Brytyjska policja przesłuchuje 23-letniego mężczyznę, który wspiął się wczoraj wieczorem na dach gmachu parlamentu w Londynie i spędził na nim noc. Jeśli był to protest polityczny, to nie odniósł skutku, gdyż nadal nie wiadomo jakie były motywy intruza.
Młodego człowieka w czarnych dżinsach zauważono wczoraj po 21-wszej w świetle reflektorów na dachu neogotyckiego gmachu w pobliżu wieży zegarowej z Big Benem. Policja podjęła z nim negocjacje, ale reporterów dobiegały z dala tylko niewyraźne pokrzykiwania intruza. Dopiero o 5 rano sprowadzono go i aresztowano pod zarzutem bezprawnego wtargnięcia do parlamentu i wandalizmu.
W przeszłości dach brytyjskiego parlamentu służył już jako miejsce protestu przeciwnikom rozbudowy londyńskiego lotniska Heathrow oraz organizacji Greenpeace. Wewnątrz parlamentu w zeszłym roku jeden z widzów na galerii rzucał w premiera Camerona i posłów szklanymi kulkami. Odbiły się one jednak od przezroczystego parawanu zainstalowanego 10 lat temu po innym ataku. Premiera Tony'ego Blaira i kilku ministrów trafiły wówczas wypełnione mąką prezerwatywy, rzucane przez ojca protestującego przeciw pozbawieniu go praw rodzicielskich. Nie był to pierwszy taki mączny incydent w Izbie Gmin, gdzie w 1913 roku zwolennik sufrażystek przypuścił taki sam atak na premiera Herberta Asquitha, poprawiając jeszcze jajkami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu