Autopromocja

„Dziecięca choroba liberalizmu” Wosia to głos myślącej lewicy

Fiat 126p Maluch
W ujęciu Wosia transformację można określić raczej jako skok na główkę do basenu, z którego spuszczono wodę.Media
4 listopada 2014

Czy zmarnowaliśmy ostatnie 25 lat? Odpowiedzi na to pytanie szukajcie w znakomitej „Dziecięcej chorobie liberalizmu” Rafała Wosia

Tę książkę można czytać na wiele sposobów – z pewnością inaczej przeczytają ją fachowcy, a inaczej laicy. Jako że zaliczam się raczej do laików, dla mnie „Dziecięca choroba liberalizmu” to przede wszystkim esej traktujący o radykalnym przełamaniu dominującej narracji, którą zwykliśmy się posługiwać przy opisywaniu ćwierćwiecza polskiej transformacji.

Gdyby ująć tę narrację w dużym uproszczeniu, wyglądałaby mniej więcej tak: w latach 80. ubiegłego wieku komunistyczna Polska była wycieńczona długami i socjalistyczną gospodarką niedoboru. Polityczny przełom 1989 roku stworzył jedyną, unikalną okazję, by przeciąć ten ropiejący wrzód – gwałtowne liberalne reformy były konieczne, a ich koszty społeczne, choć duże, to jednak możliwe do przełknięcia. Z jednej strony udało się uruchomić przedsiębiorczość Polaków, z drugiej wszakże trzeba było siłą wyrwać ludzi z marazmu i roszczeniowości, do której przyzwyczaiły ich cztery dekady PRL-u. Był to ruch w stronę nowoczesności: przyciągnął zagranicznych inwestorów, uelastycznił stosunki pracy, postawił na tych, których potencjał zwyczajnie się marnował, pozwolił na stworzenie klasy średniej, uwolnił Polaków od niebezpiecznych marzeń o państwie socjalnym, w zamian zaoferował im coś znacznie bardziej wartościowego: status obywateli Europy i świata. Zresztą i tak nie było innego wyjścia.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.