"Skład tego rządu jest dobrym zobrazowaniem tego, jak Donald Tusk uprawia politykę. Z jednej strony jest to równoważenie różnych interesów, różnych oczekiwań i różnych wyobrażeń, +dla każdego coś miłego+. Ale z drugiej strony - każdemu to, na czym mu najmniej zależy. Czyli troska o to, by nikt, kto mógłby być jakimś konkurentem czy jakimś kłopotem dla premiera nie poczuł się zbyt silny.

Z jednej strony w rządzie pojawili się politycy, także ci, którzy jeszcze przy układaniu list wyborczych byli zsyłani na dalsze miejsca, tak jak Jarosław Gowin czy Joanna Mucha, z drugiej strony zaś osoby, które były wiceministrami i nie są wcale szerzej znane opinii publicznej. Są osoby, które domagały się odważniejszych reform w ciągu minionych czterech lat, tak jak Michał Boni czy wspomniany Jarosław Gowin, i są takie osoby, które wcale z tego nie były wcześniej znane, tak jak powiedzmy minister kultury.

Są osoby z wewnętrznego awansu, osoby, które po wielu latach w Platformie osiągnęły najwyższe stanowiska, jakie mogą uzyskać, jak powiedzmy Krystyna Szumilas. Są osoby, które zostały ściągnięte z zewnątrz, całkiem świeże nabytki, tak jak minister zdrowia.

Splot tych przeróżnych motywów, czynników, pomysłów, podejść - eksperckiego, politycznego, medialnego, merytorycznego, wewnętrznego, zewnętrznego - to wszystko jest taką grą, którą Donald Tusk lubi, którą - jak widać - potrafi prowadzić.

Z jednej strony Grzegorz Schetyna nie znalazł się w rządzie, ale z drugiej strony znalazły się tam osoby, które są z nim związane, które może on rozumieć jako zabezpieczenie swojej pozycji czy docenienie tego środowiska, które wokół siebie stworzył. Ale też oczywiście nie jest tak, że to środowisko może mieć poczucie jakiegoś triumfu czy przekonania, że może teraz rozdawać karty. Widać, że o składzie rządu decyduje sam Donald Tusk i jest w stanie do tego rządu zaprosić każdego. Tak naprawdę wszystko zależy od jego koncepcji".