Spółka NanoCarbon, która miała uczynić z nas potentatów w produkcji grafenu, okazała się inwestycyjną dziurą bez dna. Wpompowano w nią kilkadziesiąt milionów złotych, a efektów jak nie było, tak nie ma. Dziś spółce grozi upadłość.
Taki obraz nieuchronnej finansowej klęski i fiaska naszych nadziei na podbicie światowych rynków nowoczesnych technologii wyłania się z najnowszych ustaleń Najwyższej Izby Kontroli. Podsumowuje ona ostatnie lata zarządzania spółką, której kluczowym zadaniem było upowszechnić sprzedaż grafenu na przemysłową skalę. Scenariusz ten, póki co, zupełnie się nie ziścił. A biorąc pod uwagę jak fatalnie zarządzana była spółka, niewykluczone, że na przełomowe odkrycia przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.
Podsumowanie Najwyższej Izby Kontroli jest druzgoczące. NIK ocenia, że liczne nieprawidłowości są już nieusuwalne i prowadzą do upadku spółki. Mimo milionowych inwestycji, oczekiwany podbój zagranicznych rynków zakończył się na sprzedaży pojedynczych, niewielkich ilości grafenu produkowanego w warunkach laboratoryjnych. Spółka zainkasowała na tym ok. 140 tys. zł, co jest kroplą w morzu funduszy, które zasiliły jej budżet i miały posłużyć na opracowanie oraz zakup technologii.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.