Jestem przekonany, że ziemia była kupowana legalnie i w żaden sposób nie złamałem prawa - oświadczył w poniedziałek przed sądem Tomasz D., jeden z oskarżonych o nieprawidłowości związane z zakupem gruntów zwróconych Kościołowi przez Komisję Majątkową.
Reklama

Przed katowickim sądem odpowiada wymieniany w rankingach najbogatszych Polaków Jacek D. i członkowie jego rodziny, którym prokuratura zarzuca nabywanie kościelnej ziemi z naruszeniem prawa pierwokupu. Tomasz D., jego syn, składał wyjaśnienia jako drugi.

Tomasz D. mówił, że w 2008 r., krótko po ślubie, wraz z żoną (także zasiadającą na ławie oskarżonych) chcieli ustabilizować swoje życie i kupić dom. Ponieważ rodzinna firma działa na Śląsku, a należące do niej zakłady produkcyjne mieszczą się m.in. w Tarnowskich Górach i dzielnicy tego miasta - Strzybnicy, zamierzali osiąść w tej właśnie okolicy. Za idealne miejsce uznali pobliskie Zbrosławice.

Oskarżony mówił, że w 2008 r. wprowadził się do tymczasowego mieszkania w Tarnowskich Górach i szukał "docelowego" domu. W międzyczasie dostał odpowiedź z Uniwersytetu Stanforda z informacją, że został przyjęty na studia, o które się starał. Nie zmieniło to planów zamieszkania na Śląsku - zaznaczył. Jeszcze podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych kupił dom w Szałszy, w gminie Zbrosławice. Razem z żoną zamieszkał tam po powrocie z USA w 2010 r.

"Zameldowaliśmy się tam na pobyt stały, potem dostaliśmy zarzuty, nasze nieruchomości zostały zajęte przez prokuraturę. Media zaczęły pisać o naszej rodzinie. Dlatego nie chcieliśmy dłużej mieszkać w tym miejscu" - wyjaśniał oskarżony, dodając że razem z żoną przenieśli się do domu w Kleczy Górnej w woj. małopolskim.

"Jestem przekonany, że ziemia w Świerklańcu, Świętoszowicach i Czekanowie (miejscowości w powiecie tarnogórskim - PAP) była kupiona legalnie i nie złamałem w żaden sposób prawa" - oświadczył oskarżony. Dodał, że wszystkie dokumenty związane z zakupem gruntów były przygotowywane przez prawników i dostarczane notariuszowi. "Czuję się niewinny stawianych mi zarzutów" - zakończył D., który odmówił odpowiedzi na pytania sądu i oskarżenia.

Proces rozpoczął się dwa miesiące temu. Wszyscy podsądni oświadczyli wówczas, że nie przyznają się do stawianych im zarzutów. Na pierwszej rozprawie sąd zdążył odebrać jedynie wyjaśnienia od ojca Tomasza - Jacka D. Ten przedsiębiorca z branży zaplecza górniczego oświadczył, że od 40 lat prowadzi interesy i zawsze starał się to robić rzetelnie. Poinformował też, że w latach 70. uzyskał kwalifikacje rolnika, co umożliwiało zakup ziemi. W poniedziałek jego obrońca przedstawił kopię świadectwa kwalifikacji rolniczej.

Akt oskarżenia trafił do sądu w listopadzie ub.r. Sporządziła go gliwicka prokuratura okręgowa. Sprawa ma związek z Markiem P., pełnomocnikiem instytucji kościelnych w sprawach toczących się przed Komisją. Według śledczych to za jego pośrednictwem Jacek D. kupował nieruchomości od Archidiecezji Katowickiej oraz Towarzystwa Pomocy dla Bezdomnych im. św. Brata Alberta w Krakowie z naruszeniem prawa pierwokupu.

Oskarżonym zarzucono wyłudzenie poświadczenia nieprawdy poprzez uzyskiwanie dokumentów, które miałyby stwierdzać, że mieszkają pod określonym adresem. Jak podaje prokuratura, było to było konieczne, aby w myśl Ustawy o kształtowaniu ustroju rolnego mieć status rolnika indywidualnego i nabywać nieruchomości rolne z pominięciem osób uprawnionych, czyli dzierżawców tych nieruchomości lub Agencji Nieruchomości Rolnych, którym przysługiwało prawo pierwokupu.

Poza wyłudzaniem poświadczenia nieprawdy w dokumentach, prokuratura zarzuca oskarżonym także przywłaszczenie praw majątkowych. Uznała też, że sprzedaż lub darowanie nabytych nieruchomości pomiędzy członkami rodziny miało na celu ukrycie, że pochodzą one z przestępstwa. Stąd kolejny zarzut - prania brudnych pieniędzy. Łącznie okazyjne transakcje miały dotyczyć blisko 1000 ha ziemi. Poza Jackiem i Tomaszem D. na ławie oskarżonych zasiadają Robert W. i jego żona - a zarazem córka Jacka D. - Hanna W., żona Jacka D. - Gabriela K. i Karolina D. - żona Tomasza D. oraz jej siostra Weronika Ł.

Komisja Majątkowa, która przestała istnieć na początku marca ub.r., przez przeszło 20 lat decydowała o zwrocie Kościołowi katolickiemu nieruchomości Skarbu Państwa. Od jej orzeczeń nie przysługiwały odwołania. W trakcie swej działalności Komisja przekazała stronie kościelnej ponad 65,5 tys. ha oraz 143,5 mln zł. Według mediów wartość zwróconego majątku sięgała 5 mld zł.

Decyzja o likwidacji Komisji miała związek m.in. z krytyką jej działalności. Media donosiły, że nie weryfikowano wycen gruntów przedstawianych przez rzeczoznawców Kościoła; miały być one zaniżane. W sprawie Komisji Majątkowej wypowiedział się też 8 czerwca ub. roku Trybunał Konstytucyjny. Nie zakwestionował on zasad zwrotu Kościołowi katolickiemu przez Komisję mienia zagrabionego mu w PRL. Orzekł, że tylko jeden zapis ustawy o Komisji Majątkowej był niezgodny z konstytucją. Chodzi o to, że to ustawa powinna określać, z mienia których jednostek Skarbu Państwa lub samorządu Komisja mogła przekazać majątek Kościołowi; tymczasem ustawa o Komisji stanowiła, że ma to zrobić rząd w rozporządzeniu.