi, mówi Francja, wskazując palcem młodych muzułmanów. Nie jesteśmy Francuzami, nienawidzimy Francji – odpowiadają mieszkańcy przedmieść Paryża czy Lyonu. Francja muzułmańska wypowiada świętą wojnę Francji laickiej. I właśnie do tych młodych muzułmanów z przedmieść francuskich miast zwraca się były współpracownik bin Ladena, Abu Musab al-Suri, który w tekście zatytułowanym „Wezwanie światowego islamu do oporu”, opublikowanym właśnie w 200 5 r . w internecie, proklamuje nową erę terroryzmu, będącą zaprzeczeniem dotychczasowej strategii Al-Kaidy.
Al-Suri wzywa do stworzenia mahometańskiej partyzantki miejskiej, której sieciowa organizacja będzie zaprzeczeniem skrajnie scentralizowanej i opartej na zawodowym terroryzmie ideologii Al-Kaidy. Organizujcie się sami – pisze do młodych mahometan Al-Suri. Nie atakujcie symboli cywilizacji zachodniej, tak jak to robił wpatrzony w swój medialny mit Osama bin Laden, tylko ludzi na ulicach, „niewiernych”. Terror codzienności jest najskuteczniejszą metodą walki z zachodnim Szatanem. Al-Suri jest uczniem – i tego nie ukrywa – Bakunina, używa tych samych ideologicznych sformułowań co rosyjski anarchista. „Wezwanie światowego islamu do oporu” jest apoteozą nienawiści i przemocy, i co niezwykle istotne, jego treść jest kompatybilna z codziennym przesłaniem kultury internetu, którą są przesiąknięci młodzi mahometanie z przedmieść francuskich miast. Następuje efekt sprzężenia zwrotnego – nienawiść młodych mahometan do Francji jest wzmacniana i potęgowana przez kulturę internetu opartą na bezinteresownej przemocy utrwalanej w popularnych grach, gdzie zwycięstwo nad wrogiem kończy się „wirtualnym” miażdżeniem jego twarzy. Na tym samym – rozgnieceniu buciorem na miazgę głowy ideowego przeciwnika – polegały tortury totalitarnych władców opisane przez Orwella w słynnej powieści pt. „1984”.
Dzisiaj po ukazaniu się „Płytkiego umysłu” N. Carrego czy „Cyfrowej demencji” M. Spitzera możemy napisać – bez narażenia się na wyniosły śmiech, że w historii ludzkości pojawił się nowy typ człowieka, który od kołyski wysysa wraz z mlekiem matki przemoc królującą w internecie. Zaczynamy się domyślać i zaczynamy nareszcie dyskutować na temat destrukcji kultury i nauki dokonywanej za naszą zgodą przez internet. Mózgi członków pokolenia urodzonego w okolicach 1990 r. są inne i funkcjonują inaczej niż mózgi pokoleń poprzednich. Te odkrycia wstrząsnęły światową opinią publiczną, zapowiadano nam sieciowy raj, a żyjemy w internetowym piekle. Gdy oglądamy zdjęcia z masakry dokonanej w listopadzie 2015 r. przez islamskich terrorystów lub gdy czytamy wspomnienia tych, których nie trafiły ich kule, to uderza nas jeden fakt: całkowita obojętność i brak empatii terrorystów w stosunku do ofiar zamachów. Terroryści – zgodnym zdaniem świadków zamachu – zachowywali się tak, jakby grali w grę komputerową. Kliknij – zabij. Pociągasz za spust – linkujesz na inną stronę. Zabijasz nie ludzi tylko ich portrety, ich facebookowe profile.
Francuskie służby specjalne przegrały z nową anarchistyczno-internetową formą terroryzmu islamskiego. Do konfrontacji z tym całkowicie oryginalnym zjawiskiem w historii Europy były kompletnie nieprzygotowane. Czy polskie służby specjalne wyciągnęły wnioski z klęski ich kolegów znad Sekwany?
Gdyby szczyt NATO w Polsce nie miał charakteru propagandowego, lecz techniczny, to z punktu widzenia terrorystów byłby o wiele mniej znaczący