Śmierć Włodzimierza Smolarka zszokowała jego kolegę z reprezentacji Polski, byłego piłkarza Wisły Kraków Andrzeja Iwana. "On miał wielki talent, który wykorzystał do maksimum" - powiedział PAP.

"Każdego śmierci mógłbym się spodziewać, ale nie jego. Był człowiekiem o końskim zdrowiu. Pamiętamy, że miał niesamowity talent do biegania i wydawał się być nieśmiertelnym. Tymczasem już odszedł" - powiedział Iwan.

Przyznał, że zmarły nie był jego przyjacielem nawet w okresie, kiedy grali razem w reprezentacji - m.in. ze względu na to, że Iwan pochodzi z południa Polski, a Smolarek z okolic Łodzi. "Jednak mogę o nim śmiało powiedzieć, że był dobrym kolegą i zasługiwał na szacunek - podkreślił.

"Miał ogromny talent, potencjał, który wykorzystał do maksimum. Poza boiskiem był bardzo cichy, skromny. Po zakończeniu kariery udzielał się medialnie tylko przy okazji spraw związanych z synem" - dodał były wiślak.

Jak podkreśla, na boisku Smolarek był zupełnie innym człowiekiem. "Na przykład potrafił bezczelnie rozmawiać z sędziami, ale w tak inteligentny sposób, że oni się za to nie obrażali. Chyba też każdy pamięta, jak blokował piłkę przy narożniku boiska. Później wielu piłkarzy próbowało to kopiować."

Smolarek zmarł w nocy w wieku 54 lat w rodzinnym Aleksandrowie Łódzkim. Był brązowym medalistą mistrzostw świata w 1982 roku, jeden z najwybitniejszych zawodników w historii polskiego futbolu.