Premier Donald Tusk poinformował w czwartek, że posłowie PO zgłoszą Ewę Kopacz na stanowisko marszałka Sejmu. Pierwsze posiedzenie Sejmu nowej kadencji odbędzie się 8 listopada.

Kopacz należała do Unii Wolności, w roku 2001 przeszła do PO. Za rządów PiS zajmowała się służbą zdrowia w tzw. gabinecie cieni Platformy. Po wygranej PO w 2007 roku została ministrem zdrowia.

Jest bardzo bliską współpracowniczką Tuska. Jak przyznają politycy PO, o wpływy u premiera rywalizuje m.in. z Grzegorzem Schetyną. Ostro skrytykowała Schetynę za słowa o spóźnionej reakcji rządu na raport MAK: "W sytuacji, gdy my twardo walczyliśmy w Sejmie, marszałek Grzegorz Schetyna w decydującym momencie uciekł pod skrzydełka pana prezesa Kaczyńskiego" - powiedziała w styczniu br.

To właśnie z Kopacz premier spotkał się zaraz po pierwszej po wyborach oficjalnej rozmowie z prezydentem Bronisławem Komorowskim. Tusk zdecydował się rekomendować jej kandydaturę na marszałka Sejmu, mimo że na utrzymaniu tego stanowiska zależało Schetynie.

Media pisały, że antagonizmy między Kopacz a Schetyną przybrały na sile, kiedy straciła ona stanowisko szefa mazowieckiej PO (jesień 2008 r.), co miała przypisywać właśnie wpływom Schetyny. Źródła w partii nieoficjalnie tłumaczyły wtedy, że Kopacz poskarżyła się Tuskowi, że odwołano ją z zaskoczenia i wymogła cofnięcie decyzji zarządu.

Kopacz jako minister zdrowia próbowała doprowadzić do obligatoryjnego przekształcania szpitali w spółki

W październikowych wyborach otwierała listę Platformy w Radomiu, zdobyła 41,5 tys. głosów i uzyskała mandat poselski.

Jako minister zdrowia próbowała doprowadzić do obligatoryjnego przekształcania szpitali w spółki, utworzyła urząd Rzecznika Praw Pacjenta, przygotowała koszyk świadczeń gwarantowanych ze środków publicznych, wprowadziła przepisy nakładające obowiązek ustalania urzędowych cen i marż leków finansowanych przez NFZ. Jako jedna z niewielu europejskich ministrów zdrowia nie zgodziła się na zakup szczepionek przeciwko grypie A/H1N1. Towarzyszyła rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej w identyfikacji bliskich w Moskwie.

W pakiecie ustaw, które miały zreformować system ochrony zdrowia, najdalej idące zmiany dotyczyły obligatoryjnych przekształceń szpitali w spółki oraz wprowadzenia dobrowolnych dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych.

Nad tymi propozycjami przez kilka miesięcy debatował "biały szczyt", z udziałem przedstawicieli rządu, personelu medycznego, pracodawców, samorządowców i organizacji pacjentów.

Kluczowe założenia reformy Kopacz nie weszły w życie, gdyż ustawy przyjęte przez parlament zawetował ówczesny prezydent Lech Kaczyński. Udało się natomiast utworzyć urząd Rzecznika Praw Pacjenta i przygotować koszyk świadczeń gwarantowanych.

Jesienią 2010 r. Kopacz przedstawiła kolejny pakiet ustaw zdrowotnych

Opozycja zarzucała Kopacz, że dąży do prywatyzacji szpitali i ograniczenia dostępu do świadczeń zdrowotnych osobom mniej zamożnym. PiS domagało się jej dymisji. Minister odpowiadała, że chodzi jej o to, by osoby zarządzające szpitalami brały odpowiedzialność za ich kondycję finansową. Zapewniała, że nie będzie ograniczeń w dostępie do leczenia.

"Właścicielem szpitala samorząd jest nie tylko wtedy, kiedy wybiera dyrektora, ale także wtedy, gdy nie dopilnował i szpital się zadłużył - mówiła wówczas Kopacz. - Jeżeli przedsiębiorca dopuszcza do tego, że dyrektor, który go reprezentuje, doprowadza do strat firmy, to następnego dnia traci pracę. Podobnie powinno być w przypadku zarządzania szpitalami" - podkreślała.

Jesienią 2010 r. Kopacz przedstawiła kolejny pakiet ustaw zdrowotnych, tym razem przepisy nie zakładały obligatoryjnego przekształcenia szpitali w spółki, ale nakładały na samorządy, które tego nie zrobią, obowiązek pokrywania ujemnego wyniku finansowego lecznic. Ustawy weszły w życie. Wprowadziły także m.in. urzędowe ceny i marże leków refundowanych, możliwość dochodzenia odszkodowań za błędy medyczne bez wstępowania na drogę sądową, a także rozpoczęły proces informatyzacji służby zdrowia.

Kopacz towarzyszyła w kwietniu 2010 r. rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej, które pojechały do Moskwy, by identyfikować swoich bliskich w Instytucie Medycyny Sądowej. Mówiła mediom, że było to przeżycie "wyjątkowo ciężkie i traumatyczne" "Wielka próba, mimo że z medycyną sądową miałam trochę wspólnego" - przyznała.

"Wiarygodność deklaracji pani minister Kopacz została sfalsyfikowana w sposób bezsporny"

Kopacz wspominała swój pobyt w Moskwie m.in. w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej": "Starałam się im (rodzinom - PAP) przekazać, że widok, jaki zobaczą, nie będzie widokiem, jakiego się spodziewają. Że w wielu przypadkach to nie będzie cała postać". Była obecna przy zamykaniu trumien, które były później wysyłane do Polski. "Byłam przy tym. Spełniałam prośby rodzin. Przekazały pamiątki rodzinne, by włożyć je do trumny. Włożyłam" - mówiła gazecie.

"Wszyscy psychologowie przeszli po tym doświadczeniu trwającą miesiąc superwizję. Ona nie. Nie pomyślała o sobie, nie znalazła czasu. Po powrocie ze Smoleńska, a przed wyborami i okrągłym stołem w sprawie służby zdrowia, wzięła za to jeden wolny weekend. Zabrała mamę i pojechały nad morze" - pisała "Polityka".

Relacjonując w Sejmie pobyt w Moskwie, Kopacz podkreślała, że polscy genetycy uczestniczyli w pracach nad identyfikacją ciał i spędzali tam po kilkanaście godzin dziennie. "Gdy znaleziono najmniejszy szczątek na miejscu katastrofy, wtedy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad metr i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny. Każdy znaleziony skrawek został przebadany genetycznie" - dodała.

PiS zarzucił jej w "białej księdze" ws. katastrofy smoleńskiej, że rząd kłamał na temat "rzekomo starannego przeszukania miejsca katastrofy". "Wiarygodność deklaracji pani minister Kopacz została sfalsyfikowana w sposób bezsporny" - mówił Antoni Macierewicz.