Arłukowicz przedstawił w czwartek w Sejmie informację rządu na temat sytuacji w służbie zdrowia po wejściu w życie ustawy refundacyjnej. Jak mówił, wszystkie ekipy rządzące Polską próbowały wprowadzić regulacje zawarte w ustawie refundacyjnej. "Prób było wiele, nigdy nikomu nie udało się do końca tej reformy przeprowadzić - powiedział minister zdrowia. - Mimo kosztów i emocji przeprowadziliśmy jedną z najtrudniejszych reform w Polsce".

Zdaniem Arłukowicza ustawa refundacyjna, która weszła w życie 1 stycznia, zmieniła rynek leków w Polsce, udało się stworzyć skuteczny mechanizm dostępu pacjentów do nowoczesnych medykamentów. "To kompleksowa regulacja sposobu refundacji leków w Polsce" - podkreślił Arłukowicz.

Zapewnił, że cyklicznie będą wprowadzane na listę refundacyjną coraz bardziej nowoczesne leki, co mają umożliwić negocjacje z koncernami farmaceutycznymi. Minister powiedział, że funkcjonowanie ustawy refundacyjnej będzie na bieżąco monitorowane.

Według wiceministra zdrowia Jakuba Szulca, do resortu wpłynęło ponad sto kolejnych wniosków firm farmaceutycznych ws. obniżek cen leków. Ustawa refundacyjna jest osiągnięciem, którym rząd PO-PSL będzie mógł chwalić się w perspektywie nie kilku, ale kilkudziesięciu lat - mówił Szulc w Sejmie.

Ustawę refundacyjną podczas ponad czterogodzinnej debaty w Sejmie pozytywnie ocenili posłowie PO i PSL. Podkreślali, że nowe przepisy porządkują system refundacji leków i przyczyniają się do eliminacji patologicznych zjawisk.

Jarosław Katulski (PO) krytykował opozycję, która - według niego - "stworzyła wirtualny obraz tragedii narodowej". Poseł określił wystąpienia politycznych oponentów po wejściu w życie nowych przepisów refundacyjnych, jako "skandaliczne wykorzystanie niepokoju pacjentów wprowadzonych w błąd". Podkreślał, że w proteście pieczątkowym uczestniczyło tylko 20 proc. lekarzy, a jedynie część farmaceutów zamykała swoje apteki na godzinę i to tylko przez trzy dni.

Według Marka Gosa (PSL), wejścia w życie ustawy refundacyjnej nie można było przekładać w czasie. "Muszą być regulacje państwa, które w centrum uwagi stawiają pacjenta" - mówił. Ocenił jednak, że prace nad listą leków refundowanych trwały zbyt długo, została ona opublikowana za późno. Zdaniem posła, gdyby listę przedstawiono wcześniej niż pod koniec grudnia, byłoby mniej spekulacji i okazji do ataku na rząd.

Przedstawiciele opozycji uznali jednak, że nowe przepisy doprowadziły do chaosu w służbie zdrowia i utrudniły pacjentom dostęp do leków refundowanych. Posłowie podkreślali, że ceny wielu medykamentów wzrosły. Zwracali także uwagę, że rząd doprowadził do konfliktu z lekarzami i aptekarzami.

"Pacjenci po wejściu w życie ustawy refundacyjnej w swoich portfelach widzą dno, ciemność" - mówił Bolesław Piecha (PiS). Według niego, NFZ zaoszczędził dzięki ustawie 700 mln zł, gdyż z listy leków refundowanych zniknęło ponad 800 pozycji. Dodał, powołując się na badania, że współpłacenie pacjentów zwiększyło się o 300 mln zł.

Halina Szymiec-Raczyńska z Ruchu Palikota podkreślała, że nowelizacja ustawy refundacyjnej nie rozwiązała wielu problemów lekarzy i aptekarzy, a największe oszczędności dla NFZ przyniesie współpłacenie pacjentów przewlekle chorych, regularnie przyjmujących leki. Zdaniem posłanki w Polsce poziom współpłacenia przez pacjentów za leki jest najwyższy w Europie.

Marek Balt (SLD) uważa, że ustawa refundacyjna doprowadzi do upadku wielu szpitali, szkodzi i powinna nazywać się ustawą eksterminacyjną. Podkreślił, że nie przewidziano w niej różnic między szpitalną a detaliczną dystrybucją leków. "Już dziś szpitale otrzymują pisma od hurtowni, producentów, że będą płaciły za leki więcej" - powiedział. Zdaniem posła SLD efektem wejścia w życie ustawy będzie upadłość wielu szpitali. "Przepraszam, ale to wymyślić mógł tylko idiota" - powiedział Balt.

Andrzej Dera z klubu Solidarna Polska mówił, że kolejny raz polski obywatel płaci za źle przygotowane i źle wprowadzane reformy. Zdaniem Dery, ustawa refundacyjna z założenia była dobra. "Ona miała regulować kwestię pomiędzy pieniędzmi publicznymi, zbieranymi z naszych składek a producentami. Ale był warunek, że nie miało być to kosztem pacjentów. A niestety pacjenci płacą za te błędy" - mówił.

Jeszcze w czwartek późnym popołudniem rozpocznie się debata nad wnioskiem PiS o odwołanie Bartosza Arłukowicza z funkcji ministra zdrowia.