PiS wygrał wybory, bo, jak zauważył w czasie wieczoru wyborczego Joachim Brudziński, oswoił internet. A oswoić musiał, bo wciąż przekonywał, że media tzw. mainstreamu są mu nieprzychylne. I rzeczywiście częściowo były. Ten e-przymus PiS-u stał się jednym z kluczowych technicznych motorów wyborczego sukcesu.
Paweł Szefernaker, szef kampanii internetowej partii, mówił niedawno: „Żyjemy dzisiaj w epoce marketingu treści i to ciekawa treść, a nie klasyczna reklama, przyciąga sympatyków”. Sympatycy to zwykle wyborcy, więc także głosy oddane na konkretną partię. W zależności od tego zatem, co partia ma do powiedzenia, a nie od tego, czy jej lider tańczy disco polo, jest opalony i nosi błękitne koszule, zależy wynik wyborów. Internet, obecnie można zaryzykować twierdzenie, że to kluczowe, bo niezwykle egalitarne medium w kampaniach wyborczych, wymusza autentyczność. To oczywista oczywistość. Ona sprzedaje się obecnie najlepiej, znacznie lepiej niż opakowanie polityczne, z którego dominacją mieliśmy miejsce szczególnie w latach 90., ale trochę także po roku 2000. Internauci traktują opakowania tak jak należy – wyrzucają je do kosza.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.