Wróblewski: PAP-owska racja stanu

Tomasz Wróblewski
Tomasz WróblewskiDGP
1 marca 2011

„PAP-owska dociekliwość” pewnie na trwałe zapisze się w slangu medialnym. Ale przy okazji wypłynął jeszcze jeden ciekawy związek frazeologiczny – racja stanu. Poseł Jerzy Fedorowicz w poranku radiowym, choć nie pochwalał telefonu ministra Arabskiego do szefa PAP, to zwracał uwagę, że redaktor powinien się kierować racją stanu.

Powinien wiedzieć, jakie pytania do premiera są właściwe, a jakie nie. Panu posłowi łatwo to mówić, w końcu ma doświadczenie aktorskie, pomocne w wiernym recytowaniu treści pożądanych przez partyjnych zwierzchników. Ale nam, zwykłym redaktorom, bez wrodzonych talentów, ciężko jest czasem nadążyć za nieustannie zmieniającymi się interesami państwa.

Dopiero po doświadczeniach w Izraelu zrozumieliśmy, dlaczego prywatyzacja publicznych mediów byłaby sprzeczna z racją stanu. W końcu prywatnym mediom urzędnik państwowy nie może układać właściwych pytań. Łatwiej nam też ogarnąć koncept narodowych czempionów. Wielkich państwowych firm, których sens istnienia polega na łataniu dziur w budżecie, zapewnieniu etatów ludziom bezużytecznym w biznesie, ale ważnym dla racji stanu. Może znowu trzeba będzie odkupić jakieś dzieło sztuki na aukcji za granicą albo spółkę, na którą mają ochotę obcokrajowcy. I kto wtedy ruszy do boju jak nie strażnik racji stanu w państwowej firmie?

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.