PO ujawniła gospodarczy testament. To owoc mądrości zdobytej w ciągu ośmiu lat rządzenia. I dowód na istnienie ograniczeń w ekonomicznym myśleniu, których ta formacja raczej nie przezwycięży.
To była bez dwóch zdań efektowna salwa pożegnalna. Dlaczego pożegnalna? Bo po październikowych wyborach Platforma najpewniej przejdzie do opozycji i będzie musiała wynaleźć się na nowo. A nawet jeśli powstanie antypisowska koalicja, to PO będzie w niej zaledwie jednym z udziałowców. Być może największym, lecz nie wszechpotężnym. Tak czy inaczej, epoka, gdy PO samodzielnie wyznaczała kierunki polskiej polityki gospodarczej, dobiega końca.
Jaka była ta polityka? Na to pytanie oczywiście nie da się odpowiedzieć jednym słowem. Lepiej zrobić to za pomocą obrazka. Wyobraźmy sobie, że na pokład statku wsiada grupa morskich wilków. Mają jasno wytyczony cel podróży i zestaw map oraz (ich zdaniem) nowoczesny sprzęt do nawigacji. Ale tuż po wypłynięciu z portu wszystko zaczyna iść inaczej, niż sobie zakładali. Żeglują więc, jak umieją – raz wychodzi im lepiej, innym razem gorzej. Przyznać trzeba, że z niejednym sztormem sobie poradzili i prowadzony przez nich statek przybił w końcu do portu. Tyle że nie jest to ten port, w którym nasi marynarze planowali się znaleźć.