Wbrew pozorom, to że generałowi Kraszewskiemu odebrano w piątek poświadczenie bezpieczeństwa było nie wyrazem siły ministra obrony, a jego ukłonem w stronę prezydenta. Taką decyzję najpewniej wymógł na nim Jarosław Kaczyński. M.in. dzięki temu krokowi w tył, Antoni Macierewicz wciąż jest w rządzie.

Oczywiście wytłumaczeń jest więcej – jego pozostanie można argumentować chęcią niezrażania betonu partyjnego czy tych, którzy wierzą w zamach w Smoleńsku bądź też zamiłowaniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego do równoważenia różnych frakcji partyjnych. Być może też tym, że dalsze ruchy kadrowe w rządzie zapowiadane są na styczeń. Ale gdyby nie ten ukłon w stronę prezydenta Andrzeja Dudy, szanse na to, że Antoni Macierewicz by we wtorkowy wieczór sprzątał swój gabinet w gmachu MON przy Klonowej byłyby znacznie większe.

Gwoli przypomnienia: pod koniec czerwca podległa w ministrowi obrony Służba Kontrwywiadu Wojskowego wszczęła kontrolne postępowanie sprawdzające wobec gen. bryg. Jarosława Kraszewskiego, dyrektora Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego i jednego z głównych doradców prezydenta Andrzeja Dudy w sprawach wojska. Jako pierwsi napisaliśmy o tym w Dzienniku Gazecie Prawnej i na Dziennik.pl. Wszczęcie tego postępowania odebrało generałowi dostęp do niejawnych dokumentów, co w dużym stopniu uniemożliwiło mu pracę. Było to zaskakujące, ponieważ jeszcze w 2016 r. SKW takie poświadczenie Kraszewskiemu przedłużyła.