- Duch Targowicy jest bliski partii populistycznej, jaką jest PiS. Nie chcę nazywać ich wprost targowiczanami, bo wiąże się to ze zdradą narodową. Z drugiej strony widać, że wiele zjawisk w Polsce jest inspirowanych przez Rosję. One mają zatrzymać rozwój Polski – mówi w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Krzysztof Brejza.
Dziennik Gazeta Prawna
Pan miał być w europarlamencie.
Startowałem...
Reklama
I przegrał pan. A w nagrodę został pan szefem sztabu wyborczego PO?

Reklama
...
Panie pośle? Tak to trzeba interpretować?
Startowałem z ostatniego miejsca, w jednym z najmniejszych okręgów wyborczych.
Ostatnie miejsce, widoczne, dobre. Jarosław Wałęsa zawsze tak mówił i sobie je chwalił.
Wcale to nie jest dobre miejsce.
To po co się pan zgodził?
Wsparłem cały projekt. I uzyskałem najlepszy w historii wyborów wynik spośród kandydatów, którzy startowali z ostatniego miejsca. 85 tys. głosów. Lista była bardzo silna. Przecież był na niej Janusz Zemke, ikona lewicy.
Pan jest ostatnio ikoną. Nie – wróć – pistoletem PO.
Cieszę się, że wziąłem udział we wspaniałym projekcie, jakim jest Koalicja Europejska, że dołożyłem swoją cegiełkę.
Tak chce pan ze mną rozmawiać, wygłaszać takie okrągłe zdania?
Konkretem jest, że w każdych wyborach uzyskuję coraz lepsze wyniki. Ten ostatni był lepszy niż w wyborach parlamentarnych. Wsparłem w ten sposób listę KE.
To tak, jak Robert Biedroń wspierał swoją.
Bez przesady. Nie jak Robert Biedroń. Chciałem kandydować z drugiego, najwyżej trzeciego miejsca.
I kto się nie zgodził?
Był układ koalicyjny. A poza tym ludzie nie znają mechanizmu ordynacji wyborczej, uważają, że jak ktoś jest na ostatnim miejscu, to albo został zepchnięty za karę, albo jako ostatni weźmie mandat, więc i tak nie ma sensu na niego głosować.
To znaczy, że za mało pan jeździł, za mało pan tłumaczył.
Błędy w swojej kampanii już zidentyfikowałem. Nie udało mi się dotrzeć do wszystkich miast 10-, 15-tysięcznych. Nie zdołałem też uruchomić wszystkich samorządowców. Tych błędów nie popełnię w kolejnych wyborach.
Dzisiaj siedzi pan tu, w biurze PO na Wiejskiej, w sztabie.
Są jeszcze weekendy, poza tym mój okręg wyborczy jest teraz mniejszy, to teren dawnego województwa bydgoskiego.
Ma pan rodzinę, troje dzieci.
Najmłodsze dziecko jest teraz ze mną i z żoną.
Dwuletnie?
Właśnie jedzą obiad w „Czytelniku”. Czekają aż skończę pracę. Wyrywam się w każdej wolnej chwili i spędzamy czas razem.
No dobrze, w nagrodę został pan szefem sztabu?
Jestem przekonany, że liderzy Koalicji Obywatelskiej mają zaufanie do moich pomysłów na kampanię, mojego sposobu działania i doświadczenia.
Przecież pan nigdy wcześniej nie kierował ogólnopolską kampanią wyborczą.
W regionach, w których kierowałem lokalną kampanią, poparcie dla PO i Koalicji było rekordowe.
I jest pan bezpieczny, nie zagraża pan przywództwu Grzegorza Schetyny, tak jak np. Bartosz Arłukowicz.
Tu nie ma żadnych konfliktów, których pani i pani koledzy dziennikarze się doszukujecie. To nie jest żadna „Gra o tron” ani „Narcos” czy „House of Cards”. Może takie rozgrywki są gdzieś na Nowogrodzkiej. A wszystko to, co powiedziała pani o zagrażaniu przywództwu Grzegorza Schetyny, to totalne bzdury i złe języki.
To są złe języki z wnętrza pana partii.
Ten temat nie istnieje. A złych języków się nigdy nie zawiąże. To jest kampania o wszystko. To są wybory o wszystko.
Także o głowę przewodniczącego Schetyny.
O głowy wszystkich ludzi, którzy widzą Polskę na Zachodzie, a nie Polskę dryfującą na drugą stronę Bugu. Pod koniec XVIII w. zwyciężył duch Targowicy, tego samodzierżawia wschodniego, antyzachodni, antyliberalny. Teraz też do tego zmierza Polska i my musimy to powstrzymać.
PO jest nazywana Targowicą.
Targowica była ruchem przeciwkonstytucyjnym, przeciwko zmianom oświeceniowym, reformom ustrojowym, antyfrancuskim, antyrozwojowym. I była inspirowana ze Wschodu, z Rosji. Teraz mamy przykład Targowicy populistycznej.
Czyli PiS to Targowica według posła Brejzy.
Nie jestem zwolennikiem aż tak ostrego języka w debacie publicznej. Nie obrażam nikogo, opieram się na faktach. Ja tylko definiuję obelgę, jaką oni nas obrzucają, i mówię, że to jest po prostu kłamstwo polityczne. Duch Targowicy jest bliski partii populistycznej, jaką jest PiS. Nie chcę nazywać ich wprost targowiczanami, bo wiąże się to ze zdradą narodową. Z drugiej strony widać, że wiele zjawisk w Polsce jest inspirowanych przez Rosję. One mają zatrzymać rozwój Polski. A my uruchomiliśmy już wspaniałą maszynę, która niebawem ruszy po zwycięstwo.
Jest 100 dni do wyborów.
Kiedy rozmawiamy, 170 posłów i senatorów Koalicji Obywatelskiej odwiedza apteki w całej Polsce i sporządza listę brakujących leków. Panu ministrowi zdrowia mówimy: „Sprawdzam”.
Czyli znowu: PiS robi to źle, to źle i jeszcze to źle.
Owszem, ale nie będzie już tylko narzekania. Anty-PiS nie wystarczy. Potrzeba pozytywnego programu.
Nie będzie plakatów z wykrzywionymi twarzami polityków PiS?
Nie będzie. Samo mówienie o tym, że nie ma leków albo że firmy schodzą z placów budowy, nie wystarczy. Potrzeba treści informujących, jak temu zaradzić. Ludzie muszą wiedzieć, jak można problem rozwiązać – w sprawie braków leków naszym programem jest odtworzenie systemu monitorowania, magazynowania zapasów, wzmocnienie krajowego przemysłu farmaceutycznego i powołanie zespołu specjalnego w CBŚP do walki z mafią lekową. Trzeba przypominać, ile dróg zbudowano za naszych rządów albo jakie wyniki mieli gimnazjaliści w testach ogólnoświatowych. Precyzyjny program przedstawimy za niecałe dwa tygodnie.
To pan zarządził koniec narzekania na PiS?
Po wyborach do Parlamentu Europejskiego dokonaliśmy audytu błędów i potknięć, wiemy wszyscy, że w poprzedniej kampanii zabrakło słuchu społecznego.
Po wyborach w 2015 r. pana koledzy mówili to samo, że zabrakło słuchu społecznego, że zabrakło rozmów z ludźmi.
Teraz słuch trzeba wyostrzyć.
Panie pośle, to było cztery lata temu.
Być może słuch był niedostatecznie wyostrzony i teraz mamy kilkutygodniowy kurs intensywnego ostrzenia. Przez lata odbyliśmy naprawdę tysiące spotkań, ale widocznie to nie wystarczyło na kampanię europejską.
Widocznie?
OK, nie wystarczyło.
Pamięta pan poprzednie wybory europejskie?
Te w 2014 r.?
Tak.
Nie startowałem.
Wtedy partie koalicyjne zdobyły o milion dwieście głosów więcej, startując oddzielnie. Może więc koalicja to gra niewarta świeczki?
To nie formuła koalicji była przyczyną porażki. Jesteśmy ugrupowaniem obywatelskim, nie partyjniackim, jesteśmy otwarci na współpracę.
Rozumiem, że w 2014, 2015 r. byliście partyjniackim, bo startowaliście sami, a nie w koalicji.
Obywatelskość to jest też poczucie walki o wspólnotę, o jedność, budowanie mostów, a nie ich palenie. Jest z nami Nowoczesna, jest z nami Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej. Są setki komitetów lokalnych, prezydentów, burmistrzów, osób niezależnych, wspaniałych, zaangażowanych samorządowców. I musimy ten cały potencjał spiąć w jeden projekt i wygrać wybory.
I pan wtedy zostanie ministrem sprawiedliwości?
Na razie przyszłość kończy się dla mnie 14 bądź 21 października, w zależności od tego, kiedy będą wybory. Wtedy będę planował, co dalej. Proszę pamiętać, że jeszcze niedawno Platforma miała być zakopana, pogrzebana, miała się samorozwiązać, popełnić hara-kiri. Pamiętam, jak w 2016 r. rozmawiałem z jednym z liderów lewicy, który klepał mnie po ramieniu i mówił: dajcie już sobie spokój z polityką, ludzie, macie 12 proc., weźcie się samorozwiążcie, dołączcie do nas. Wolność, Równość, Demokracja – wtedy powstawał taki projekt polityczny, z którego oczywiście nic nie wyszło. Nie dość, że się nie rozwiązaliśmy, to jeszcze przetrwaliśmy czas miażdżenia, rozjeżdżania, rozszarpywania. Gdybyśmy się rozwiązali, to mielibyśmy scenariusz węgierski, a potem białoruski. Bez PO opozycja byłaby kompletnie rozbita, na sześć, siedem, osiem ugrupowań. Dzięki PO jest koalicja, równoważny byt wobec władzy.
W której nie ma SLD, nie ma Razem i przede wszystkim nie ma PSL.
Nie chcę krytykować moich partnerów z PSL.
Niech pan krytykuje.
Nie. Wszystko teraz w rękach i w głowie kolegi Kosiniaka-Kamysza i jego doradców. Wierzę w pakt o nieagresji w opozycji. Nie chciałbym atakować moich przyszłych koalicjantów. Bo wiem, jak potrzebujemy koalicji, która powstrzyma ten dziejowy zwrot.
W PSL już wiedzą, że chłop nie pójdzie głosować na lewicowe postulaty dotyczące aborcji, związków homoseksualnych.
W Polsce nie ma lewicy i prawicy. Są siły umiaru i siły populizmu. Nie ma już XVIII-wiecznego podziału na lewicę i prawicę.
Chyba tylko dla posła Brejzy.
Nie, dla wszystkich.
Dlatego blok lewicowy nazywa się Lewica Razem?
Musimy zdać sobie sprawę, że mamy siły populistyczno-nacjonalistyczne, które w wielu państwach Europy odgrywają główną rolę i siły, które się temu przeciwstawiają.
I u pana, na wsi pod Inowrocławiem, tak ludzie myślą?
Wielu dostrzega zagrożenie narastającej fali nacjonalizmu i szuka stabilności właśnie w Platformie Obywatelskiej. Dla nich PO jest gwarancją elementarnego bezpieczeństwa. Jako PO mamy to, co najlepsze z konserwatyzmu – czyli praworządność, to, co najlepsze z chadecji – czyli wspólnotowość i wspieranie decentralizacji, oraz to, co najlepsze z socjaldemokracji – czyli wrażliwość społeczną.
A co najgorszego z tych różnych obszarów politycznych?
Nie mamy w sobie diabła. Nie dostrzegam kłamstwa, pychy, zawiści, pazerności i obelg. To my z mównicy sejmowej od jednego lidera partii politycznej usłyszeliśmy, że kogoś zamordowaliśmy albo że jesteśmy kanaliami.
A oni usłyszeli od Grzegorza Schetyny, że są PiS-owską szarańczą.
Szarańcza i oskarżenie o mord to jednak różnica. Na komisji ds. Amber Gold usłyszałem od Małgorzaty Wassermann, że jestem najbardziej niegodziwym człowiekiem, jakiego ona w życiu spotkała. Po czym po krótkim czasie podchodzi do mnie i jak gdyby nigdy nic mówi: „Cześć, Krzysiek, co u ciebie?”. Myślę, że coś tu jest nie tak. Komisja Amber Gold okazała się jedną wielką szopką polityczną, a prokuratorzy, którzy odpowiadają za zaniedbania w tej sprawie, zostali awansowani przez PiS.
Jacek Protasiewicz, Michał Kamiński, Stefan Niesiołowski, Jacek Wojciechowicz... Liczy pan na palcach?
Liczę, bo to jednostki.
Te jednostki mówiły, że Grzegorz Schetyna zamiast budować silną opozycję wobec PiS, zajmuje się wykańczaniem przeciwników zewnętrznych i oponentów wewnątrz. Kiedy Jacek Kozłowski, były wojewoda mazowiecki, zwrócił uwagę, że wewnętrzne wybory w PO mogą być fałszowane, został wyrzucony z partii. A pan mówi, że jest wspaniale, zgodnie.
Jeśli tak pani chce rozmawiać, to musimy wracać do przeszłości i robić wiwisekcję każdego przypadku, żeby sprawdzić, czy doszło do fałszowania wyborów, czy to prawda, że Grzegorz Schetyna zajmował się wykańczaniem przeciwników. Bardzo łatwo jest powielać takie oskarżenia.
Jacek Kozłowski został usunięty z PO.
Skoro rzucał kłamstwami, mówił nieprawdę i działał antywspólnotowo, to było to chyba jedyne wyjście. Partia rządzi się swoimi regułami. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że kiedy ktoś nas oskarża o najgorsze rzeczy, my będziemy udawać, że wszystko jest ok. Partia PO liczy tysiące ludzi i oczywiście trzeba też umiejętnie zarządzać ich ambicjami. Nie znam przypadku Jacka Kozłowskiego, wiem tylko, że decyzje podjął sąd koleżeński. Z tego, co mi wiadomo, nie doszło do żadnego fałszerstwa. I przykro, że niektórzy członkowie PO posługiwali się tego typu oskarżeniami.
Senatora Jana Rulewskiego pan zna, i to dość dobrze.
Oj, to dla mnie ciężki temat.
Odciął się od PO, nie będzie startował z waszych list. Na to miejsce miał wejść pana ojciec, Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia.
Nie wejdzie, odmówił. Nie po to po raz kolejny wygrał wybory samorządowe, prezydenckie, żeby teraz zostawiać miasto, ludzi, którzy mu zaufali. Jest dla mnie autorytetem politycznym. Ojciec w latach 80. działał w NZS, walczył w Solidarności, a pół roku temu odniósł rekordowe zwycięstwo, zdobył prawie 60 proc. w pierwszej turze. Jest osobą bezpartyjną, niezależną. I proszę mi wierzyć, że nawet z nim w tej sprawie nie rozmawiałem. Znają się z Jankiem Rulewskim od lat.
Senator Rulewski nie wytrzymał w PO.
To jest polityka. W polityce trzeba wytrzymywać. Pamiętam, jak jeszcze za czasów starej Platformy przyjechali do Warszawy ludzie z mojego miasta w sprawie budowy obwodnicy Inowrocławia obiecywanej przez nas w kolejnych kampaniach. Poproszono mnie o odbiór petycji. Akurat mieliśmy przerwę w pracach słynnej komisji naciskowej Andrzeja Czumy. Odebrałem petycję, uścisnąłem rękę ludziom, ktoś zrobił mi zdjęcie i wróciłem na komisję. Po kilku miesiącach na zarządzie krajowym PO część z kolegów wykorzystała tamto zdjęcie do budowania tezy, że poszedłem demonstrować i atakować Donalda Tuska. Zostałem wtedy karnie przesunięty na siódme miejsce listy wyborczej. A byli tacy, którzy chcieli mnie wyrzucić z polityki, skasować. Mówię to po to, żeby pani zrozumiała, jak łatwo rzucać fałszywe oskarżenia.
Wielu pana kolegów z PO chciałoby być na pana miejscu.
Oj, gdyby pani wyłączyła na chwilę dyktafon.
Proszę bardzo.
(Poseł Brejza zaczyna mówić o wyborach, o tym, że mają 100 dni przed sobą i walczą o przyszłość swoich dzieci).
Wobec tego włączam.
To jest 100 najważniejszych dni, pewnie nie tylko w moim życiu politycznym, ale i prywatnym. Myślę, że każde pokolenie ma swój moment. Nic przecież nie jest dane raz na zawsze. Przecież jesteśmy na ostrym łuku. Walczymy o to, żebyśmy żyli w niezideologizowanym kraju, w Polsce, w której będzie się budować więzi, a nie przecinać je skalpelem, jak to ma miejsce teraz. W której będzie się gasić nienawiść, a nie rozpalać ją miotaczami ognia. Żyjemy w państwie, które przeżywa kryzys, które zżera potężna choroba, ale idziemy po to, żeby to państwo uzdrowić. Polityka jest sztuką determinacji.
Ale nie jest sama dla siebie.
Polityka jest metodą rozwiązywania konkretnych problemów. Jestem jeszcze dość młody, ale pamiętam, jak próbowałem przeprowadzać projekt rozszczelnienia scentralizowanego systemu WORD-ów, żeby ludzie w takich miastach jak Inowrocław czy Puławy mogli zdawać egzamin na prawo jazdy. Trwało to trzy albo cztery lata, bo był duży opór środowisk dyrektorów WORD-ów i brakowało odpowiedniego wsparcia politycznego. Ale udało się pomóc kilku milionom Polaków.
Jaki to ma związek z Janem Rulewskim? Porównuje się pan do niego?
Nie, nie porównuję się do Janka, którego znam i bardzo cenię za walkę opozycyjną. Jestem zaskoczony jego decyzją, nie wiem, z czego ona wynika.
Zacytuję panu, co mówił już przed dwoma laty: „Ludzie oczekują od PO krytyki i kontroli władzy, ale i alternatywy. A tej alternatywny nie ma, a jeśli jest, to zostaje zablokowana. Za czasów Tuska zaproponowałem elastyczny system emerytalny. Nie spotkał się z aprobatą. A PiS to właśnie wprowadza. Zaproponowałem rozwiązanie dotyczące refundacji leków dla osób starszych – porzucono projekt. Wprowadza go PiS i znacznie rozbudowuje. Mówiłem też o śmieciówkach, o ludziach, których godność naruszono. Krzyczałem: «Sprawdźmy wpływy z VAT-u». Nikt nie słuchał. I kiedy oni stanęli przed urnami, to nie wybrali Platformy”.
Jan Rulewski wybrał swoją drogę polityczną.
Tylko tak pan to skomentuje?
Jest mi przykro, że nie będzie z nami Janka w polityce. Nie pozwolę nikomu go krytykować. Życzę mu jak najlepiej.
Pan stoi na stanowisku, że w PO jest krystalicznie...
A co faktycznie oni nam zarzucają po ośmiu latach rządów?
Kto?
PiS. Siepacze z PiS. Ci, którzy mieli znaleźć w wyniku „audytu” we wszystkich resortach straszliwe nieprawidłowości, tysiące spraw dotyczących rzekomych nadużyć PO. „Audyt” okazał się klapą.
To dlaczego PiS ma ponad 40-proc. poparcie, a PO 26-proc.?
Sondaże są fotografią chwili i ten kadr bardzo szybko się zmienia, dużo się w nim dzieje.
Ta chwila trwa cztery lata. I tych chwil już parę było, zawsze podobne. Sam pan wymyślił tę poezję?
Proszę pozwolić działać nam zgodnie z kalendarzem wyborczym. Przegraliśmy wybory w 2015 r., ale wygraliśmy samorządowe w 2018 r. Przegraliśmy europejskie 2019 r., bo często spaliśmy, niektórym z nas nie chciało się pracować, niedostatecznie wyszliśmy do ludzi z naszą ofertą, nie pokazaliśmy pełnej woli walki. Nawet teraz, przy tych ostatnich wyborach, część kandydatów do UE nie pracowała. Ale ten problem jest już za nami.
Pan mówi tak, jakby fotografia chwili dla PO wynosiła 45 proc.
Teraz nasi ludzie idą w teren, będą chodzić od drzwi do drzwi, od płotu do płotu, rozmawiać o różnych problemach, m.in. ochrony zdrowia.
„Przez osiem ostatnich lat...”
„Przez osiem ostatnich lat...”, za naszych rządów, kolejki do lekarzy się nie wydłużały. A za rządów PiS wydłużyły się dwukrotnie. Statystyki, dane nie kłamią. Liczba opóźnionych pociągów rośnie, liczba wakatów w policji też, ceny w sklepach również.
Miał pan nie narzekać.
Żeby rozwiązać problem, trzeba go najpierw zdiagnozować. KE będzie obecna wszędzie, będzie rozmawiać ze wszystkimi. Od Wilanowa po małe sołectwo pod Kościerzyną. Wszędzie.
Kiedy? Rozmawiamy 23 lipca.
Dzisiaj byliśmy na konferencjach w wielu miastach.
Pytam o to chodzenie od drzwi do drzwi, od płotu do płotu.
Już jeździmy w ramach akcji POrozmawiajmy, co weekend spotykamy się z mieszkańcami, tych rozmów jest coraz więcej.
Dostaje pan raporty w Excelu?
Dostaję. To działa. Coraz sprawniej. Chciałbym, żebyśmy 95-proc. sprawność osiągnęli w połowie sierpnia. W ostatnich dwóch tygodniach odezwały się do nas tysiące ludzi, napisali e-maile, że chcą się włączyć do działania.
Tak po prostu sami napisali czy coś im obiecaliście?
Czy ja mogę zrobić techniczną przerwę?
Zrywa pan wywiad?
Nie, mam kryzys kofeinowy. Zrobię sobie kawę i wracam. Tam też czeka pan, z którym mam się spotkać w ramach interwencji poselskiej. Takie spotkania są mi potrzebne, żeby się za bardzo nie oderwać od ziemi. Widzę, jak ludzie potrzebują się angażować, jak chcą przy swoich posesjach wywieszać plakaty wyborcze.
Ile za to dostają?
Nic, to nieodpłatna umowa użyczenia. Nie mamy spółek Skarbu Państwa, które w ostatnich miesiącach przeznaczają miliony na dziwne akcje promocyjne, nie mamy partyjnych, rządowych mediów uprawiających patopolitykę i patopropagandę. Doszło już do tego, że w siedzibie PiS, na Nowogrodzkiej, jest przygotowywany plik z prezentacją przeznaczoną do emisji w TVP. Poza tym statystyki zaproszeń do TVP polityków za rządów PO i za rządów PiS mówią same za siebie. Za rządów Platformy politycy PiS byli w takim samym stopniu reprezentowani jak ci z innych partii.
Teraz PO bojkotuje TVP, ale słyszę, że ma się to zmienić.
To są decyzje zarządu krajowego PO.
Przecież media są wam potrzebne do robienia kampanii, więc pan powinien decydować.
Uważam, że ze wszystkimi warto rozmawiać.
I warto chodzić do telewizji publicznej?
Mam głęboki dysonans po sprawie Pawła Adamowicza. Byłem świadkiem, jak pracownik TVP, tzw. dziennikarz, biegł za Adamowiczem, wciskając mu mikrofon pod gardło i pytał, kim jest Paweł Adamowicz z listy klientów Amber Gold. Sprawdziłem tę listę i nie ma niej Pawła Adamowicza, tylko inna osoba o tym nazwisku, zamieszkała ponad 400 km od Gdańska. A szczujnia, te tzw. media publiczne, wykorzystały zbieżność nazwisk do tego, żeby osaczać, niszczyć prezydenta Adamowicza.
Ale teraz pan i pana koledzy z partii jesteście już gotowi, żeby brać udział w programach Michała Rachonia, Michała Adamczyka, Danuty Holeckiej.
Mówiłem już, że to będzie decyzja władz krajowych PO.
Ale jaka jest pana rekomendacja jako szefa sztabu?
Proszę poczekać na decyzję.
Czyli jaki będzie przekaz dnia, tak poseł Brejza powie.
Będzie to decyzja władz PO.
Już nie musi pan tego w kółko powtarzać.
Muszę w tej sytuacji.
Bo się pan boi przewodniczącego Schetyny?
Nie, ja się nikogo nie boję. Boję się tylko ostatecznego rozrachunku.
Mówi pan teraz o tym rozrachunku przed Bogiem, tym w październiku czy o jakimś innym?
Jedyna rzecz, która mnie frapuje, to czy kiedyś na starość będę mógł spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć, że zawsze zachowałem się fair wobec siebie i innych ludzi.
Teraz wybory wygrywa się w internecie.
Na razie mam tu listę, taki top 10, a w zasadzie top 20 posłów PO, którzy nie są aktywni w mediach społecznościowych. Zachęcam ich, żeby byli.
A co z mikrotargetowaniem, kupowaniem informacji o upodobaniach ludzi, podbijaniu wiadomości, opinii?
Przywiązujemy dużą wagę do kampanii internetowej.
Będziecie wynajmować firmę, specjalistów, którzy zajmą się kampanią w internecie czy nie?
Nie wierzę w żadne farmy trolli.
Nie wierzy pan, że są, czy w to, że dają efekt?
Nie wierzę, że to daje efekt długoterminowy. Lubię skuteczność w polityce, natomiast nie przekraczam granicy bezwzględności.
A gdzie jest ta granica?
Jeśli się zadaje krzywdę drugiemu człowiekowi, jeśli narusza się jego godność.
De facto to teraz pan, jako szef sztabu, rządzi w partii.
To Grzegorz Schetyna jest liderem Koalicji Obywatelskiej.
Słucha się pana?
W sprawach kampanijnych, sztabowych w pełni mi zaufał. Nie lubię rozmawiać o kuchni, wolę mówić o efekcie końcowym, czy Polacy zaufają naszej ofercie programowej. Zrobię wszystko, żeby tak się stało. Ostatnie kilkanaście dni to wielka praca, mało i słabo sypiam, bo zdaję sobie sprawę, że każda minuta jest na wagę złota. Dzisiaj 4,5 godziny.
Mało.
Wystarczająco. Damy radę.
Damy radę – to nie było hasło PiS w poprzednich wyborach?
Było. Ale przecież takie hasła należy przejmować, szczególnie gdy oni nie dają rady. Podobnie „Polskę w ruinie” – taki był ich program, dziś warto to hasło wykorzystać do opisu rzeczywistości.
I to, że państwo działa teoretycznie.
A tak nie jest?
To było o waszym państwie, ustami waszego ministra Sienkiewicza.
A teraz NBP, 30-minutowy pokaz kulinarny za 18 tys. zł. To jest dopiero okradanie państwa i obywateli.
Pan tak zakrywa ręką twarz, oczy, tak pan opiera głowę na ręku.
Tak robię? Przecież siedzę uśmiechnięty, wyprostowany.
Nie. Mowa ciała mówi wszystko.
Wie pani, sprawdzam co chwilę, co się dzieje w terenie. Obmyślam, jak jeszcze bardziej zmotywować kolegów do działania.
Kim jesteś? Jesteś zwycięzcą. Upadasz, podnosisz się, walczysz – to ta metoda motywacji?
Nie, nie korzystam z poradników. Wolę szczerą rozmowę i wzajemne motywowanie się.