Jest plagą większą niż bezrobocie i korupcja. Zabija talenty, niszczy marzenia, psuje gospodarkę. A my sądzimy, że inaczej być nie może
Ma skośne, zatopione w tłuszczu ślepka, obleśny uśmieszek i śliskie, spocone dłonie. Czai się wszędzie: w ministerialnych gabinetach, w sądowych salach, szpitalach i szkołach. Najczęstszym gościem bywa w samorządach. Nepotyzm – bo o nim mowa – jest w Polsce śmiertelną plagą. Większą niż bezrobocie i korupcja, poważniejszą w skutkach niż głupota i cynizm polityków, boleśniejszą niźli niekompetencja w instytucjach publicznych. Zabija talenty ludzi, niszczy ich marzenia, wysysa energię z życia społecznego. Psuje gospodarkę, demoluje praworządność i moralność. Co gorsza, jest powszechnie akceptowany; nikt nie ma wątpliwości, że ręka rękę myje, a noga nogę wspiera.
Wprawdzie oficjalnie wiemy, że nepotyzm jest zły, wprawdzie są jakieś tam procedury, które mają mu zapobiegać, prawne uregulowania, ale – tu następuje mrugnięcie okiem – przecież to wielki pic. Jeśli ktoś miał kiedyś jakieś wątpliwości, musiał je stracić, kiedy wyciekły taśmy z nagraniami rozmów szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego. – Ten dżentelmen wszystko ci zawdzięcza, bo szczerze mówiąc, najsłabiej wypadł – rzuca podczas jednej z nich do Jolanty Gruszki, byłej szefowej gabinetu politycznego premier Ewy Kopacz. Mowa o konkursie na stanowisko wiceszefa jednego z departamentów NIK, na które Gruszka rekomendowała swojego znajomego. Ryba psuje się od głowy, więc nic dziwnego, że jej ogon także śmierdzi i gnije.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.