Moskwa nie zamierza wycofywać się z Syrii ani nie wyda Ukrainie Ołeha Sencowa, za to liczy na zniesienie zachodnich sankcji.
Z propagandowej ustawki, za jaką wielu komentatorów uznaje doroczną „Bezpośrednią linię”, kilkugodzinną rozmowę starannie wyselekcjonowanych Rosjan z prezydentem Władimirem Putinem, można wysnuć kilka wniosków na jego drugą z rzędu, a czwartą ogółem kadencję. „Priamaja linija”, transmitowana na żywo przez cztery telewizje i trzy stacje radiowe, trwała 4,5 godziny.
Dominowała tematyka krajowa, ale pojawiło się też kilka kwestii międzynarodowych. Moderator Andriej Kondraszow nawiązał do problemów w relacjach amerykańsko-unijnych i zasugerował, że to dobra okazja do doprowadzenia do rozłamu w zachodniej polityce sankcyjnej. – Oni już mówią o tym publicznie. Jeden z ministrów francuskiego rządu niedawno stwierdził, że nie wolno dopuścić, by USA przekształciły się w gospodarczego żandarma – przekonywał Putin.

Reklama
– Wprowadzenie ceł na stal nie tylko dla Europy, ale i Kanady, i Meksyku, to w sumie forma sankcji. Stany Zjednoczone rozprzestrzeniają jurysdykcję swojego prawa poza ich granice, a to niedopuszczalne. I to się właśnie dzieje w stosunku do naszych europejskich partnerów – dodawał. Prezydent z jednej strony przy każdej okazji przekonuje, że Rosja sankcji nie odczuwa. Z drugiej jednak nie traci okazji, sił i środków, by lobbować za ich jak najszybszym zniesieniem.
Kondraszow zapytał o los oligarchy Romana Abramowicza, m.in. właściciela klubu Chelsea Londyn, którego władze brytyjskie niedawno nie wpuściły do kraju. – Uprzedzałem, że taki rozwój wydarzeń jest możliwy. Rekomendowałem swego czasu naszemu biznesowi, by trzymał kapitał w ojczyźnie, w Rosji, gdzie został wypracowany. Wykorzystywał go do rozwoju rosyjskiej gospodarki, żeby zagwarantować jego bezpieczeństwo. Zwłaszcza że już dwukrotnie przeprowadziliśmy amnestię kapitałów – odparł Putin.

Reklama
Ze słów gospodarza Kremla wynika, że trudno się spodziewać złagodzenia linii polityki zagranicznej. W ubiegłym roku Moskwa ogłaszała pełen sukces i zakończenie misji wojskowej w Syrii. Tym razem Putin nie ukrywał, że nie zamierza się wycofywać z Bliskiego Wschodu. Trudno, aby było inaczej, skoro wraz z powrotem do bazy morskiej w Tartusie rosyjska flota odzyskała wolny dostęp do Morza Śródziemnego. – Nasi wojskowi będą się tam znajdować dopóty, dopóki będzie to korzystne dla Rosji. Na razie nie planujemy wycofania oddziałów – mówił prezydent, odpowiadając na pytanie „pracującego emeryta z Karaczajo-Czerkiesji”.

Trudno się też spodziewać zmiany polityki wobec Ukrainy. Putin wykluczył możliwość wymiany odsiadującego 20-letni wyrok ukraińskiego reżysera Ołeha Sencowa na Kiriłła Wyszynskiego, zatrzymanego niedawno na Ukrainie kierownika kijowskiego biura agencji RIA Nowosti. Ostrzegł, że jeśli mniejszy sąsiad wykorzysta piłkarskie mistrzostwa świata do wyprowadzenia ofensywy w Zagłębiu Donieckim, „będzie to miało bardzo ciężkie konsekwencje dla ukraińskiej państwowości jako takiej”. A na uwagę, dlaczego uznaje prezydenta Petra Poroszenkę, skoro „Zachód nie uznaje Asada”, odparł: „Ciekawe pytanie”.

Jednak funkcja „Bezpośredniej linii” nie polega zazwyczaj na wydawaniu komunikatów dla świata. – Chodzi w niej o to, by informować widzów, że prezydent ma wszystko pod kontrolą, linia polityczna będzie kontynuowana, a jej konkretne słabe punkty – eliminowane. Przesłanie jest proste: władza jest zadowolona, także z samej siebie – mówi politolog Jekatierina Szulman z Moskiewskiego Centrum Carnegie, która siedem lat przepracowała w departamencie analiz rosyjskiego parlamentu.

I tak też było tym razem. Gdy „przypadkowi mieszkańcy” z konkretnych regionów zadawali pytania Putinowi, ekran dzielił się na trzy części – po lewej stronie siedział prezydent, w środku – pytający, za to po prawej stronie – notujący uważnie gubernator danego obwodu czy republiki. Najbardziej dobitnie wyglądało połączenie z miejscowością Staraja Surtajka w Kraju Ałtajskim. Mieszkańcy skarżyli się Putinowi, że władze lokalne chcą zamknąć jedyną szkołę. – Pomóżcie, Władimirze Władimirowiczu! – apelowali.

– Kiedy szkoła jest zamykana, wieś umiera. A my musimy zagwarantować, by ludzie nie opuszczali zwłaszcza takich regionów, jak Syberia czy Daleki Wschód, żeby wieś była żywa, miała perspektywy rozwoju. Chciałbym, żeby gubernator pomógł zachować tę szkołę. Dajmy mu głos, posłuchajmy go – zaproponował szef państwa. – Szanowny Władimirze Władimirowiczu, szanowni mieszkańcy wsi Staraja Surtajka. Zamknięcia szkoły nie ma w planach. Przed szkołą jest przyszłość i przed wsią też – zapewnił rządzący Krajem Ałtajskim Wiktor Tomienko.
– W programie chodzi o demonstrację ręcznego sterowania procesem. Wychodzi z tego ładny obrazek dla telewizji. Putin natychmiast udziela wskazówek ministrom i gubernatorom – komentuje w rozmowie z DGP ekspert Centrum Technologii Politycznych Roman Łarionow. – Choć przy okazji dewaluuje to ich instytucjonalną rolę w państwie. A to im nie pomaga ze względu na poziom odpowiedzialności politycznej, zwłaszcza ze względu na rosnące napięcia społeczne – dodaje.


Te ostatnie Putin próbował łagodzić, zapewniając, że kraj rozwija się zgodnie z planem, wzrosną środki przeznaczane na remonty dróg, edukację i zdrowie. W charakterze historii sukcesu wystąpił oddany niedawno do użytku most na Krym. – Chciałbym podziękować panu za to, że spełnił pan nasze dawne marzenia i zbudował nam przed czasem, akurat na start sezonu letniego, ten wspaniały most – mówił przedsiębiorca z krymskiego Kerczu.
A jednak uważni słuchacze mogli zwrócić uwagę, że nie wszystko jest w porządku. Aleksiej Gonczarow z Kurska zapytał z niepokojem, czy rząd nie zamierza podwyższyć wieku emerytalnego, skoro „już po 50. w naszym kraju nie biorą do pracy”. Prezydent odparł, że najważniejsze zadanie dla rządu to „znaczne podwyższenie dobrobytu i dochodów emerytów”. Pośrednio więc dał do zrozumienia, że w przeżywającej problemy gospodarce bez podwyższenia wieku emerytalnego się nie obejdzie. Plany mówią o podwyższeniu wieku z 55/60 lat do 65 lat dla obu płci.
Przesłanie jest proste: władza jest zadowolona, także z samej siebie.
Brexit z Kremlem w tle
Brytyjskie gazety „The Sunday Times” oraz „The Observer” podały w weekend, że Arron Banks - najhojniejszy sponsor kampanii na rzecz wyjścia Wielkiej Brytanii z UE oraz przyjaciel Nigela Farage’a - miał znacznie głębsze kontakty z Rosjanami, niż wcześniej sam przyznawał. W książce „The Bad Boys of Brexit” Banks napisał, że w życiu spotkał się jeden raz z ambasadorem Rosji w UK Aleksandrem Jakowenką. Tymczasem z materiałów, do jakich dotarły gazety, wynika, że takie spotkania były trzy. Mało tego, biznesmena ambasadorowi przedstawił niejaki Aleksandr Udod - prawdopodobnie oficer wywiadu, wydalony z Anglii przy okazji skandalu z próbą otrucia Siergieja i Julii Skripalów. Co więcej, Udod i Jakowenko mamili Banksa wizją uczestnictwa w lukratywnej transakcji, która miała doprowadzić do konsolidacji sześciu kopalń złota w Rosji (Banks ma udziały w kopalniach diamentów w RPA; jego żona jest Rosjanką). Kontakty zaczęły się w drugiej połowie 2015 r. i trwały przez cały okres przygotowawczy do referendum brexitowego (czerwiec 2016 r.), a także po nim. Banks wspomógł kampanię Farage’a „Leave.EU” (oficjalną kampanią anty-UE była „Vote Leave”) usługami wartymi 12 mln funtów, co uczyniło z niego najhojniejszego sponsora politycznego w historii UK. Banks z Farage’em odwiedzili też w listopadzie 2016 r. prezydenta elekta Donalda Trumpa, po czym biznesmen przekazał ambasadorowi numery telefonów do bliskich współpracowników instalujących nową administrację po wyborze prezydenta USA.