Jej buntem jest myślenie, prawo do własnych wniosków, nawet jeżeli owe wnioski nie zostaną zaakceptowane przez większość, wzbudzają protesty i zniechęcenie
Chociaż dramat Margarethe von Trotta opowiada o jednej z najważniejszych dwudziestowiecznych filozofek, to tematem filmu nie są proces myślenia ani jego konsekwencje. „Hannah Arendt” jest kolejną w dorobku niegdysiejszej prowokatorki niemieckiego kina oszczędną, ascetyczną biografią wspaniałej kobiety, skupioną na aktorstwie, ale w istocie mocno konwencjonalną. Biografia Hannah Arendt jak w soczewce skupiała najważniejsze dylematy i dyskusje epoki: wojenną traumę, Holokaust, wielkie nazwiska (Heidegger, Husserl, Jaspers), problem „banalnego zła” i kłopotliwego dziedzictwa. Film nestorki niemieckiego kina nie ma takich ambicji, nadrzędnym sensem jest obrona racji filozofki rozpisana na sztukę konwersacji.
Von Trotta portretuje Arendt z czasów już jej wyjazdu do USA. Lata 60. ubiegłego wieku, Hannah mieszka na Manhattanie, dla najmłodszego pokolenia, urodzonego w trakcie albo zaraz po wojnie, jest niedościgłym autorytetem moralnym. Akcja filmu rozpoczyna się w momencie, kiedy Hannah dowiaduje się o pojmaniu Adolfa Eichmanna, niemieckiego funkcjonariusza nazistowskiego, głównego koordynatora i wykonawcy planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Filozofka rusza do Izraela, dla „New York Timesa” ma relacjonować proces Eichmanna, którego efektem będzie najważniejsza publikacja w jej dorobku: „Eichmann w Jerozolimie”. Równolegle von Trotta inscenizuje w dosyć topornym, telewizyjnym stylu sceny z młodości Arendt, kiedy młoda, wybitnie utalentowana dziewczyna związała się z genialnym filozofem Martinem Heideggerem, późniejszym współpracownikiem NSDAP.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.