Pod koniec stycznia piesek został brutalnie pobity przez właściciela, 30-letniego mieszkańca Chełmży. Zwierzę miało m.in. powybijane zęby, złamaną szczękę oraz dotkliwy uraz kręgosłupa, który doprowadził do paraliżu tylnych łap, a także złamanie kości udowej.

W połowie lutego szczeniak trafił do kliniki weterynaryjnej w Mazańcowicach koło Bielska-Białej, a wcześniej przeszedł operację w klinice w Boguminie na Zaolziu (Czechy). Teraz czeka go leczenie w Portugalii, Fijo ma tam wyjechać na początku kwietnia.

"Pomocy podjęła się Angela Martins z Hospital Veterinario da Arrabida. To jest osoba, która gdy kwalifikuje do swojej terapii, to widzi szansę. Do tego czasu szczeniak pozostanie pod opieką specjalistów z kliniki weterynaryjnej w Mazańcowicach koło Bielska-Białej" - wskazała Brzezińska z Fundacji Judyta.

Reklama

Dodała, że obecnie zajmujący się zwierzęciem walczą, by nauczyć go tzw. chodu rdzeniowwego - nieświadomego.

"Nie ma czucia głębokiego, więc walczymy o to, żeby piesek mógł samodzielnie trzymać mocz i kał oraz mógł chodzić - pokracznie, ale chodzić. Do tej pory nie wysyłaliśmy żadnych zwierząt do Portugalii, bo Bielsko radziło sobie samo. Większości szczeniaków udawało się pomóc w Polsce. Poza tym koszty takiego wyjazdu są bardzo duże. Nie jestem jednak egoistką i gdy zobaczyłam, że pieniążków wpłacanych przez ludzi jest więcej, to zdecydowałam o szansie dla Fijo, którą jest wyjazd do Portugalii. Nie widzę powodu, żeby na nim oszczędzać. Chciałam mu dać mercedesa wśród lekarzy" - powiedziała PAP Brzezińska.

Według niej, klinika, do której wyjedzie Fijo jest najlepszą w Europie, zajmująca się takimi przypadkami. Są dwie inne - w Austrii i Niemczech, ale one nie zajmują się chodem rdzeniowym. Fundacja nie potrafi jeszcze dokładnie oszacować kosztów leczenia psa, ale konieczne będzie zapłacenie z góry.

"Nie obawiam się, że nie będę miała z czego zapłacić, bo ludzie cały czas interesują się losem pieska. Leczenie będzie trwało minimum 3 miesiące. Co będzie dalej? Zobaczymy" - stwierdziła.

Fijo, który musi jechać do Portugalii samochodem, będzie pod opieką wolontariuszki. Wszyscy zajmujący się nim od styczniowej tragedii podkreślają, że ludzi dobrej woli jest bardzo wielu.

"Jesteśmy bodaj jedyną fundacją w Polsce pomagającą szczeniętom. Dodatkowo specjalizujemy się w przypadkach beznadziejnych. Ludzie nas bardzo wspierają. Tym razem wielką rolę odegrały również media. Nie spotkałam się aż z takim szerzeniem pomocy" - dodała Brzezińska.

Sprawcy pobicia psa grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Jak informowała wcześniej PAP prokuratura, o pobitym psie policję zawiadomiła żona podejrzanego. "Ona wraz z dziećmi 27 stycznia była u krewnych. Z pieskiem w domu został jej mąż. Gdy domownicy wrócili do domu, pies był już dotkliwie pobity. Mężczyzna spakował swoje rzeczy i od tamtej pory nikt z bliskich go nie widział. Kolejnego dnia rozpoczęła się batalia policji o ustalenie jego miejsca pobytu" - mówił p.o. prokurator rejonowy Toruń-Wschód Marcin Licznerski.

Podejrzanego Bartosza D., który był poszukiwany listem gończym, zatrzymano 9 marca w Ostaszewie k. Torunia. (PAP)

autor: Tomasz Więcławski