Autopromocja

Kyle Smith o "Blue Highway": Nie chciałem opowiadać naiwnej historyjki dwójki ludzi

Kyle Smith i Kerry Bishé na planie "Blue Highway"
Kyle Smith i Kerry Bishé na planie "Blue Highway"Media
7 marca 2014

Nie chciałem opowiadać naiwnej historyjki dwójki ludzi, którzy spotykają się przypadkowo i pałają do siebie instynktowną sympatią – mówi Kyle Smith, reżyser filmu „Blue Highway”

Skrót artykułu

„Blue Highway” to właściwie klasyczny film drogi. Dlaczego zdecydowałeś się sięgnąć akurat po ten gatunek?

W Ameryce wiele osób ma bzika na punkcie samochodów, ale w moim przypadku dochodzi do tego także fascynacja samymi drogami. Zawsze przypominały mi one ogromne, rozpłaszczone budynki, które czynią sąsiadów nawet z ludzi mieszkających daleko od siebie. Przy okazji – przynajmniej w Stanach – stan i gęstość dróg na wstępie mówi ci bardzo wiele o specyfice całej okolicy.

Co sprawia, że Amerykanie tak uwielbiają filmy drogi?

Jako naród mamy podróżowanie we krwi. Jeśli jesteśmy znużeni lub niezadowoleni z naszego życia, to nie pogrążamy się w jałowym lamencie, lecz wsiadamy w samochód i zmieniamy otoczenie. W kinie drogi często odnajdujemy więc odbicie naszych własnych doświadczeń. Poza tym takie filmy po prostu świetnie się ogląda. Czy może być coś bardziej interesującego niż obserwowanie dwójki zupełnie różnych ludzi, którzy zostali zamknięci w ciasnej przestrzeni i muszą nauczyć się siebie nawzajem? Niezależnie od tego, że takie historie są z reguły przewidywalne, dostarczają mnóstwo satysfakcji. Uwielbiam także filmy w rodzaju „Zagubionych w Ameryce”, które opowiadają o wspólnej podróży dobrych znajomych. Odbieram je bardzo osobiście, bo sam często zapuszczam się na długie wypady z przyjaciółmi.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.