„Korea Północna Afryki” – tak często nazywana jest Erytrea, z której uchodźców przyjąć ma Polska. Co miesiąc z tego afrykańskiego państwa ucieka około pięciu tysięcy ludzi. Choć nie przypomina on azjatyckiego gułagu
– Nawet gdy już upadłem, słyszałem, jak kule gwiżdżą wokół mnie – wspomina 20-letni Weldab, którego druga próba ucieczki z ojczyzny skończyła się w szpitalu polowym przy obozie dla erytrejskich uchodźców w Etiopii. Weldab nie poda nazwiska. Inni nie podadzą nawet imienia, większość nie powie nic, zanim nie dostanie się do Europy. Żeby wydostać się z Erytrei, płacą przewodnikom średnio po kilkaset dolarów. Ale to zaledwie pierwsza rata. Pierwszym przystankiem jest Sudan. Dalej pozostaje wybrać trasę na wybrzeże, przez Libię albo Egipt. Ze wskazaniem na pierwszy z tych krajów: w Libii co prawda trwa pełzająca wojna domowa, ale przemytnikom gwarantuje ona pełną swobodę.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Powiązane


!["Ludzie uciekali jak fala tsunami". Dramatyczna relacja świadka strzelaniny w Krakowie [ROZMOWA]](https://infor-web-static.incdn.pl/dgpstatic/upload/b3dza2ltLXJ5bmt1LTM5MzExMTM0LmpwZyIsInciOjE0MDB9-c15a75d7.webp)