Szkoły zamknięte do maja, egzaminy dopiero po wakacjach i rekomendacja, by w święta zostać w domu.
Reklama
Takie mogą być dzisiejsze decyzje ogłoszone przez premiera. Na stole leżą różne scenariusze, ale z nieoficjalnych informacji DGP wynika, że nie ma planów dalej idących obostrzeń w związku z epidemią, np. zakazu opuszczania miejscowości. Temat dalszych restrykcji pojawił się podczas wtorkowego posiedzenia Rady Ministrów. – Nie spodziewałbym się wprowadzania twardego zakazu poruszania się pomiędzy miastami, mówimy raczej o rekomendacjach. Była za to mowa o przedłużeniu obecnych restrykcji – twierdzi nasz rozmówca.

Podróż raczej nie, msza na pewno nie

Jak wynika z naszych informacji, rząd ocenił, że wprowadzenie zakazu opuszczania miejscowości byłoby trudne do wyegzekwowania. Podobnie jak sprawdzanie, jak przemieszczają się ludzie. Najprościej jest namierzać ich telefony komórkowe, na razie jednak nie ma do tego skutecznych narzędzi. Zanonimizowane dane lokalizacyjne można uzyskać od operatorów. Ale jak słyszymy, dziś są z tym problemy. Odpowiednie przepisy ułatwiające to są w nowelizacji tzw. tarczy antykryzysowej, która jest jeszcze w parlamencie.
Zniesienia zakazu zgromadzeń, choćby podczas świąt wielkanocnych, chciałaby część księży i hierarchów. Dyskutowano o pomyśle, by zezwolić na udział w nabożeństwach do 50 osób, ale jak wynika z naszych informacji, na razie nie ma to zgody. – Także w rządzie pojawiały się pomysły, by jednak poluzować obostrzenia na czas świąt. Ale to skutkowałoby kolejnym przyrostem zachorowań, tym bardziej że do kościołów udałoby się wiele osób starszych, a więc z grupy największego ryzyka – tłumaczy nam urzędnik jednego z resortów. Prymas Polski abp Wojciech Polak nawoływał ostatnio do przestrzegania nakazów i zakazów dotyczących epidemii. – Jeżeli jest to robione z rozmysłem i ze świadomością, to jest naruszanie piątego przykazania Dekalogu, w którym jesteśmy przecież obowiązani dbać i strzec życia nie tylko innych, ale też własnego – mówił w Radiu Plus.

Uczniowie dalej w domach

Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że szkoły mają pozostać zamknięte aż do maja. Niewykluczone, że także później zawieszenie zajęć będzie przedłużane. Rozważane jest nawet szybsze zakończenie roku szkolnego. Co do egzaminów – jak wynikało z naszych wczorajszych rozmów – nie zapadły jeszcze twarde decyzje. (Więcej o egzaminach piszemy tu >>>>).
Jednocześnie rząd zastanawia się nad wariantem stopniowego „odmrażania” polskiej gospodarki. Sporo do myślenia daje tu przykład Austrii, która zaraz po Wielkanocy planuje poluzować najdalej idące restrykcje. Tam począwszy od maja, otwarte mają zostać małe sklepy, markety budowlane, ogrodnicze czy zakłady fryzjerskie. Pozostałe branże, takie jak hotele i gastronomia, a także szkoły – ruszyłyby od połowy przyszłego miesiąca.
Niewykluczone, że podobnie będzie u nas. – Musimy się już dziś zastanawiać, jak w warunkach zaostrzonych rygorów sanitarnych wracać do pracy, w rękawiczkach, w maseczkach, przy nabyciu nowych nawyków, by kolejne sektory polskiej gospodarki na nowo ruszyły – mówił we wtorkowym wywiadzie dla DGP Norbert Maliszewski, szef Centrum Analiz Strategicznych działającego przy premierze.
Wstępne decyzje w sprawie odmrażania mają wejść w życie po Wielkanocy. Tempo i zakres będą zależeć od sytuacji epidemiologicznej. Wczoraj przebity został poziom 5 tys. potwierdzonych przypadków COVID-19 w Polsce. Choć dane z ostatnich dni pokazują, że tempo przyrostu przypadków maleje, to zdaniem naszych rozmówców nadal nie jest to zadowalająco niski poziom. Powinien on trwale i znacznie spaść poniżej 10 proc. wzrostu przypadków dziennie. Jak na razie to się udało tylko w tym tygodniu. Obecnie liczba zachorowań jest gdzieś pośrodku, między czarnym scenariuszem, zgodnie z którym w drugiej dekadzie kwietnia mogłoby być w Polsce już prawie 100 tys. przypadków, a pożądanym, według którego do tego czasu liczba przypadków najwyżej się podwoi. Rząd spodziewa się, że w ciągu dwóch tygodni liczba przypadków może dobić do 18 tys.

A gospodarka zipie

Decyzje rządu dotyczące selektywnego znoszenia zakazów będą istotne z gospodarczego punktu widzenia. Z ankiety NBP wśród ekonomistów wynika, że średnia ich prognoz dla polskiej gospodarki w tym roku to 2-proc. recesja. Co więcej, taki scenariusz uchodzi za względnie optymistyczny. Rząd liczy, że odmrażanie gospodarki będzie minimalizować negatywne ekonomiczne skutki epidemii. Na decyzję w tej sprawie czeka wielu Polaków – zwłaszcza tych, którzy chwilowo są pozbawieni źródeł dochodów. Z sondażu United Surveys dla DGP i RMF FM (wykonanego 3–4 kwietnia na próbie 1,1 tys. osób) wynika, że w opinii 56 proc. badanych ich sytuacja finansowa w ciągu najbliższych 6 miesięcy pogorszy się (w tym ponad 19 proc. ocenia, że w sposób zdecydowany). Kolejne 38 proc. uważa, że stan ich finansów się nie zmieni, a jedynie 5,6 proc. ocenia, że się poprawi. – Te wyniki to duża motywacja dla rządu, żeby wdrażać strategię odmrażania. Ludzie boją się kryzysu i chcą szybszego powrotu do normalności. Ubocznym skutkiem może być wykorzystywanie przez PiS tych nastrojów do tłumaczenia, że skoro wracamy do normalności, wybory także mogą się odbyć – mówi Marcin Duma z United Surveys.