„Gniew tytanów” to całkiem znośne widowisko – jeśli tylko nie oczekujecie wierności mitomgreckim i realiom starożytności
Skoro wielkie widowiska rodem ze starożytnej Grecji wciąż cieszą się popularnością, Hollywood idzie za ciosem. Tym razem wraca Perseusz (Sam Worthington), który po wojnie z tytanami postanowił wieść życie prostego rybaka. Ale przeznaczenie się o niego upomni – na prośbę ojca, samego Zeusa (Liam Neeson), Perseusz znów stanie do walki. Hades (Ralph Fiennes) i Ares (Edgar Ramirez) sprzymierzyli się w walce przeciwko bogom i ludziom i chcą przebudzić Chronosa, który da im nieśmiertelność, ale zgładzi cały ludzki ród. Właściwie niczego więcej nie trzeba dodawać – „Gniew tytanów” jest klasyczną superprodukcją, w której rozliczne pojedynki i efekty specjalne są ważniejsze od fabuły. Będą co prawda po drodze moralne dylematy, sojusze, zdrady i spiski, a nawet delikatną kreską zarysowany romans, ale to wszystko na najprostszym poziomie, żeby nic – bogowie Olimpu, brońcie – nie przesłoniło trójwymiarowego widowiska.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.