Reklama

Do naszej redakcji dochodzą nieoficjalne sygnały o tym, co aktualnie dzieje się w obozie rządzącym. Nasi informatorzy twierdzili, że dymisję miała już złożyć wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Ostatecznie Porozumienie zdementowało te doniesienia.

W tle tych informacji pojawiły się doniesienia o możliwej dymisji premiera Mateusza Morawieckiego. - Morawiecki jest lojalny, zaakceptuje decyzję kierownictwa w sprawie wyborów - mówi nam polityk PiS. Choć jak słyszymy, otoczenie szefa rządu uważa, że forsowanie wyborów majowych to zły pomysł. - Dlatego partyjny beton PiS sufluje wymianę Morawieckiego na Mariusza Błaszczaka - twierdzi jeden z naszych rozmówców. - I kto niby miałby go zastąpić, przecież dymisja w takich okolicznościach to brak większości bez co najmniej 6 posłów Gowina. Kto miałby powołać nowego premiera - mówi nam polityk PiS. Nasze kolejne źródło twierdzi, że na chwilę obecną impas może wręcz zakończyć się próbą powołania rządu technicznego, złożonego z apolitycznych ekspertów, co wymagałoby współpracy z opozycją.

Jak wynika z naszych informacji, kryzys zaczął się wczoraj. Ważną rolę odgrywa w nim były prezes TVP, który aktualnie doradza prezesowi PiS - Jacek Kurski, który miał przekonywać, że przesunięcie wyborów zmniejsza lub nawet przekreśla szanse Andrzeja Dudy na reelekcję. Według jednego z naszych informatorów, Kurski dotarł z tym do prezesa PiS, a według innego - także do samego prezydenta. - Mówił, że już obecne sondaże pokazują, że Hołownia idzie w górę i teraz prezydent nie wygra w pierwszej turze, a jak wybory będą przesunięte, będzie jeszcze gorzej - mówi jeden z naszych rozmówców.

To wywołało gwałtowny zwrot w PiS, oręż do ręki dostali zwolennicy majowych wyborów. To stanowisko wspiera także Zbigniew Ziobro. Jednak PiS jest w tej sprawie podzielony. Część polityków tego ugrupowania, w tym premier Mateusz Morawiecki, jest za dotrzymaniem porozumienia z Jarosławem Gowinem. Obawiają się oni politycznych skutków wycofania się z obietnicy przełożenia wyborów i tego, że wybory 23 maja okażą się klapą. - Nie ma potrzeby orzeczenia SN w tej kwestii, jeśli wybory się nie odbędą marszałek Sejmu może po nieudanych zarządzić nowe wybory. To zgodne z konstytucją - mówi polityk PiS.