Dwa miesiące po wyborach w Rzymie wciąż nie ma nowego rządu. Wiele wskazuje na to, że obywateli Italii czeka ponowna wizyta przy urnach. Tyle że najprawdopodobniej niczego to nie zmieni.
Reklama



Sugerowali to sami polityczni liderzy po wczorajszym spotkaniu z prezydentem Sergio Mattarellą. Miało ono zakończyć trwający od marcowych wyborów parlamentarnych pat, ale tak się nie stało. W plebiscycie żadnej z głównych sił politycznych – centrolewicy, centroprawicy i Ruchowi 5 Gwiazd – nie udało się zdobyć liczby głosów wystarczającej do samodzielnego rządzenia. A ponieważ szefowie ugrupowań nie byli w stanie porozumieć się w sprawie koalicji sami ze sobą, to rolę mediatora wzięła na siebie głowa państwa.

Wczorajsza runda była trzecią z kolei i przez wielu widziana jest jako spotkanie ostatniej szansy. Niepowodzenia wcześniejszych konsultacji sprawiły, że Mattarella zaczął nawet na poważnie rozważać wariant powołania rządu technicznego, który cieszyłby się szerokim poparciem politycznym. Pomysł ten jest nieobcy kulturze politycznej nad Tybrem: od końca 2011 r. do początku 2013 r. krajem kierował taki właśnie gabinet dowodzony przez Mario Montiego.

Propozycję prezydenta odrzucili jednak wszyscy politycy poza centrolewicą. Luigi Di Maio z antysystemowego Ruchu 5 Gwiazd oraz Matteo Salvini ze skrajnie prawicowej Ligi oznajmili, że w zaistniałej sytuacji nie widzą innego rozwiązania jak przyspieszone wybory – i to najlepiej już 8 lipca. – Wraz z dzisiejszym dniem wracamy do kampanii wyborczej – oznajmił po wizycie w Kwirynale, czyli siedzibie prezydenta, Di Maio.

Największą przeszkodą na drodze do nowych wyborów jest to, że... najprawdopodobniej i one nie rozwiążą politycznego pata. Powód: notowania najważniejszych ugrupowań nie zmieniły się znacząco. Di Maio gorąco namawiał wczoraj Włochów do tego, aby licznie stawili się przy urnach i zapewnili Ruchowi niezbędne do samodzielnego rządzenia 40 proc. głosów.

Jeśli jednak nic się zmieni, Włochy czeka powtórka z rozrywki. Luigi Di Maio z Ruchu 5 Gwiazd prawdopodobnie znów będzie wysyłał sygnały, że jest gotów do stworzenia rządu ze skrajnie prawicową Ligą i pewnie znów postawi jeden warunek: żadnego Silvio Berlusconiego. To z kolei znów będzie nie do przyjęcia dla Matteo Salviniego, który w marcowych wyborach startował w ramach centroprawicowego bloku z ugrupowaniem byłego premiera oraz dwoma mniejszymi partiami.

Dotychczas Salvini, nie chcąc zdradzić swojego politycznego sojusznika, naciskał na prezydenta, aby misję utworzenia nowego rządu oddał centroprawicy pod jego przewodem. Jeśli kierowana przez niego Liga w ponownych wyborach wzmocni się kosztem Forza Italia Berlusconiego, Salvini może rozważyć propozycję Di Maio. Tym bardziej, że lider Ruchu 5 Gwiazd rzutem na taśmę zaproponował jeszcze Salviniemu wariant kompromisowy: ja rezygnuję z ubiegania się o fotel premiera i razem wskazujemy wspólnego kandydata na szefa rządu. Na głównodowodzącym Ligi ta propozycja nie zrobiła jednak wrażenia.

Wczoraj wieczorem prezydent wyraził jednak nadzieję, że w Rzymie mimo wszystko uda sie powołać rząd tymczasowy. Mattarella chciałby, aby przyjął on budżet na przyszły rok, po czym – jeśli wciąż nie udałoby się utworzyć docelowej koalicji – przyspieszone wybory odbyłyby się późną jesienią lub nawet w grudniu.

Prezydent chce, by powołać rząd tymczasowy, który przyjmie budżet