Zbigniew Ziobro miał otrzymać wizę do Stanów Zjednoczonych po interwencji wysokiego rangą urzędnika administracji Donalda Trumpa. Reuters podał, że dyspozycję w tej sprawie wydał Christopher Landau, zastępca sekretarza stanu USA. Były minister sprawiedliwości opuścił Węgry 9 maja, tuż przed zaprzysiężeniem Petera Magyara na premiera, który wcześniej zapowiadał jego ekstradycję do Polski.
Według Reutersa Christopher Landau polecił wysokim rangą urzędnikom Departamentu Stanu USA ułatwienie oraz zatwierdzenie wizy dla Zbigniewa Ziobry. Agencja powołała się na trzy osoby zaznajomione ze sprawą. Jedno ze źródeł przekazało, że mogła to być wiza dziennikarska.
Interwencja miała umożliwić byłemu ministrowi sprawiedliwości wyjazd z Węgier do Stanów Zjednoczonych jeszcze przed zmianą władzy w Budapeszcie. 9 maja Ziobro opuścił Węgry. Z ustaleń Radia ZET wynika, że razem z synem Jerzym odleciał z lotniska Mediolan-Malpensa do Newark w stanie New Jersey.
Reuters podał, że Landau miał potraktować sprawę jako pilną ze względu na „bezpieczeństwo narodowe”. Agencja nie ustaliła jednak, dlaczego właśnie tak zakwalifikowano procedurę wizową. Źródła Reutersa nie miały też wiedzy o bezpośrednim udziale Donalda Trumpa w tej decyzji. Nie ustalono również, jaką rolę — jeśli jakąkolwiek — odegrał sekretarz stanu Marco Rubio.
Ziobro w USA po wyjeździe z Węgier
Zbigniew Ziobro potwierdził swój pobyt w Stanach Zjednoczonych 10 maja w Telewizji Republika. Powiedział wtedy: „Jestem w Stanach Zjednoczonych. To niezwykle złożony, piękny kraj, najsilniejsza demokracja świata”. Stacja poinformowała również, że były minister rozpoczął z nią współpracę jako komentator.
Sprawa ma dla Warszawy wymiar prawny i dyplomatyczny. Polska wcześniej unieważniła paszport Ziobry, a MSZ wystąpiło do Stanów Zjednoczonych i Węgier o wskazanie podstaw prawnych oraz faktycznych, które umożliwiły mu opuszczenie Węgier i wjazd do USA. Według RMF FM polska strona wysłała w tej sprawie oficjalną notę do ambasady USA w Warszawie.
26 zarzutów i sprawa Funduszu Sprawiedliwości
Prokuratura Krajowa informowała wcześniej, że Zbigniew Ziobro miał popełnić 26 przestępstw związanych z pełnieniem funkcji ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego oraz dysponenta środków z Funduszu Sprawiedliwości. Śledczy wiążą sprawę m.in. z nadzorem nad wydatkowaniem i rozliczaniem pieniędzy z funduszu przeznaczonego na pomoc ofiarom przestępstw.
Reuters przypomina, że zarzuty dotyczą głównie domniemanego sprzeniewierzenia środków z Funduszu Sprawiedliwości w celu osiągnięcia korzyści politycznych. W sprawie pojawia się także wątek systemu Pegasus, który — według ustaleń śledczych i wcześniejszych doniesień medialnych — miał zostać zakupiony ze środków funduszu i wykorzystywany wobec przeciwników politycznych oraz osób publicznych.
Ziobro zaprzecza oskarżeniom. Utrzymuje, że jest ofiarą politycznej kampanii prowadzonej przez obecne władze w Polsce. Reuters przekazał, że nie udało mu się uzyskać komentarza byłego ministra. Jego pełnomocnik Bartosz Lewandowski miał jedynie zapowiedzieć przekazanie pytań klientowi.
Christopher Landau i polityczny kontekst decyzji
Reuters zwraca uwagę, że administracja Donalda Trumpa konsekwentnie wspiera konserwatywne środowiska w Europie i często przedstawia postępowania wobec prawicowych polityków jako przykład tzw. lawfare, czyli wykorzystywania wymiaru sprawiedliwości do walki politycznej.
W tym kontekście decyzja dotycząca Ziobry jest jednak szczególnie wrażliwa. Chodzi o byłego członka rządu państwa sojuszniczego, ściganego przez prokuraturę kraju blisko współpracującego ze Stanami Zjednoczonymi. Reuters podkreśla, że przyznanie wizy politykowi w takiej sytuacji jest posunięciem nietypowym i może obciążyć relacje Warszawy z Waszyngtonem.
Według źródeł agencji Landau miał dowiedzieć się o sprawie wiosną od ambasadora USA w Polsce Toma Rose’a. Miał też uznać Ziobrę za osobę niesłusznie ściganą. Departament Stanu nie odniósł się szczegółowo do tych informacji, powołując się na poufność dokumentacji wizowej.
Relacje Polski z USA pod presją
Sprawa Ziobry nakłada się na szerszy kontekst relacji polsko-amerykańskich. Kilka dni przed publikacją Reutersa pojawiła się informacja o odwołaniu planowanego rozmieszczenia 4 tys. amerykańskich żołnierzy w Polsce. Reuters i Associated Press podawały, że decyzja Pentagonu wywołała krytykę części amerykańskich polityków i pytania o skalę przyszłej obecności wojskowej USA w Europie.
Dla rządu Donalda Tuska sprawa ma więc podwójne znaczenie. Z jednej strony chodzi o ściganie byłego ministra, wobec którego prokuratura sformułowała poważne zarzuty. Z drugiej — o utrzymanie stabilnych relacji ze Stanami Zjednoczonymi w czasie, gdy bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO pozostaje jednym z kluczowych tematów polskiej polityki zagranicznej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu