Autopromocja

"Kamienie na szaniec": Chłopcy malowani

"Kamienie na szaniec" Marcel Sabat, Tomasz Ziętek, Kamil Szeptycki
"Kamienie na szaniec" Marcel Sabat, Tomasz Ziętek, Kamil SzeptyckiMedia
7 marca 2014

Ekranizacja „Kamieni na szaniec” ma szyk i styl, które jednak nie tylko dodają jej walorów, ale też miejscami ciasno uwierają.

Przeszłość jest modna. Lubujemy się ostatnio w stylizacjach na dwudziestolecie międzywojenne – wyzwolone, taneczne, liberalne i pijane. Ale wciąż boimy się nostalgii za czasami wojny. Ten obszar zarezerwowany jest dla konkretnych skojarzeń: cierpienia, bólu, wylanych łez, przelanej krwi, bohaterstwa, nieskazitelnej odwagi. Jeśli II wojnę światową obrosła jakaś mitologia, to tylko ta bogoojczyźniana, martyrologiczna. Zapewne dlatego polski żołnierz funkcjonuje w wyobraźni wielu jako święty – zawsze prawy, zawsze patriota, zawsze seksualnie czysty.

Gliński próbuje przeorać bombastyczne skojarzenia i osiąga sukces. Jego „Kamienie na szaniec” wyglądają nie tyle jak ekranizacja powieści Aleksandra Kamińskiego, ile raczej jak adaptacja komiksów o dziarskich dzieciakach, małoletnich superbohaterach. Takim skojarzeniom sprzyjają dynamiczna muzyka Łukasza Targosza oraz bogata wizualna strona filmu, którą pomagają uchwycić sprawne zdjęcia Pawła Edelmana. Udaje się zarówno stylizacja kostiumów, na widok których współcześni hipsterzy i wyznawcy stylu indie zapieją z zazdrości, jak i fryzur. „Zośka” (magnetyzujący Marcel Sabat), „Rudy” (brawurowy Tomasz Ziętek) i „Alek” (Kamil Szeptycki) są tak wylansowani, jakby nie wybierali się na wojnę, tylko na imprezę w stylu retro.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.