Zamiast starych samochodów storczyki w plastikowych doniczkach. Zamiast głodowej pensji oszczędności w euro. Mamy nową falę emigracji osiedlającej się w Niderlandach. A w kolejnych latach może jeszcze przybierać na sile
Zaraz nas całkiem zaleją. Jak to kto? Polacy. Już teraz mamy ich tutaj tysiące, a przecież wcześniej przyjechali też Turcy i Marokańczycy – usłyszałam na lotnisku w Amsterdamie kilka minut po wylądowaniu. Rozmawiało dwóch Holendrów. – Czemu tu się dziwić? Przecież robimy, co możemy, żeby ułatwić im pracę. W centrum logistycznym Adidasa czy np. w fabryce sałatek pod Amsterdamem większość napisów jest już w języku polskim – zauważał ten drugi.
Polaków w Holandii można spotkać praktycznie wszędzie: na polach, w szklarniach, centrach logistycznych, ale też np. w firmach ubezpieczeniowych. W sezonie są tam najliczniejszą grupą pracowników – z ostrożnych szacunków wynika, że jak dotąd wyjechało do Holandii co najmniej dziesięć razy więcej naszych rodaków, niż się spodziewano, bo ponad 150 tys. Nic więc dziwnego, że budzą skrajne emocje – podsycane dodatkowo przez silne lobby próbujące ograniczyć falę emigracji z Polski (zapowiada np. przymusowe wydalenie tych, którzy przez trzy miesiące pozostają bez pracy). Ba, ich obecność w Niderlandach stała się też głównym tematem, na którym skupili się holenderscy dziennikarze podczas wizyty króla Wilhelma Aleksandra w Polsce. Planowana od kilku miesięcy, była pierwszą oficjalną wyprawą zagraniczną Pomarańczowego Władcy.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.