100 dni rządu pod znakiem pacjentów, lekarzy i internetu

24 lutego 2012

Potwierdzają się słowa jednego z członków rządu, który pytany przez nas na początku kadencji, czego się najbardziej obawia, przytoczył odpowiedź na identyczne pytanie byłego brytyjskiego premiera Harolda Macmilana: „Events, my dear boy, events” – co można przetłumaczyć: „Wydarzeń, nieprzewidzianych zdarzeń”.

Po wyborczym sukcesie rząd zajął się przygotowywaniem kolejnych projektów ustaw zaprogramowanych w bardzo konkretnym expose premiera. Podzielona opozycja zajęła się sobą, wydawało się, że problemów nie będzie.

Jednak od połowy grudnia gabinet zaczął się zmagać z efektami decyzji podjętych w tamtej kadencji. Problemy w dużej części spadły na nowych ministrów. Tak było z ustawą refundacyjną uchwaloną w wakacje, w przypadku której resort zdrowia zlekceważył sygnały o nadchodzącej burzy. I nagle znalazł się na celowniku mediów, pacjentów, lekarzy i aptekarzy. Musiał iść na ustępstwa i nowelizować ustawę. Chwilę później także kompletnie zaskoczony stanął wobec rozłoszczonych internautów walczących o zablokowanie ratyfikacji ACTA. I wreszcie media i kibice zaczęli rozliczać rząd z przygotowań do Euro 2012. Pretekst dała sama minister sportu Joanna Mucha, otwierając Stadion Narodowy, na którym nie mógł się odbyć mecz.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane