Śledczy chcą dla bankiera aresztu i zamierzają mu postawić zarzuty. To kolejna odsłona największej afery finansowej z udziałem windykacyjnej spółki GetBacku.
W kwietniu 2018 r. GetBack przestał obsługiwać swoje obligacje. Wtedy też spółka stanęła na krawędzi bankructwa, a do akcji wkroczyli agenci CBA i prokuratorzy. W ostatnich miesiącach wokół wrocławskiego windykatora było cicho. Pod koniec sierpnia pisaliśmy, że śledczy szykują na październik pierwszy akt oskarżenia. Ma on dotyczyć utraty przez prawie 8 tys. obligatariuszy ok. 2 mld zł. W piątek RMF FM podało jednak informacje o kolejnym zwrocie akcji w tej sprawie. Prokuratura Regionalna w Warszawie chce postawić zarzuty i aresztować znanego bankiera Leszka Czarneckiego. Jak podało radio, do zatrzymania nie mogło dojść, bo biznesmen przebywa poza Polską.
Reklama
Żadnych oficjalnych komentarzy śledczych w tej sprawie nie ma, ale jak udało nam się ustalić, wniosek w tej sprawie trafił do sądu 11 sierpnia. Posiedzenie zaś zostało wyznaczone na 16 października. Zarzuty wobec Czarneckiego jego pełnomocnik nazywa absurdalnymi. W wydanym oświadczeniu przypomina, że bankier nigdy nie był członkiem zarządu czy rady nadzorczej GetBacku, a spółka emitowała obligacje przez długi czas po tym, jak ją sprzedał. Adwokat przypomina też, że sprzedaż papierów windykatora odbywała się pod kontrolą KNF (zdecydowana większość nie, bo były to emisje prywatne), w proces oferowania obligacji były zaangażowane liczne banki, w tym państwowe, a firmy audytujące GetBack wydawały bardzo pozytywne rekomendacje (to nieprawda, audytor bada sprawozdanie finansowe). Pełnomocnik uważa też, że działania śledczych to rewanż za ujawnienie korupcji w KNF. Chodzi o sprawę byłego szefa nadzoru Marka Chrzanowskiego, którego nagrał podczas spotkania Czarnecki. Rozmowa została ujawniona przez „Gazetę Wyborczą”. Jej pokłosiem była rezygnacja Chrzanowskiego, zarzuty dla niego i dwa miesiące aresztu. W jego sprawie akt oskarżenia jest już w sądzie.

Reklama
Wróćmy do GetBacku i tego, co mogą zarzucić śledczy bankierowi. Leszek Czarnecki kontrolował spółkę do marca 2016 r. Wtedy to sprzedał ją konsorcjum funduszy z Abris Capital Partners na czele. Oferowanie trefnych obligacji na masową skalę zaczęło się po tym, jak spółka nie była już częścią jego finansowego imperium. To nie znaczy jednak, że wszystkie relacje zostały zerwane. Kontrolowany przez Czarneckiego Idea Bank (był właścicielem GetBacku przed sprzedażą) wciąż ściśle współpracował z windykatorem. Oferował jego obligacje i to niemal do samego wybuchu afery. Na czym dobrze zarabiał.
KNF ustalił, że było to robione bez zezwoleń i złożył na bank zawiadomienie do prokuratury oraz wpisał go na listę ostrzeżeń publicznych. Sam bank postanowił uciec do przodu. Zanim jeszcze nadzór poczynił swoje ustalenia, też złożył zawiadomienie do prokuratury m.in. na byłego prezesa Jarosława Augustyniaka (zgodził się na podawanie pełnego nazwiska) i członka zarządu Dariusza M. Zostali przez CBA zatrzymani i razem z kilkunastoma innymi menedżerami i pracownikami banku (m.in. jego kolejnym prezesem) usłyszeli zarzuty w marcu 2019 r.
Augustyniak, co opisywaliśmy w DGP, złożył śledczym obszerne wyjaśnienia, ale nie przyznał się do zarzucanych czynów. Jeszcze przed zatrzymaniem w rozmowie z nami zwracał uwagę, że proces sprzedaży odbywał się zgodnie z wewnętrznymi procedurami i trwał długo po tym, jak opuścił on fotel prezesa banku. Formalnie zrezygnował we wrześniu 2017 r., ale – jak twierdzi – przez ostatni rok nie miał wpływu na to, co się działo w banku. Augustyniak zapewniał, że odpowiadała za to rada nadzorcza. I tutaj dochodzimy do Leszka Czarneckiego, który jest jej przewodniczącym. Z oświadczenia jego adwokata wynika, że zarzuty, jakie usłyszy, będą dotyczyły działania na szkodę banku oraz udziału w nieuczciwej sprzedaży obligacji.
Opisywaliśmy już, że KNF, która po wybuchu afery kontrolowała Idea Bank, ustaliła, że niektórzy członkowie jego rady nadzorczej i zarządu wiedzieli o skali sprzedaży obligacji i o tym, że jest prowadzona bez odpowiednich zezwoleń. Nadzór wysnuł takie wnioski po analizie korespondencji e-mail w banku.
Skoro pierwsze akty oskarżenia mają dotyczyć głównie oszustwa przy sprzedaży obligacji, to do sądu mogą trafić właśnie byli menedżerowi i pracownicy Idei, która była ich kluczowym dystrybutorem do końca marca 2018 r.
Na ławie oskarżonych ma też zasiąść Konrad K., były prezes GetBacku. Był jednym z pierwszym zatrzymanych w tej sprawie. Agenci CBA zrobili to na warszawskim lotnisku po tym, jak wrócił z Izraela.
W areszcie przebywa już od prawie 28 miesięcy. Nasze źródła donoszą, że składa obszerne wyjaśnienia, bo stara się o status tzw. małego świadka koronnego, co dałoby mu nadzwyczajne złagodzenie kary. Prokuratorzy nie zdecydowali jeszcze, czy poprą jego starania. W sumie w całej sprawie zarzuty ma już ponad 60 osób – w tym cały były zarząd GetBacku.
Usłyszy zarzuty działania na szkodę banku i nieuczciwej sprzedaży obligacji