Ostatnia draka ze stadniną w Janowie została nagłośniona. Ale zła sytuacja nie trwa od wczoraj. Z jednej strony zadbane klacze. Z drugiej zostawione na pastwę losu ogiery.

Kiedy zajrzeć głębiej niż poza główny padok, zobaczymy brud, smród, walące się budynki. Konie przestępujące z nogi na nogę na bolących, poprzerastanych kopytach. To wieloletnie zaniedbania. Jak poskrobać jeszcze bardziej, wyjdą na jaw te małe i większe interesy ludzkie. A także kompleksy. I jeszcze coś, czego nie chcę wprost nazywać.

Najpierw widzisz zieloną łąkę, na której pasą się One. Wygięte szyje, wąziutkie pęciny, łyskające oczy. Wąska droga wśród starodrzewu prowadzi w głąb stadniny. Wzrok przyciąga jasnobiały, iskrzący w słońcu, fronton hali aukcyjnej (wybudowanej w 2005 r. za 5 mln zł, 250 mkw. powierzchni, podłoga z dyli z dębu palonego klasy rustikal, parkiet dębowy) oraz stajnia Zegarowa z 1848 r. (zaprojektowana przez samego Henryka Marconiego, podobnie jak kilka innych budynków). Nie trzeba tam być, wszyscy mamy to zakodowane – tak wygląda nasza Duma Narodowa, nasze Klejnoty Koronne. Stadnina Koni w Janowie, która w grudniu przyszłego roku będzie obchodziła 200-lecie istnienia. Gdyby pytać dalej o skojarzenia, usłyszelibyśmy: fenomenalne aukcje, fantastyczne konie kupowane przez arabskich szejków za miliony (tutaj można wstawić dowolną walutę), splendor, wielki świat. A ostatnio doszły do tego inne asocjacje, już mniej optymistyczne: wyrzucony z pracy wieloletni dyrektor stadniny Marek Trela. Zasłużony koniarz, hodowca i profesjonalista zastąpiony nikomu nieznanym księgowym. Padające jak muchy klacze, co jest ponoć albo winą nieudolnych nowych rządów, albo złowrogiego truciciela. Polityczna awantura. Protesty miłośników koni. Wóz TVN24 nadający od kilku tygodni na żywo spod janowskiego płotu. Zagrożona aukcja, jej organizator zrywający umowę ze stadniną oskarża nowe kierownictwo o złą wolę i brak współpracy. Wiecie Państwo co? Koń by się uśmiał. W każdym razie gdyby nie chodziło tu o niego. Bo na tych wojenkach arabskich, politycznych i kompetencyjnych przepychankach to on – polski arab – najwięcej traci.